Zielone strony Fotografowanie kwiatów, motyli i drobnych przedmiotów to praktycznie obowiązkowy etap na początku fascynacji fotografią. Tryb Macro w aparacie i napis „Macro” na obiektywie zwiększają atrakcyjność sprzętu i... tak naprawdę niewiele znaczą. Jaki sprzęt jest więc potrzebny do fotografowania owadów?

Piotr Dębek

 

Wokół makrofotografii narosło sporo nieporozumień, po części będących efektem kłamliwych haseł, wymyślanych przez działy marketingu firm produkujących aparaty cyfrowe. Chyba najwięcej szkody narobiło reklamowanie aparatów informacją, że dysponują „trybem Makro od 1 cm”. Niektóre aparaty miały ten tryb „zaledwie” od trzech centymetrów, inne dopiero od 5 cm – niemniej minimalna odległość ustawiania ostrości na stałe weszła do specyfikacji. Co gorsza, powszechne i pożądane przez producentów rozumienie tego parametru to: im mniej, tym lepiej. W związku z tym aparat pozwalający niemal rozgnieść biedronkę przednią soczewką jest rzekomo lepszy od takiego, który wymaga cofnięcia się o krok. Tyle że po pierwsze, to hasło jest nieprawdziwe, a po drugie – niewiele mówi o sprawności aparatu w rejestrowaniu małych przedmiotów.

 

ABC makrofotografii - poradnik dfv.pl


Mierzymy konika polnego
Odkręcanie całego zamieszania trzeba zacząć od definicji: o makrofotografii możemy mówić, gdy mamy skalę odwzorowania 1:1 lub większą, natomiast mniejsze powiększenia to fotografia zbliżeniowa. Nie ma tutaj słowa o odległości od motywu, natomiast pojawia się inny termin: skala odwzorowania. Oznacza on wielkość, jaką zajmie fotografowany motyw na materiale światłoczułym w stosunku do rzeczywistego rozmiaru naszego motywu. Jeśli więc fotografujemy konika polnego o długości dwóch centymetrów, to skalę odwzorowania 1:1 uzyskamy wówczas, gdy na klatce filmu lub matrycy zajmie on również dwa centymetry. Jeśli ten sam owad będzie miał na materiale światłoczułym tylko jeden centymetr, mamy skalę odwzorowania 1:2.


W czasach analogowych, znając skalę odwzorowania, można było określić, jak dużą i jak szczegółową odbitkę przedstawiającą mały obiekt da się wykonać. Skoro klatka filmu małoobrazkowego mierzyła 3,6 cm długości, to konik polny zajmujący na niej 2 centymetry pozwalał uzyskać cztery razy większą – lub cztery razy bardziej szczegółową – odbitkę, niż gdyby ten owad zajął na negatywie tylko pół centymetra (skala odwzorowania 1:4).


Czy zauważyłeś, Czytelniku, że nie odnieśliśmy się do kwestii odległości, z jakiej nasz skaczący model został sfotografowany? I nie odniesiemy się – bo dla finalnego efektu nie ma ona żadnego znaczenia. Liczy się tylko wielkość motywu na materiale światłoczułym, a to, z jakiej odległości zostało zrobione zdjęcie, jest istotne tylko dla fotografa, który musiał ścigać owada. Ważne jest jednak co innego – wielkość materiału światłoczułego. Dwa centymetry na klatce filmu małoobrazkowego (36x24 mm) to większa część kadru, ale te same dwa centymetry z aparatu średnioformatowego (np. 6x6 cm) to już tylko niewielki fragment całości. Ta sama skala odwzorowania dawała więc różną wielkość tego samego konika polnego w stosunku do całości kadru, ale tę samą jakość przy zachowaniu stałej wielkości owada na odbitce. Sytuacja nieco się skomplikowała, gdy błonę filmową zastąpiły krzemowe matryce.

 

ABC makrofotografii - poradnik dfv.pl
Canon MP-E 65 mm – jedyny fabrycznie produkowany obiektyw, pozwalający uzyskać regulowaną skalę odwzorowania od 1:1 aż do 5:1. Jest to tak naprawdę obiektyw połączony z mieszkiem.

