Pierwsze wrażenia: Canon EOS 5D Mark III

Canon EOS 5D Mark III
Przybyłem, zobaczyłem, dotknąłem - mieliśmy dziś szanse obejrzeć przedprodukcyjny egzemplarz najnowszego Canona 5D Mark III.
Marcin Bójko
Trzeba przyznać, że polski oddział Canona stanął na wysokości zadania i dziś w kameralnej atmosferze dziennikarze zainteresowani najnowszą lustrzanką mogli ją dokładnie obejrzeć i sprawdzić jak działa. Jak to zwykle bywa w prezentacjach aparatów przedprodukcyjnych nie wolno nam było zabierać na kartach pamięci zdjęć zrobionych aparatami, więc nie mogę pochwalić się przykładowymi zdjęciami. Mogę za to podzielić się pierwszymi wrażeniami z używania tego aparatu. I nie tylko aparatu - niewątpliwą przyjemnością była możliwość używania lampy 600EX RT i sterownika ST-E3-RT.

Na początek garść zdjęć z aparatu i oraz zrzuty menu.

Budowa

Najnowsza piątka do złudzenia przypomina gabarytami starszą wersję, czyli Mark II. Ponieważ jestem przyzwyczajony do poprzedniej wersji odniosłem wrażenie, że aparat jest większy, cięższy i ma bardziej pękaty uchwyt. Tak naprawdę wymiary nie różnią się praktycznie niczym od poprzednika - milimetr w każdą stronę i kilkanaście gramów różnicy. Można to wyczuć, ale dłoń musi być mocno przyzwyczajona do starej "piątki". Z przodu korpusu zmiany są kosmetyczne. Najistotniejszą jest brak guzika podglądu głębi ostrości. Przeniesiono również portu sterownika bezprzewodowego i teraz znajduje się na uchwycie, a nie nad lampką wspomagającą autofokus jak w poprzedniej wersji.
5D Mark III i 5D Mark II
5D Mark III i 5D Mark II

Główne pokrętło wyboru trybu dostało guzik, który blokuje położenie. Bardzo istotny dodatek, bowiem nie jeden fotograf klął w żywy kamień, gdy aparat po włożeniu do torby przełączał się dajmy na to z Av na M. Włącznik wzorem zeszłorocznych modeli powędrował pod główne pokrętło sterujące, co jest bardzo logicznym ustawieniem, znanym jeszcze z analogowych EOSów.

Canon EOS 5D Mark III

Z tyłu stylizacja obudowy przypomina to co znamy z 60D. Duże guziki z napisami, a nie małe guziczki z podpisami jak w poprzedniku. Aparat wzorem 60D zyskał również osobny guzik do obsługi Live View. Rozwiązanie sprawdza się od biedy, choć muszę przyznać, że Nikon lepiej to rozwiązał w modelu 5100.

EOS 5D Mark III i EOS 5D Mark II
Z lewej strony korpusu mamy jeden guzik więcej, z prawej strony między pokrętłem na tylnej ściance, a dżojstickiem znalazł się dodatkowy guzik "Q" do wywoływania menu podręcznego. Niezwykle ważną z filmowego punktu widzenia innowacją jest "uczulenie" tylnego pokrętła na dotyk. Po wybraniu odpowiedniej opcji z menu możemy przestawiać w trybie filmowym czas, przysłonę i czułość muskając jedynie pokrętło. Dzięki temu nie ryzykujemy że na ścieżce dźwiękowej zarejestrujemy terkot zapadki i jednocześnie nie wprawiamy aparatu w drgania dotykając pokręteł.
Aparat w dłoni leży podbnie jak 5D Mark II, ale trzeba przyznać, że operowanie guzikami jest znacznie wygodniejsze - łatwiej w nie trafić palcem, pewnie też w grubej rękawiczce. Godzina sam na sam z korpusem to za mało, żebym mógł wyrobić sobie zdanie na temat różnic. Jesli są, to nie rzucają się w oczy od razu.

Autofokus

Nie miałem zbyt dużo czasu, a tym bardziej warunków, żeby sprawdzić jak w praktyce działa 61-polowy autofokus. Trzeba przyznać, że machina jest onieśmielająca, a sam system uzyskał osobną zakładkę w menu. Ta funkcja aparatu z pewnością wymagać będzie długiego rozgryzania, żeby poznać jej wszystkie wady i zalety. W teorii powinien działać wyśmienicie, praktyka wymaga dłuższych testów. Dość powiedzieć, że samo podmenu czułości autofokusu obejmuje sześć ustawień predefiniowanych.

Grip

Do aparatu można dokupić nowy uchwyt do zdjęć pionowych. Mieści on dwie baterie (takie same jak w 5D Mark II i w 7D), można też po zakupieniu dodatkowego koszyka zasilać korpus bateriami AA. Poprawia on zdecydowanie komfort pracy w kadrach pionowych, a dla tych którzy lubią duże aparaty pozwala zamienić 5D Mark III w prawie tak duży korpus jak 1D X.

HDRy i wielokrotna ekspozycja

Ciekawie Canon rozwiązał funkcje HDR, dorzucając coś, czego dotąd nie spotkałem w żadnym innym aparacie. Tak jak wszędzie na świecie (z wyjątkiem Canona G1 X) aparat składa HDRy dokonując odpowiednich przesunięć kadrów względem siebie, dzięki czemu możemy spokojnie robić zdjęcia z ręki. Ale w odróżnieniu od konkurencyjnych rozwiązań możemy zachować na karcie wszystkie pliki jakie posłużyły do sklejenia HDRa, również w formacie RAW. Co za tym idzie nie jesteśmy skazani na zgadywanie czy HDR wyjdzie, albo zadowolenie się gotowym JPG z aparatu. Na planie zdjęciowym aparat na szybko sklei nam pliki, a później jeśli będziemy chcieli możemy je wywołać i skleić w HDR staranniej.

Canon jest też dumny z wielokrotnej ekspozycji. Można wybrać kilka trybów mieszania obrazów, podobnie jak mieszania warstw w Photoshopie. Podobnie jak w przypadku HDR aparat skleja zdjęcia, ale może jeśli chcemy zachować pliki źródłowe. To wygodne, bo na planie możemy sprawdzić czy koncepcja jest OK, a później poddać zdjęcia właściwej obróbce w programie graficznym.

Zdjęcia przykładowe

Zdjęć robionych aparatem nie wolno nam było zabierać ze sobą, ale Canon udostępnił kilka przykładowych plików, które znajdują się poniżej. Uwaga - niektóre pliki mają po 8 MB.
Plik Rozmiar Czułość Uwagi
6MB ISO 100
Jedna ze składowych HDR
8,55MB ISO 100 Gotowy HDR
7,9 MB
ISO 100 Jedna ze składowych HDR
8,5MB ISO 100 Gotowy HDR
7,3 MB
ISO 100 Jedna ze składowych HDR
7,3 MB
ISO 100 Gotowy HDR
7,9 MB
ISO 100 Gotowy HDR

     
1,34 MB
ISO 12800
 
1,2 MB
ISO 3200
 
1,7 MB
ISO 1600
 
1,64 MB
ISO 1600  
1,85 MB
ISO 400
 
1,75 MB
ISO 400  
2,5 MB
ISO 100  
2,5 MB
  ISO 100  
Więcej informacji w kwietniowym wydaniu DIGITAL FOTO VIDEO. Tu znajduje się wątek forum na którym można podyskutować o tym aparacie.

Reklama