 


Megapiksele wchodzą do gry
Na pozór po zastosowaniu popularnej, niepełnoklatkowej lustrzanki cyfrowej sytuacja nieco się poprawia: matryca w lustrzance ma zwykle rozmiar ok. 24x16 mm, czyli nasz wymęczony, ale nadal dwucentymetrowy konik polny niemal wypełni kadr od jednego boku do drugiego – i to z użyciem tego samego obiektywu co w przykładzie z aparatem analogowym oraz z tej samej odległości. Czysty zysk? Owszem, choć sytuacja nieco się komplikuje, jeśli chcemy ocenić, ile zyskaliśmy na cyfrowej rewolucji.


W fotografii analogowej o wielkości możliwej do uzyskania odbitki decydowała wielkość klatki oraz rozmiar interesującego nas motywu na tej klatce. Rozdzielczość liczona na centymetr kwadratowy powierzchni była mniej więcej stała i limitowana przez ziarno filmu. Wielkość ziarna różniła się nieco w zależności od rodzaju negatywu czy slajdu, ale nie były to kolosalne różnice. Inaczej jest w świecie fotografii cyfrowej, gdzie na tej samej powierzchni sensora można zmieścić kilka albo kilkanaście milionów pikseli, czyli podstawowych nośników informacji.

 

ABC makrofotografii - poradnik DFV.pl
Skala odwzorowania 1:1, uzyskana za pomocą obiektywu Sigma 150/2,8 Macro. Optymalna jakość, względnie duży komfort fotografowania, spora, bo wynosząca 19 cm odległość od przedniej soczewki, ale bardziej powiększyć się już nie da.

 


Wyobraźmy sobie, że mamy to samo zdjęcie wykonane dwoma aparatami wyposażonymi w matryce o rozmiarze APS-C – jedna będzie 6-megapikselowa, druga zaś 15-megapikselowa. Pokazują one to samo, ale więcej megapikseli daje nam większą szczegółowość obrazu. Możemy ją wykorzystać do wykonania większej odbitki – przy zachowaniu 300 dpi z pierwszego aparatu uzyskamy format 25,5x17 cm, a 15 megapikseli da nam 40x27 cm. Możemy jednak postąpić inaczej i ze zdjęcia o wyższej rozdzielczości wyciąć 6-megapikselowy fragment. A jest z czego ciąć, bo wzięcie z 4752x3168 tylko 3000x2000 środkowych pikseli pozwala wyrzucić blisko połowę pikseli z każdego boku. Inaczej mówiąc – daje nam to ten sam efekt co zastosowanie obiektywu o skali odwzorowania o połowę większej! Z technicznego punktu widzenia mamy cały czas skalę 1:1, ale zwiększenie liczby megapikseli da ten sam efekt co mniej upakowana matryca, połączona z obiektywem o większej skali odwzorowania.

 

ABC makrofotografii - poradnik DFV.pl
Sigma 150 mm f/2.8 Macro - specjalizowany obiektyw pozwalający uzyskać skalę odwzorowania 1:1 przy zachowaniu sporej odległości roboczej - 19 cm liczone od przedniej soczewki.

 


Kompaktowe makro od jednego centymetra
Czy da się określić skalę odwzorowania także w kompaktach? Owszem, ale można to zrobić... dopiero po kupnie aparatu. Efekt tego sprawdzania nigdy nie jest imponujący – skala odwzorowania będzie w okolicy 1:10, czyli gorzej niż najsłabszy pod tym względem obiektyw do lustrzanki. Co gorsza, uzyskuje się ją na krótkim końcu obiektywu, czyli dostajemy przy okazji szeroką perspektywę, która utrudnia wyizolowanie głównego motywu i uniknięcie zbędnych elementów. Zgodnie z deklaracjami producentów minimalna odległość ostrzenia mierzona jest wówczas w centymetrach, co jednak – wbrew temu, co mówią reklamy – wcale nie jest fajne. Konieczność przysunięcia obiektywu na kilka centymetrów do owada nie zwiększa szansy na zrobienie udanego zdjęcia. W praktyce znacznie lepiej sprawdza się fotografowanie na długiej ogniskowej – skala odwzorowania dla „gołego” aparatu jest wówczas nieco mniejsza, ale można ją poprawić za pomocą telekonwertera, jednocześnie zachowując względnie wygodną odległość roboczą.

 

ABC makrofotografii - poradnik DFV.pl
Zastosowanie soczewki dioptrycznej +5 pozwoliło skrócić odległość do zaledwie 9 cm i znacznie zwiększyło skalę odwzorowania bez wydłużania czasu naświetlania, jednak jakość obrazu uległa znacznemu pogorszeniu. Scena nie jest kontrastowa, a mimo to aberracje chromatyczne są bardzo silne, zwłaszcza na brzegach kadru.

 


Skala odwzorowania – termin do lamusa?
Skala odwzorowania nie jest bez znaczenia w aparatach cyfrowych, ale nie mówi wszystkiego. Przypomnijmy, że celem jest „rozciągnięcie” jak najmniejszego obiektu na jak największej odbitce. W czasach analogowych, przy mniej więcej stałej wielkości ziarna filmu (które określa zdolność rozdzielczą) i dla tych samych wielkości klatek, skala odwzorowania mówiła wszystko. W przypadku aparatów cyfrowych nie tyle istotna jest wielkość obrazu rzutowanego na matrycę, lecz liczba megapikseli, na które rzutowany jest obraz. O zdolności wykonania dużej odbitki przedstawiającej mrówkę czy pręciki kwiatu stanowi to, na ile megapikseli rzutowany jest obraz przedmiotu mającego rzeczywistą długość jednego centymetra. Portret konika polnego o długości 2000 pikseli możemy z gęstością 300 dpi wydrukować na odbitce o boku 17 centymetrów – niezależnie od tego, czy owe piksele pochodzą z kompaktu, lustrzanki czy też zostały wycięte z cyfrowej tylnej ścianki średnioformatowca. W ten sposób można wygodnie i wiarygodnie porównywać osiągi aparatów o różnych wielkościach matryc.

 

ABC makrofotografii - poradnik dfv.pl

Nakręcana na obiektyw soczewka dioptryczna, z użyciem której wykonałem powyższe zdjęcie. Skala odwzorowania idzie w górę, aberracje chromatyczne - niestety, także.


Megapiksele w makrofotografii się przydają. Muszą jednak być niezaszumione i nieść informacje o drobnych elementach. Mając 6-megapikselową lustrzankę z obiektywem dającym skalę odwzorowania 1:2, zwiększymy nasze możliwości w zakresie makrofotografii albo zmieniając obiektyw na dający skalę odwzorowania 1:1, albo też zmieniając aparat na model z 24-megapikselami i matrycą tej samej wielkości (czterokrotny wzrost rozdzielczości daje dwukrotne zwiększenie liczby pikseli na każdym boku). W tym ostatnim wypadku po zrobieniu zdjęcia w skali 1:2 wytniemy sobie środkowe 6 megapikseli. Niezbędne do tego są nie tylko wysokiej jakości matryca i optyka, ale także właściwa technika – niewielkie poruszenie da się zamaskować zmniejszeniem zdjęcia, ale wyklucza jakiekolwiek próby wycinania jego fragmentu.


Powiększanie lupą
Jakiej byśmy nie mieli skali odwzorowania, przy fotografowaniu małych przedmiotów z pewnością będziemy chcieli więcej. Da się to osiągnąć na kilka sposobów, ale każdy z nich ma wady: pogarsza jakość obrazu, jest niewygodny lub sporo kosztuje. Gdy przyjdzie do wyboru właściwego narzędzia, każdy musi sam zdecydować, co mu mniej przeszkadza. Część pomocy technicznej jest dostępna dla wszystkich miłośników fotografii, jednak z części skorzystają tylko właściciele lustrzanek i bezlusterkowców.


Dla użytkowników kompaktów praktycznie dostępna jest tylko jedna opcja – lupa montowana na końcu obiektywu. Owa lupa może mieć różną postać, choć na dobrą sprawę można potraktować hasło dosłownie i naprawdę użyć lupy. Bardziej fachowe będzie sięgnięcie po soczewki makro – to praktycznie też lupa, tyle że – przynajmniej w teorii – lepsza optycznie. Najbardziej złożoną lupą są konwertery makro, w których często mamy więcej soczewek. Te same narzędzia, choć większe ze względu na średnicę obiektywu, można stosować także z aparatami z wymiennymi obiektywami.

Soczewki i konwertery mają podaną moc w dioptriach. Jak je przeliczyć na efekt rzeczywisty? Kilkoma przybliżonymi, ale prostymi wzorami:

 

Powiększenie = 1 + (moc soczewki w dioptriach)/4

 

Czyli dla soczewki +2 uzyskujemy 1+2/4=1,5. Uzyskane powiększenie należy pomnożyć przez skalę odwzorowania samego obiektywu i otrzymamy informację o skali odwzorowania, jaką da nam ten obiektyw po zastosowaniu soczewki dioptrycznej. W przypadku popularnego zoomu 70–300 o skali odwzorowania 1:2 po dołączeniu soczewki o mocy +2 dioptrie uzyskamy odwzorowanie (0,5x1,5)=0,75 - czyli 1:1,3. Jak łatwo policzyć, do uzyskania z tym zestawem klasycznego odwzorowania 1:1 potrzebujemy soczewki +4 dioptrie: (1+4/4)x1/2=1:1.


Soczewki i konwertery makro to najprostsze do zastosowania środki zwiększające nasze możliwości w makrofotografii, dość tanie, ale mające też wady. Największą z nich jest pogorszenie jakości optycznej. Najlepszy nawet telekonwerter ograniczony jest rozdzielczością optyczną obiektywu, wycina bowiem obraz ze środka i rzutuje go na całą powierzchnię obiektywu. Wszystkie wady obiektywu (aberracje chromatyczne, spadek kontrastu pod światło itp.) zostaną pomnożone przez wady konwertera, a być może dodatkowo wzbogacone np. o winietowanie.


Swego rodzaju lupą jest też bardzo popularna niegdyś, a obecnie wyparta przez soczewki i makrokonwertery metoda odwrotnego mocowania obiektywu. Na końcu normalnie zamontowanego obiektywu o długiej ogniskowej mocujemy odwrotnie (bagnetem w stronę fotografowanej sceny) drugi obiektyw, przeważnie o ogniskowej 50 mm.

 

ABC makrofotografii - poradnik dfv.pl
Pierścienie pośrednie zwiększają skalę odwzorowania kosztem znacznego wydłużenia czasu naświetlania. Dystans do kwiatków po zamocowaniu do obiektywu 150 mm trzech pierścieni o łącznej długości 65 mm zmniejszył się do 15,5 cm. Atutem tej metody zwiększania skali odwzorowania jest relatywnie wysoka jakość obrazu - ograniczana tylko przez dyfrakcję.

 


Bez kompromisów, choć za słoną cenę
Jeśli jesteś użytkownikiem lustrzanki lub bezlusterkowca, najlepszą metodą na lepsze zdjęcia makro jest kupno stałoogniskowego obiektywu makro. Choć istnieją zoomy mające w nazwie słowo „Macro”, to ich skala odwzorowania nie przekracza 1:2, a często wynosi zaledwie 1:4. Może to wystarczyć na motyle i duże kwiaty, ale do prawdziwego makro nieco brakuje. Co ciekawe, wiele brakuje też niektóry stałoogniskowym obiektywom 50 mm, które choć mają w nazwie owo „Macro”, to również oferują 1:2. Trzeba sprawdzać przed zakupem nie tylko, czy obiektyw ma w nazwie "macro", ale także jaką skalę odwzorowania oferuje! Dopiero od ogniskowej ok. 70 mm mamy pewność, że tak oznaczona stałka ma skalę 1:1. Choć... i tutaj bywają wyjątki, np. obiektyw makro XCD 120 mm f/3.5 do średnioformatowego systemu X1D Hasselblada pozwala na uzyskania skali tylko odwzorowania 1:2.

 

ABC makrofotografii - poradnik dfv.pl
Pierścienie pośrednie - ich zaletą jest możliwość montażu z każdym obiektywem (choć nie z każdym ma to sens), a także możliwość łączenia praktycznie dowolnej liczby takich pierścieni. Tutaj pierścienie ze stykami przenoszącymi sterowanie z obiektywów - nie ma problemu więc z regulacją przysłony, choć czy autofokus będzie działał, zależy od stopnia zwiększenia skali odwzorowania.

 

 

Wraz ze zwiększaniem ogniskowej ta skala... pozostaje stała. Niezależnie, czy weźmiemy Sigmę 70/2.8 Macro czy Sigmę 180/3.5 Macro, mamy skalę odwzorowania 1:1. Co się zmienia? Odległość, z jakiej uzyskujemy to powiększenie. Im dłuższa ogniskowa, tym dalej do modela. Wbrew hasłom sprzedawców kompaktów makro z 5 cm wcale nie jest fajne, a z jednego centymetra to już koszmar – niech ktoś spróbuje zrobić zdjęcie żywego szerszenia, prawie przykładając mu soczewkę obiektywu do czułek. Tymczasem minimalny dystans dla Sigmy 70 mm to 25 cm, a dla Sigmy 180 mm – aż 46 cm. Wprawdzie liczone jest to zawsze od płaszczyzny filmu lub matrycy (a nie – jak w kompaktach – od ostatniej soczewki), niemniej i tak przy dłuższej ogniskowej zyskujemy. Niestety, za tę swobodę i wygodę, pozwalającą nie włazić na modela, trzeba płacić – im dłuższa ogniskowa, tym wyższa cena.

 

Jeśli jednak naszą pasję stanowi poznanie sekretów życia w trawie, warto tę cenę zapłacić. W zamian dostajemy bardzo dobrą jakość optyczną, duży komfort i znakomite powiększenie, które... można jeszcze zwiększać. Ponadto dłuższa ogniskowa bardziej kompresuje przestrzeń i wiąże się z węższym polem widzenia, co ułatwia znalezienie eleganckiego, niezaśmieconego drugiego planu.

 

ABC makrofotografii - poradnik dfv.pl
Pierścienie pośrednie montuje się między aparatem a obiektywem. Można ich zamontować dowolnie dużo, ale ponieważ skracają one dystans roboczy, może się okazać, że punkt ostrzenia wypadnie w... środku obiektywu.

 


Więcej niż 1:1
Istnieją sposoby zwiększenia skali odwzorowania obiektywu, co w przypadku specjalizowanej optyki do makrofotografii pozwala przekroczyć barierę 1:1. Mamy więc szansę na zajrzenie w oko ważki czy prezentację uśmiechu szerszenia. Oczywiście – nic za darmo. I nie chodzi tu wcale o cenę, bo akurat te akcesoria nie są drogie. Pierwsze już znamy – to soczewki i różne formy makrokonwerterów. Drugie to pierścienie pośrednie. Są to po prostu tuleje, które montuje się między obiektywem a korpusem lustrzanki. Nie zawierają żadnych soczewek, nic nie powiększają ani nie zniekształcają. Odsuwają jedynie płaszczyznę ogniskowania obiektywu, tym samym skracając odległość, z jakiej obiektyw może ustawić ostrość. O ile skracają tę odległość, a tym samym o ile zwiększają skalę odwzorowania? To zależy od łącznej długości pierścieni pośrednich, ogniskowej obiektywu, jego skali odwzorowania i początkowej minimalnej odległości ostrzenia. Generalnie im krótsza ogniskowa, tym krótszy pierścień pośredni da większy efekt. Im jest zaś ona dłuższa, tym trzeba dołożyć więcej centymetrów pierścieni. Jednak sytuacja nie jest wcale jednoznaczna – przy krótkich ogniskowych skala odwzorowania wzrośnie szybko, ale jednocześnie dystans do fotografowanego motywu spada tak bardzo, że zaczyna to stanowić problem. Jakby tego było mało, jasność układu zmniejszy się tym bardziej, im bardziej zwiększamy naturalną skalę odwzorowania obiektywu.

 

ABC makrofografii - poradnik DFV.pl

Powiększenie na maksa: obiektyw makro (150 mm) w połączeniu z trzema pierścieniami pośrednimi o łącznej długości 65 mm oraz soczewką dioptryczną +5. Pomimo zastosowania minimalnego otworu przysłony (f/22) głębia ostrości jest bardzo płytka. Na krawędziach widać pomarańczowe i niebieskie obwódki - „dodatek” będący skutkiem użycia soczewki dioptrycznej. Odległość między soczewką a kwiatkiem spadła do 8 cm.

 

Sigma 150/2.8 macro 19 cm
Dystans roboczy przy maksymalnym powiększeniu
Sigma 150/2.8 macro i soczewka dioptryczna +5 9 cm
Sigma 150/2.8 macro i pierścień 31 mm 17 cm
Sigma 150/2.8 macro i pierścienie 31+21+13 15,5 cm
Sigma 150/2.8 macro i pierścienie 31+21+13 i soczewka +5 8 cm


Makro za grosze
Na tej samej zasadzie co pierścienie pośrednie działa mieszek. Główna różnica polega tu na tym, że korzystając z niego, można regulować na bieżąco odsunięcie obiektywu od korpusu, tym samym zmieniając maksymalną skalę odwzorowania. Mieszki systemowe, czyli przeznaczone dla Canona, Nikona, Sony czy Olympusa, są dość rzadko spotykane. Można natomiast za niewielką kwotę zbudować zestaw do fotografii małych obiektów na bazie mieszka lub pierścieni dla systemu M42 i krótkiego teleobiektywu (zakres 80–150 mm będzie optymalny) z takim właśnie gwintem. Potrzebujemy jeszcze oczywiście przejściówki z M42 na bagnet naszej lustrzanki (patrz: ABC: obiektyw manualne).


Korzystanie z obiektywów manualnych M42 wiąże się z pewnymi niedogodnościami, ale tym razem komfort nie jest dużo mniejszy niż przy rozwiązaniach systemowych. Owszem, nie mamy autofokusu, ale z mieszkiem czy pierścieniami pośrednimi i tak pewnie byśmy go stracili – jeśli jasność układu spada poniżej f/5,6, to automatyczny pomiar ostrości w większości aparatów przestaje działać. Zresztą w makrofotografii ostrzenie ręczne jest nie tylko koniecznością, ale po prostu okazuje się wygodniejsze. Przy odwzorowaniu większym niż 1:1 ostrość regulujemy już nie obrotem pierścienia na obiektywie, lecz przysuwaniem lub odsuwaniem aparatu od fotografowanego motywu. Ze względu na płytką głębię ostrości łatwo ocenić, kiedy ustawienie jest optymalne.


Bardziej uciążliwą wadą takiej konstrukcji jest konieczność ręcznego przymykania przysłony po każdym ustawieniu ostrości. Spowalnia to proces wykonania zdjęcia i bardzo utrudnia robienie zdjęć owadom – tuż przed wciśnięciem spustu migawki musimy wyciągnąć rękę i obrócić pierścień przysłony. Jeśli owad nie zareaguje na zbliżającą się rękę, to mamy szczęście.

 

ABC fotografii - poradnik dfv.pl
Przerabiamy obiektyw zwykły na makro: powyżej widzimy, co potrafi w zakresie fotografowania małych przedmiotów obiektyw Canon EF 100–400/4,5–5,6 (minimalna odległość ogniskowania wynosi 180 cm). Skala odwzorowania mocno przeciętna i typowa dla teleobiektywu nieprzeznaczonego do makrofotografii, ale...

 

 

Szukając ideału
Jak widać, każdy rodzaj sprzętu do makrofotografii ma swoje wady. Dla fotografowania owadów najwygodniejsze są wyspecjalizowane obiektywy o ogniskowej ponad 100 mm – niestety są one drogie. Tanie bywają pierścienie pośrednie, a ich dodatkową zaletą jest niepogarszanie jakości optycznej obiektywu (choć szczegółowość pogarsza dyfrakcja, która jest bardziej destrukcyjna z pierścieniami pośrednimi). Stanowią jednak problem – im bardziej zwiększymy skalę odwzorowania, tym układ optyczny robi się ciemniejszy, wymaga dłuższego naświetlania, a odległość robocza staje się irytująco niewielka.


Prawie nie powodują natomiast utraty jasności soczewki i konwertery makro, jednak pogarszają jakość obrazu, a często cierpią też na rekordowe wręcz aberracje chromatyczne. Skraca się też odległość robocza – im silniejsza soczewka, tym bardziej. Nie ulega wydłużeniu natomiast czas naświetlania, co jest bardzo istotne, jeśli fotografujemy z ręki.

 

ABC makrofotografii - poradnik DFV.pl
... po nakręceniu na obiektyw 100-400 soczewki dioptrycznej +5 skala odwzorowania znacznie wzrosła, odległość ostrzenia zmniejszyła się o ponad 130 cm, ale jakość obrazu bardzo spadła.

 


Co więc wybrać?
W pierwszej kolejności to, na co nas stać. Jeśli budżet nie pozwala na zakup teleobiektywu makro ze skalą odwzorowania 1:1, zostają nam dwa warianty. Pierwszy – mieszki lub pierścienie, czyli coś dla tych, którzy przedkładają jakość obrazu nad wygodę. Drugi – soczewki i konwertery, czyli coś dla osób mających mniej cierpliwości, za to gotowych do kompromisów jakościowych.


Więcej światła!
Na skali odwzorowania i głębi ostrości nie kończą się kłopoty. Problemem jest zawsze światło. Nawet jeśli fotografujemy w jasne, słoneczne południe, możemy odczuć niedostatek jasności. Po pierwsze, musimy solidnie przymknąć przysłonę, żeby uzyskać odpowiednio dużą głębię ostrości. Skutkuje to wydłużeniem czasu naświetlania, na co absolutnie nie możemy sobie pozwolić – owady są płochliwe, rośliny chwieją się nawet przy pozornie bezwietrznej pogodzie, a najdrobniejsze, minimalne drgnięcia ręki podtrzymującej aparat przekładają się na solidną huśtawkę obrazu w kadrze. Statyw nie zawsze rozwiąże problem. Krótki czas naświetlania jest przydatny, ale nie za wszelką cenę – z pewnością nie kosztem podniesienia czułości ISO, bo przecież nie chcemy mieć na zdjęciu konika polnego chorego na wysypkę pikselowatą.


Co pozostaje? Ano przyniesienie w plener własnego źródła światła lub chociaż jego modyfikatora (blendy). Uzyskanie ładnego światła nie jest jednak łatwe. Problem stwarza np. obiektyw,  który przesłania wbudowaną lampę. Z kolei zewnętrzny flesz rzuca brzydki, ostry cień. Oczywiście są też wyspecjalizowane, pierścieniowe lampy do makro, mocowane wokół obiektywu i dające równomiernie rozproszone światło. Rezultaty są wówczas co najmniej poprawne, jednak między słowami poprawne a atrakcyjne jest często spora przepaść. Klasyczne oświetlenie portretowe – a przecież fotografia ważki czy gąsienicy to też rodzaj portretu – wymaga silnego światła głównego i nieco słabszego wypełniającego, które wspólnie modelują postać i nadają jej przestrzenność. Tymczasem lampa pierścieniowa daje pozbawione cieni, płaskie oświetlenie.

 

ABC makrofotografii - poradnik dfv.pl
Najtrudniejszym do rozwiązania problemem przy makrofotografii nie jest uzyskanie odpowiedniego powiększenia, ale właściwe oświetlenie. Tutaj została zastosowana zewnętrzna lampa błyskowa – mimo założonego dyfuzora nie udało się uniknąć brzydkich, ostrych cieni, widocznych pod motylem.

 

Lepsze (i oczywiście droższe) są urządzenia, które pozwalają wokół obiektywu zamocować dwa niezależne palniki (np. Nikon SB-R1 czy Canon MT-24EX). Wówczas możemy sobie niezależnie ustawić światło główne i wypełniające. Alternatywą mogą być wszelkiego rodzaju „domoróbki”, które „tunelują” błysk flesza, przekierowują go, a później jeszcze odbijają z powrotem, co lepiej lub gorzej pozwala pozbyć się ostrych cieni.


Polowanie czas zacząć
Rozwiązanie powyższych problemów technicznych, wybranie optymalnego do swoich potrzeb sprzętu i opanowanie go to dopiero początek przygody. Atrakcyjne zdjęcia makro wymagają więcej niż sprawnego posługiwania się sprzętem. Jak zwykle trzeba mieć pomysł i dobre oko do kadru, a jak niezwykle – w przypadku fotografowania owadów konieczne okaże się wczesne wstawanie i spędzanie pierwszych chwil dnia na łąkach i polach. Po uzbrojeniu się w soczewki, pierścienie i mieszki czas wyruszyć na polowanie na robale. Udanych łowów!

 

 

Przeczytaj więcej artykułów z serii Zielone strony:

https://www.dfv.pl/articles/zielone-strony

 

 

 

 

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Korzystając z naszej witryny bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia.