Strona główna Fora Inne Najnowszy numer DIGITAL FOTO VIDEO 03/2008 Jak zarabiać na zdjęciach – refleksje i komentarz

03/2008 Jak zarabiać na zdjęciach – refleksje i komentarz

Najnowszy numer DIGITAL FOTO VIDEO

Member

Witam.
Powiem na wstępie i przede wszystkim przy okazji, że bardzo się cieszę z “reaktywacji” DFV. Jestem wiernym czytelnikiem DFV, jak i wcześniejszego FVD.
Do rzeczy.
Już kiedyś we wspomnianym FVD czytałem artykuł “o zarabianiu na zdjęciach”. W tym miesiącu artykuł ten został trochę jakby odświeżony.
Chciałem wyrazić swą opinię na temat akapitu poświęconego “fotografii ślubnej”, która jest mi szczególnie bliska.
Pan Grabek jak zwykle błysnął swym wielkim doświadczeniem. Już zapomniał jak robił EOS-em 20D(tzw. “cyberlustrem” jak sam to określił) fotki ślubne i teraz widocznie to już tylko sprzętem za dziesiątki tysięcy potrafi robić zdjęcia.
Pan Grabek napisał: “Pracujący na czarno amator wykonuje sesję za 700-1200zł. Dla młodych taka cena oznacza, że sesja będzie wykonana jednym amatorskim aparatem, który zawsze może odmówić posłuszeństwa, a odbitki zostaną zrobione w najtańszym punkcie w supermarkecie” – większej bzdury jeszcze nie czytałem…..
Tekst ten, to żaden poradnik jak zarabiać, a jedynie przestroga dla “młodych”, że jeśli ktoś nie pokaże faktury na profi puszkę za 20 tys., to lepiej nie ryzykować, bo napewno jest kiepski i wszystko sp…oli. Znam wielu fotografów, którzy za zlecenie ślubne biorą 1000-1200 zł, zajmują się tym od lat, robią to świetnie i mają nie jedną “puszkę” i “jasne, stałe szkło”. Znam również przypadek fotografa, który od lat zajmuję się również fotografią ślubną i od kiedy pamiętam, to zawsze miał sprzęt z najwyższej półki, ale fotografie w jego wykonaniu nigdy nie były “powalające”. Należy jeszcze pamiętać, że są jeszcze ludzie, którzy chcieliby mieć piękne fotografie, lecz nie stać ich na wydatek rzędu 2-3 tys.
Na zakończenie, p.Jarku, myślę że wielu fotografów, o których wspomniałem wcześniej, jest w stanie dorównać panu tymi swoimi “cyberlustrami z tanimi zoom’ami”.
Oczywiście bez urazy :) Pozdrawiam

Member

Marek, ja w swoim mieście znam również zakład fotograficzny z tradycjami, który pracuje jeszcze na body F70/80 ze szkłami też może nie najnowszymi, ale nie znaczy to, że odwalają tzw. lipe.
A już tak na zupełne zakończenie moich refleksji, to chciałbym napisać, że dziwię się troszeczkę redakcji DFV, że “przepuszczają” takie teksty. Pan Grabek pisząc w tego typu pismach lansuje się na super profesjonalengo fotografa ślubnego. Oczywiście życzę mu powodzenia, ale w oczach wielu innych fotografów nie powiem co z siebie robi. W tym miejscu wspomne jeszcze (choć powinienem napisać o tym wcześniej), że zupełnie odmiennie obserwuję poczynania Zbigniewa Kruka, którego akurat uznaję za wybitnego fotografa ślubnego i serdecznie go pozdrawiam :).

Member

Ceny za reportaże ślubne podane w tym artykule to w przypadku prowincji czysta abstrakcja…Ja wiem Warszawa, Wrocław itd…W naszych zakladach fotograficznych ceny za tę usługę kształtują się od 300 do 500zł i to nie każdą parę na to stać. Ach ten wielki świat…

Keymaster
gtad wrote:
A już tak na zupełne zakończenie moich refleksji, to chciałbym napisać, że dziwię się troszeczkę redakcji DFV, że “przepuszczają” takie teksty. Pan Grabek pisząc w tego typu pismach lansuje się na super profesjonalengo fotografa ślubnego. Oczywiście życzę mu powodzenia, ale w oczach wielu innych fotografów nie powiem co z siebie robi. W tym miejscu wspomne jeszcze (choć powinienem napisać o tym wcześniej), że zupełnie odmiennie obserwuję poczynania Zbigniewa Kruka, którego akurat uznaję za wybitnego fotografa ślubnego i serdecznie go pozdrawiam :).

Mam nieodparte wrażenie, że mamy tutaj jakiś odprysk wojny między klubami fotografów ślubnych. Nie bardzo rozumiem, dlaczego Jarosław Grabek “się lansuje na super profesjonalnego”, a Zbigniew Kruk “jest wybitny”. Z całą pewnością takich wniosków nie da się wysnuć z artykułu, gdzie o stawkach – dla niektórych szokujących – właśnie mówi Zbigniew Kruk.
Jeszcze bardziej zabawne jest, jakie oburzenie wzbudza Jarosław Grabek mówiący o zbijaniu kosztów przez amatorów biorących 700-1200 zł za ślub. Jakoś takich emocji nie wzbudza Zbigniew Kruk na tej samej stronie mówiący, że “poważny fotograf […] bierze w Warszawie od 3 do 6 tysiecy złotych”. Jak dla mnie wynika z tego jasno, że ci, co biorą mniej, są niepoważni.
Na tej stronie jest też tabelka, gdzie widnieje: “500-1000 zł – bierze amator ze sprzętem z najniższej półki i brakiem doświadczenia”. Zgaduj zgadula kto tutaj oskarża biorących 1000 zł o brak doświadczenia?

Szczerze mówiąc nie interesują mnie wzajmne podjazdy i wojenki. Zarówno Jarosław Grabek, jak i Zbigniew Kruk zarabiają na życie fotografując śluby, są więc zawodowcami, którzy mają prawo wypowiadać się na temat zarabiania na fotografii ślubnej.

Member

Fotografia slubna to rzecz sporna jak cholera :)
Mnie kolerzanka zaprosiła na slub w roli fotografa i po przestudiowaniu duzego materiału postanowiłem sie uzbroic w 3 aparaty (40d 30d i 5d) (bede rozbił zdjecia ze znajomą (ona ma miec nikona d300) wiem ze to troche duzo ale to moja druga taka sesja a pierwsza w roli glownego fotografa :) i was zaskocze :D nie biore za to nic :) rowne 0 zł :) tzn para młoda pokrywa tylko koszty w zasadzie druku :)
ale planuje przygotowac kolo 3 obiektywow :) od 10-20 przez 50 do 17-85.
do tego sprzet nikona mojej znajomej.
ale nie wyobrazam sobie pana fotografa na slubie z jednym pentaxem k10d (tak jak na mojej studniowce) ktoremu w pewnym momencie cos sie zacina i mamy problem.

No i przeszedłem do sedna na rynku mamy wielu “tandeciarzy” i własnie takowy tandeciarz trafił sie na mojej studniowce z tym pentaxem i normalnie jak patrzyłem na zdjecia to mnie zbiło z nog…
bodajrze w szwajcari są egzaminy na fotografa a jak ktos zepsuje zdjecia na weselu pary młodej to moze liczyc ze zapłaci odszkodowanie i to podobno spore. u nas tak nie ma may wolny rynek i ja robie zdjecia za 0 zł a inny pan z pentaxem robi zdjecia za 1000 zł a jeszcze inny pan robi zdjecia canonem 1d i bierze 10 tys.
nie mozna tez gory załozyc ze ten co bierze mało jest zły bo to zalezy od “fotografa” (czemu w cudzysłowie a dlatego iz ten pan z pentaxem to taki fotograf jak z koziej… no wiecie..) zeby sie wbic na rynek wiadomo trzeba zagarnąc rynek niska ceną ale i marką. teraz ludzie kupuja sprzet i mysla ze bedzie robił swietne zdjecia (bład bo to nie aprat tylko człowiek a aparat moze ułatwić albo utrudnic to) ale jak pojawi sie taki pan ktory ma jeden obiektyw i lampe za 200zł przyklejona taśmą izolacyjną no to chyba jest zle. Inwestując wiecej mamy pewną gwarancje bo rzadko kiedy osoba ktora nie potrafi robic zdjec startuje z kosmicznymi cenami do tego trzeba sobie tą markę wyrobic.
a ze ja nie biore nic za zdjecia slubne nie oznacza ze jestem tez najgorsza menda w fotografii. tutaj po prostu trzeba miec jakas dobra sprawdzona osobe. ktorej prace sie widziało.

Poza tym nie widzi mi sie jeden fotograf na slubie bo to albo bedzie przeszkadzać parze w ceremoni albo nie bedzie dało sie uchwycic wszystkich momentow. wiec cena juz tez wzrasta bo ktos do pomocy jest przydatny

Member

Piotrze, nie wiem jakie wrażenie odnosisz, ale żadnej wojenki nie ma, a tym bardziej nie chciałbym jej zaczynać. Poprostu wyrażam swoją opinię na temat artykułu, a konkretniej na temat wypowiedzi pana Grabka. A dlaczego Jarosław Grabek “się lansuje na super profesjonalnego”, bo tak poprostu jest. Stawki, o których pisze Kruk, to nie jego opinia, tylko ogólny wygląd rynku fotografii ślubnej (zarówno tekst jak i ramka “stawki …”), natomiast Grabek jednoznacznie komentuje – “Pracujący na czarno amator wykonuje sesję za 700-1200zł. Dla młorych taka cena oznacza, że sesja będzie wykonana jednym amatorskim aparatem, który zawsze może odmówić posłuszeństwa, a odbitki zostaną zrobione w najtańszym punkcie w supermarkecie” – tak jak pisałem, uważam to za wielką bzdurę!
Wnioski o amatorskich aparatach odmawiających posłuszeństwa i odbitkach z supermarketu są conajmniej śmieszne
Powtórzę się – nie każdego stać na wydatek 2-3 tys. I niestety nie chodzi tutaj, żeby brać za zlecenie marne pieniądze. Ale w mniejszych miastach, miasteczkach kwoty rzędu 1000-1500pln są najnormalnieszą normalnością, a i to dla większości potencjalnych klientów też jest za dużo.

Member

Mi tez nie spodobała się wypowiedź: “Pracujący na czarno amator wykonuje sesję za 700-1200zł. Dla młodych taka cena oznacza, że sesja będzie wykonana jednym amatorskim aparatem, który zawsze może odmówić posłuszeństwa, a odbitki zostaną zrobione w najtańszym punkcie w supermarkecie”. Ja biorąc ślub płaciłem 400 zł za sesję zdjęciową w plenerze + zdjęcia w kościele (nie licząc oczywiście kosztów odbitek, które fotograf “wywoływał” w swoim labie i kosztów albumu). Fotograf był profesjonalnie przygotowany do sesji. Miał 2 aparaty (Canona 5D i Canona 40D) kilka obiektywów, dwie lampy, kilka rekwizytów wykorzystanych w sesji plenerowej. Zdjęcia wyszły rewelacyjne a cały koszt łącznie z odbitkami wyszedł nas ok 700 zł. Co prawda nie mieszkam w “wielkiej metropolii” typu Warszawa czy Kraków, a w mieście 70 tyś, ale to nie zmienia faktu, że Pan Grabek “trochę” minął się z prawdą (może celowo, nie wiem).

Keymaster
gtad wrote:
Piotrze, nie wiem jakie wrażenie odnosisz, ale żadnej wojenki nie ma, a tym bardziej nie chciałbym jej zaczynać. Poprostu wyrażam swoją opinię na temat artykułu, a konkretniej na temat wypowiedzi pana Grabka. A dlaczego Jarosław Grabek “się lansuje na super profesjonalnego”, bo tak poprostu jest. Stawki, o których pisze Kruk, to nie jego opinia, tylko ogólny wygląd rynku fotografii ślubnej (zarówno tekst jak i ramka “stawki …”), natomiast Grabek jednoznacznie komentuje – “Pracujący na czarno amator wykonuje sesję za 700-1200zł. Dla młorych taka cena oznacza, że sesja będzie wykonana jednym amatorskim aparatem, który zawsze może odmówić posłuszeństwa, a odbitki zostaną zrobione w najtańszym punkcie w supermarkecie” – tak jak pisałem, uważam to za wielką bzdurę!

Co jest bzdurą? Że ktoś biorący za ślub kilkaset złotych nie będzie raczej w stanie odłożyć/zamortyzować dwóch aparatów (i w ogóle redundantnego sprzętu)? Że chcąc przy takich stawkach wyjść na swoje będzie ciął koszty gdzie się tylko da? Tyle że to samo mówi właśnie Kruk w ramce. Stąd moje wrażenie, że nie dyskutujesz z opinią, tylko z faktem pojawienia się pewnej osoby. Oni przecież mówią to samo – robiąc za tak niskie stawki trzeba ciąć koszty (podatki, backup sprzętu, koszty odbitek), co prędzej czy później odbija się na jakości lub na niemożności wywiązania się ze zlecenia.

Quote:
Wnioski o amatorskich aparatach odmawiających posłuszeństwa i odbitkach z supermarketu są conajmniej śmieszne

Obok Mystik wspomniał coś o aparacie, który się fotografowi zepsuł podczas zlecenia na dokumentację studniówki. W artykule jeszcze Janusz Danielczyk wspomina o awarii sprzętu podczas zlecenia. Niby fotografia szkolna nie jest tak drażliwa, ale mimo wszystko narobienie sobie złej opinii kiepsko by wróżyło przyszłym zleceniom.
Zepsuć się może każdy sprzęt, choć profesjonalne są m.in. dlatego tak drogie, że konstruowane są jako bardziej odporne na urazy i o dłuższym czasie bezawaryjnej pracy. Rzecz jednak w tym, że jeśli ktoś chce mieć nadzieję na zbudowanie sobie kariery fotograf ślubny, to nie stać go na zapaskudzenie sobie opinii z powodu awarii sprzętu. A w tym celu powinien mieć redundancję. Proszę sobie samemu policzyć, czy da się na podwójny zestaw sprzętu odłożyć ze zleceń za 300-500 zł (z czego oczywiście jeszcze się utrzymujemy).

Quote:
Powtórzę się – nie każdego stać na wydatek 2-3 tys. I niestety nie chodzi tutaj, żeby brać za zlecenie marne pieniądze. Ale w mniejszych miastach, miasteczkach kwoty rzędu 1000-1500pln są najnormalnieszą normalnością, a i to dla większości potencjalnych klientów też jest za dużo.

Tyle, że artykuł nie był pisany z punktu widzenia klienta, tylko kogoś, kto chce na zdjęciach zarabiać. Z punktu widzenia niezamożnego klienta najlepszym ruchem jest chyba zaryzykowanie tego, co będzie ćwiczył niedługo Mystik – czyli poprosić znajomego, żeby przyszedł i pstrykał, najlepiej za darmo. I trzymać kciuki, żeby mu się udało.
Jeśli ktoś jednak chce zarabiać na fotografowaniu ślubów, czy czegokolwiek innego, to musi sobie policzyć, przy jakich stawkach na zlecenia uda mu się przeżyć. Jasne, jednorazowe akcje można zrobić za 300 złotych, można i za darmo, ale jeśli przychodzi do utrzymywania się z tego, to trzeba uwzględnić pewne koszty lub ryzykować. Nie chcę krakać, ale na dłuższą metę ryzyko (urząd skarbowy, awaria sprzętu, kontrola legalności oprogramowania) się nie opłaci.

Member

jak dla mnie to art o zarobkach byl napisany na kolanie i nie jest profesjonalny, szkoda pisać o tym co tam przeczytałem bo mija sie z prawda ,a osoby które podaja sie za mistrzów fotografii ślubnej to chyba wolne zarty, bo zdjęcia owych panów od ślubów to zwykle pstryki dziwie sie ze redakcja nie przyłożyła sie bardziej do tego art. i nie poszukała prawdziwych fotografów których fotografie to istne dzielą sztuki a tacy sa w naszym kraju dlaczego w art. nie ma zdania o np. Marcin Tyszka?? albo o poważnych agencjach fotograficznych jak af-photo.pl lub photo-shop.pl??

Member

Niestety muszę zgodzić się z częścią wypowiedzi. Czytając artykuł odnosi się wrażenie, że fotografowie “lansują” się na super fotografów ślubnych a moim skromnym zdaniem ich prace nie powalają na kolana.. Z jednym się zgodzę – dużo osób kupuje aparaty bez nawet pobieżnej znajomości fotografii i idzie “robić śluby” to plaga w polsce, która ma przykre konsekwencje zarówno dla młodych małżeństw, jak i dla fotografów, i wogóle rynku fotografii w polsce. Zresztą nie tylko ze ślubami tak jest. Prawdziwa fotografia ślubna jest indywidualna, wymaga od fotografa nie tylko znajomości obsługi aparatu, ale 1: Kreatywności 2: Umiejętności rozmowy, poznawania, komunikatywności 3: Zmysłu artystycznego i estetycznego i doświadczenia, wiedzy. Prawdziwy FOTOGRAF nie musi mieć 5 canonów, 3 nikonów, 188 obiektywów i 40 lamp, prawdziwy FOTOGRAF weźmie na ślub 1 Cyfre, 1 analoga i w razie czego wyjmie z plecaka parę rolek filmu, i zrobi doskonałe fotografie. Inny “fotograf” weźmie na ślub 10 aparatów, trzem z nich zajedzie migawkę od ciągłego trybu seryjnego (;)), i nie zrobi ani jednej fotografii tylko do niczego nie nadające się gnioty.

Member

Prawdziwy FOTOGRAF :) teraz wezmie 2 cyfrowki bo prawdziwy fotograf zadko kiedy korzysta z jednego aparatu. a analog nie jest przydatny w trudnych warunkach gdyz wymaga wiekszego nakładu pracy (no chyba ze ktos juz leci całekiem na wyczucie i wierzy w sibie) poza tym prawdziwy fotograf wezmie wiecej obiektywow bo do czego innego sa rozne obiektywy. portet walnie 50 ale z 50 nie bedzie biegał po kosciele bo duzo nia nie zrobi itd. poza tym miedzy cyfrowkami tej samej firmy łatwiej przerzucic sprzet gdyby sie zepsol jeden aparat. bo jakbys wział analoga i pare klisz (pare w fotografii slubnej to parenascie) to zabrał by wiecej sprzetu niz przy dwoch cyfrakach i jednym zestawie obiektywow…

Member

Śluby… śluby… śluby…
Myślicie, że w reklamie jest inaczej…?
Ten problem występuje wszędzie i w każdej dziedzinie.
Za temat biorą się dziwni ludzie… Gnioty produkowane są masowo, tanio lub w cenie… Niskie ceny zawsze są czymś okupione. Dobry sprzęt…. Pamiętam czasy, gdy na komput-rach mieliśmy szczyt techniki… Photostyler, program do obsługi zdjęć bez warstw. Cały projekt trzeba było mieć najpierw w głowie … i robić go od tyłu… Nie było też tam opcji cofnij… jeden błąd i praca robiona była od podstaw… Dało się… Ale nie wyobrażam sobie powrotu do tego oprogramowania. To samo tyczy się sprzętu foto… Jak wsiądziesz na 5D, to 30-tka będzie zbyt kanciasta…. ;)

Member
Piotr wrote:
Co jest bzdurą? Że ktoś biorący za ślub kilkaset złotych nie będzie raczej w stanie odłożyć/zamortyzować dwóch aparatów

Co jest bzdurą, to już napisałem dwa razy …

Piotr wrote:
Proszę sobie samemu policzyć, czy da się na podwójny zestaw sprzętu odłożyć ze zleceń za 300-500 zł (z czego oczywiście jeszcze się utrzymujemy).

… nie pisałem o kwotach 300-500, tylko 1000-1500, a to jest różnica. Wytłumacz mi w takim razie dlaczego fotgrafowie z profi sprzętem i doświadczeniem biorą te 1000-1500zł (bo tak jest bardzo często w tych mniejszych miastach, miasteczkach)? Moim zdaniem często jeśli ktoś zajmuje się foto ślubnym, zajmuje się również inną dziedziną foto (np. reklamowa, reporterka, itp.), więc utrzymuje się za całej działalności. I nie pisz proszę, że ludzie typu pan G. bierze tyle, bo “robi” tylko śluby (bo faktycznie musi zamortyzować sprzęt i się z tego utrzymać). Może w Warszawce itp. miastom kwota 2-3 koła jest OK, ale wystarczy pojechać do miasta 50-100 tys. i ta cała średnia z tej tabeli jest małym nieporozumieniem.

Keymaster

Trochę się zaczynam gubić, czy wadą fotografów występujących w artykule jest “lansowanie się” czy podawanie zawyżonych stawek? Pewnie, że oni mają perspektywę wielkomiejską, gdzie pewne koszty są wyższe (dojazdy, koszty utrzymania). Wierzyć im nie trzeba – wystarczy sprawdzić. Znacznie istotniejsze od wypowiedzi Jarosława Grabka jest wyliczenie kosztów podane przez Zbigniewa Kruka. Każdy może sobie policzyć te koszty po swojemu i zobaczyć, przy jakiej cenie wyjdzie na plus. Ja Krukowi i Grabkowi w PIT-a nie zaglądam, ale jeśli od paru lat utrzymują się z tych ślubów, biorą stawki takie, jakie podają, to pewnie znajdują klientów po takich cenach. Pewnie się skutecznie lansują :)
“Zdjęcia nie powalają…” bo one nie mają powalać fanów fotografii na forum fotograficznym, tylko klientów, którzy za nie zapłacą. Aż żałuję, że nie zamieściłem w artykule zdjęć szkolnych – w kiczowatych, fotoszopowych ramkach, podkolorowanych i ze “ślicznymi” ozdobnikami. Dopiero byłby szum :) Wątpię, by znalazł się tutaj ktoś, komu się one podobają. Ale podobają się babciom, ciociom i generalnie – klientom.
Ciekawe, że wszyscy się czepili tych dwóch aparatów i stawek, a pomijają kwestie, o których mówią prawie wszyscy w artykule: w biznesie fotograficznym ważniejsza jest część biznesowa niż fotograficzna. Z klientem trzeba umieć rozmawiać, zrozumieć jego potrzeby lepiej niż on sam, trafić w gusta (które sam klient może znać dość mętnie), a czasem przekonać. Pewien fotograf, robiący zdjęcia prezesów i członków zarządów firm do różnych folderów dla akcjonariuszy itp. mówił, że opanowanie techniki i światła to drobiazg – wyzwanie to opanowanie umiejętności przekonania bossa firmy, że ma niegustowny krawat. Faceta, który z zawodu wszystko wie najlepiej, trzeba przekonać, że się niepoważnie ubierać – a trzeba to zrobić w taki sposób, żeby nie tylko uwierzył, ale i się nie obraził.
Do Tarylla: przy całym szacunku dla umiejętności i dorobku Marcina Tyszki, to próba naśladowania przez amatora stylu pracy kogoś, kto robi okładki do międzynarodowych pism kobiecych, to trochę jak budowanie na podwórku rakiety do wyprawy na Marsa. Jakiś czas temu spotkałem jednego z czołowych polskich fotografów mody. Akurat nie potrafił zmienić ustawień w swoim Canone 1D, bo mu zawsze to robią asystenci. To jest już firma – zestaw asystentów, którzy zajmują się sprawami technicznymi, organizacyjnymi, prawnymi, finansowymi – wszystkim tym, z czym amator musi sobie radzić sam, a o czym zawodowiec może mieć komfort nie posiadania bladego pojęcia.

Member
Piotr wrote:
“Zdjęcia nie powalają…” bo one nie mają powalać fanów fotografii na forum fotograficznym, tylko klientów, którzy za nie zapłacą. Aż żałuję, że nie zamieściłem w artykule zdjęć szkolnych – w kiczowatych, fotoszopowych ramkach, podkolorowanych i ze “ślicznymi” ozdobnikami. Dopiero byłby szum :) Wątpię, by znalazł się tutaj ktoś, komu się one podobają. Ale podobają się babciom, ciociom i generalnie – klientom.

… no i to jest w wielu przypadkach powód, dla którego początkujący amator zaczyna się “bawić” chociażby fotografią ślubną, tudzież inną. Taki człowiek zrobi kilka fotek na ślubie kolegi, brata. Fotki te podobają się wszystkim gościom i samym zainteresowanym, więc dlaczego nie zacząć zarabiać na tym pieniążków – każde 100zł przecież się liczy – a oglądając fotki innych fotografów (te, które “nie powalają”) mają wrażenie, że sami również takie zrobią.

Member
gtad wrote:
Piotr wrote:
“Zdjęcia nie powalają…” bo one nie mają powalać fanów fotografii na forum fotograficznym, tylko klientów, którzy za nie zapłacą. Aż żałuję, że nie zamieściłem w artykule zdjęć szkolnych – w kiczowatych, fotoszopowych ramkach, podkolorowanych i ze “ślicznymi” ozdobnikami. Dopiero byłby szum :) Wątpię, by znalazł się tutaj ktoś, komu się one podobają. Ale podobają się babciom, ciociom i generalnie – klientom.

… no i to jest w wielu przypadkach powód, dla którego początkujący amator zaczyna się “bawić” chociażby fotografią ślubną, tudzież inną. Taki człowiek zrobi kilka fotek na ślubie kolegi, brata. Fotki te podobają się wszystkim gościom i samym zainteresowanym, więc dlaczego nie zacząć zarabiać na tym pieniążków – każde 100zł przecież się liczy – a oglądając fotki innych fotografów (te, które “nie powalają”) mają wrażenie, że sami również takie zrobią.

tyle tylko ze na slubie brata moze Ci wyjsc pare zdjec przypadkiem(poza tym brata kolege czy znajomego znasz i masz jakies pojecie o nim co lubi czego nie jak lepiej go przedstawic a taki ktos jak pojdzie na slub obcej osoby nie spyta sie o nic i bedzie robił suchy reportaz bez nuty artyzmu) a

Member

Mystik, ja nie piszę, że to jest dobre, tylko że TAK JEST i co jest powodem takiego myślenia.

Keymaster

Czy profesjonalista musi robić dobre zdjęcia? (niezależnie od tego kto ma tutaj oceniać czy zdjęcie jest dobre) A może profesjonalista ma zrobić zdjęcie, które się sprzeda? Przychylałbym się do tej drugiej definicji. Zdjęcia, które się sprzedają, często nie rzucają na kolana. Polecam pooglądać co się najlepiej sprzedaje w sztokach. Nuda i sztampa – owszem, poprawnie wykonana, ale sterylna i robiona od sztancy. Ale to właśnie sztampowe zdjęcie dziewczyn z headsetami udających hotline i facetów w garniturach udających biznesmenów sprzedają się, bo na to jest zapotrzebowanie.
To teraz z innej strony. John Chilton był zawodowcem od fotografii reklamowej i wnętrz. Postanowił spróbować swoich sił w fotografii erotycznej. Postudiował co się dzieje w tego typu fotografii, jakie są trendy, moda itp. Zaaranżował studio, wynajął modelki i wizażystki, zrobił cykl, którym wygrał tytuł Erotic Photographer of the Year. Na koniec był w plecy 12 tysięcy funtów, które wydał na przygotowanie zdjęć. A ze sprzedaży w postaci albumu i odbitek zwróciła mu się niewielka część tej sumy. Czy jest profesjonalistą? Od fotografii reklamowej i wnętrz pewnie tak, od erotycznej – mimo nagrody i uznania – nie bardzo.

Member

Studiowal chyba nie te fotografie hehe
W fotografice jest sztuka, komercja, rutyna, pop, chlam itp. takze jesli ktos w danej dziedzinie jest powtarzalny na adekwatnie wysokim poziomie czyli po prostu wie co robi (pomijajac moze chlam) i robi to dobrze, to jest profi, jesli nie, to zadna etykietka, papierek czy szemr nie uczyni go profi, no chyba, ze uparty lans, ktory daje nam wiadome seriale i twarze w mediach.
A poziom rosnie niemilosiernie wraz z postepem tech. i niejeden amator zrobi lepsze zdjecia, jak ktos tu napisal ZYCIOWE a nie kiczowato surowe pozy z przywiazania do lat 80;) co nie znaczy, ze musi zaraz biegac po komuniach i weselach. Ostatnio trafilem na chrzciny, gdzie chyba nadworny koscielny fociarz uwijal sie w TLUMIE pstrykajacych amatorow rozdajac wizytowki, ciezkie zycie ;) A dawniej Pan Fotograf byl deficytowy.

Member

Tu Piotra w stu procentach popieram…
Dobre zdjęcie to to… za które klient chętnie płaci…
Co do techniki ich robienia i sprzętu… Forniry do zrobienia dostałem, wyginało się to w każdą stronę, a jednolitość podstawą tu była. Po paru pyknięciach, świateł ustawieniu… stwierdziłem… że nocka mnie tu zastanie… ;) pociąłem to ustrojstwo i na skaner rzuciłem… ;) Dziesięć fornirów… w dwadzieścia minut gotowy byłem… ;)
Gość jak ujrzał na monitorze temat… to oniemiał… stwierdził, że tak idealnie sfotografowanych fornirów nigdy nie miał… ;)

Member

Czytam sobie ten temat i czytam i do końca nie wiem o co komu chodzi. Moim osobistym zdaniem na rynku maja prawo bytu wszyscy i ci co za sesje krzyczą 3000 i więcej jak i ci co chcę 300.
Lubię poslugiwac się analogiami. więc i tym razem się nią posłużę. w pierwszym lepszym mieście są resteuracje gdzie za danie trzeba zapłacić 50zl i więcej ale są też bary gdzie możńa zjeśc kompletny posiłek za 10 pln ale i sa budki gdzie można coś wrzucic do przełyku za 5. Ale będąc w restauracji i buląc za objad wymagam białych obrósów anie cerat,uśmiechnięta i miłą obsługę, porady w wyborze wina, bardzo smacznych potraw pięknie podanych i jeszcze paru innych rzeczy. Skoro za to płacę kasę to wymagam.w barze nie będa mi przeszkadzać ceraty ,sztućce w jednym pokemniku itp itd,a w budce z kebabem że pomidor jest ciutkę nieświezy a sałata jakaś taka seledynowa a nie zielona. zarówno w barze i kebebie można trafić na produkt dobry w swojej klasie wyróżzniający się na tle innych z tej samej półki cenowej.a czy wam sie nie zdarzyło wyjść z dobrej restauracji z niesmakiem? czy nie spróbowaliście czegoś z swieżo otwartego lokalu?? Uważam tak samo z fotografią ślubną jeśłi płacę za sesje 3000 to wymagam naprawdę wysokiej jakości produktu,skoro nie stac mnie na niego to bioręs obie gościa za 1000 i nie spodziewam się bóg wie czego ale też troszkę wymagam. a jak mu zapłacę 300 to będe się cieszył że wogólę coś mam. Pozatym jeszcze jedna ważna sprawa weźcie człowieka który stołuje się w barach i zaproście go do restauracji i zafundujcie mu objad z ostrygami, małzami homarami i innymi tego typu wynalazkami.może i mu sie bedzie podobac,ale w gruncie rzeczy wolałby zjeść poczciwego schaboszczka z kapustą i popić piwem niż moczyc usta w jakims chatoux (nie wiem jak się to pisze)
Mój wybór moje ryzyko.śmieszy mnie taka gadka że tani domorośli
fotografowie psują rynek. Nigdy nie słyszałem że by zarząd mercedesa skarżył sie że deawoo, hyundai czy czy KIA psują rynek samochodowy na świecie. jeśli jestes naprawdę dobry to będziesz miał klientów którzy ci za sesję zapłaca nawet i 10000.A ludzie którzy płacą za sesje po 300-500 pln to tak naprawdę nie dlatego że niechca mieć sesji za 3000 tylko i zwyczajnie ich na to nie stać.z tego też samego powodu jedna wesela są w pałacowych wnętrzach a inne w domu działkowca. ale i tu i tu ludzie się dobrze bawią i sa zadowoleni.a śmiem nawet zaryzykować opinie że w domu działkowca bawia sie lepiej i sa bardziej zadowoleni i wyluzowani, niż zmanierowane snoby.

Member

Brawo!

Berblateo chyba trafiłeś w sedno. Mam podobne zdanie co ty.

Member

Witam – Zbyszek Kruk z tej strony – wpadłem na dyskusje przypadkowo… ale może wyjaśnię kilka spraw …

Piotrek wrote:
Mam nieodparte wrażenie, że mamy tutaj jakiś odprysk wojny między klubami fotografów ślubnych. Nie bardzo rozumiem, dlaczego Jarosław Grabek “się lansuje na super profesjonalnego”, a Zbigniew Kruk “jest wybitny”. Z całą pewnością takich wniosków nie da się wysnuć z artykułu, gdzie o stawkach – dla niektórych szokujących – właśnie mówi Zbigniew Kruk.

nie martw sie – nie było mnie tu wcześniej …
Ceny o jakich wie Jarek i o jakich wiem ja są identyczne – z tego co się orientuje to nawet nasze ceny są zbliżone.
Ceny o jakich pisze to wiedza którą posiadam od użytkowników forum fotografów ślubnych. Nie mam powodu żeby kłamać.
BTW: http://www.marcinmazur.pl/slub/cennik.html – plener + reportaż to nawet 8 tysięcy PLN

Piotrek wrote:
Jeszcze bardziej zabawne jest, jakie oburzenie wzbudza Jarosław Grabek mówiący o zbijaniu kosztów przez amatorów biorących 700-1200 zł za ślub. Jakoś takich emocji nie wzbudza Zbigniew Kruk na tej samej stronie mówiący, że “poważny fotograf […] bierze w Warszawie od 3 do 6 tysiecy złotych”. Jak dla mnie wynika z tego jasno, że ci, co biorą mniej, są niepoważni.
Na tej stronie jest też tabelka, gdzie widnieje: “500-1000 zł – bierze amator ze sprzętem z najniższej półki i brakiem doświadczenia”. Zgaduj zgadula kto tutaj oskarża biorących 1000 zł o brak doświadczenia?

no na pewno nie ja – bo ja tej tabelki, ani danych do tabelki nie przekazałem w tekście :P

co do słowa poważni/niepoważni – ja tego w tekście także nie użyłem. Niestety – czasem redaktorzy zmieniają słowa których używają osoby “przepytywane” – ale nie sądziłem, że później się im za to dostaje :(
“Kompletna usługa reportażowa, wraz z plenerem oraz albumem w Warszawie to wydatek od 3 do 6 tysięcy złoty.” – tak brzmiały moje słowa… Nikogo więc, w przeciwieństwie do Ciebie nie oceniałem…

taryll wrote:
ak dla mnie to art o zarobkach byl napisany na kolanie i nie jest profesjonalny, szkoda pisać o tym co tam przeczytałem bo mija sie z prawda ,a osoby które podaja sie za mistrzów fotografii ślubnej to chyba wolne zarty, bo zdjęcia owych panów od ślubów to zwykle pstryki dziwie sie ze redakcja nie przyłożyła sie bardziej do tego art. i nie poszukała prawdziwych fotografów których fotografie to istne dzielą sztuki a tacy sa w naszym kraju dlaczego w art. nie ma zdania o np. Marcin Tyszka?? albo o poważnych agencjach fotograficznych jak af-photo.pl lub photo-shop.pl??

Co dokładnie mija się z prawdą – napisz proszę…

Ciesze się, że podałeś gdzie można zobaczyć te najlepsze zdjęcia ślubne – bo na podanych przez Ciebie stronach ich nie ma… Wiec o czym miał mówić Marcin Tyszka skoro jest on genialnym fotografem – ale z innej bajki?
Dodam tylko, ze nie podaje się za mistrza fotografii ślubnej (niby gdzie?) – natomiast możesz jak najbardziej mieć opinie że moje zdjęcia to gnioty – przecież nikt nie robi zdjęć które podobają się wszystkim. Ważne by zdjęcia podobały się moim klientom.

Twierdzisz, że moje zdjęcia to zwykłe pstryki – pokaż mi lepsze (niekoniecznie swoje) – bardzo lubię oglądać dobrą fotografie ślubną.

Rex_XIII wrote:
. Czytając artykuł odnosi się wrażenie, że fotografowie “lansują” się na super fotografów ślubnych a moim skromnym zdaniem ich prace nie powalają na kolana..

Podobnie jak wyżej – nikt się nie lansuje – mówimy o realiach, które być może nie są wam znane… Fotografia ślubna to jednak ciężki kawałek chleba i żeby dojść do 5 tysięcy trzeba się mocno napracować… Niewielu fotografów ma takie stawki – ale są tacy…
Dodatkowo – nie wiem po co miałbym się lansować w piśmie dla fotografów. Jeśli chciałbym się reklamować to skierowałbym się do magazynów ślubnych. Tam są moi klienci – tutaj mogę tylko edukować konkurencję… Czyli jestem debilem… (ostatnio przeczytałem to na jednym forum)

Artykuły które do tej pory pisałem miały na celu promowanie innego stylu w fotografii ślubnej. Poza tym – w materiale miał iść nie mój adres strony www – tylko forum którym administruje – niestety – nie udało się tego w porę zmienić w. Nie zależy mi na lansowaniu się, lecz na promowaniu innego stylu fotografii, która w Polsce staje się coraz bardziej popularna – nowoczesny reportaż.

Quote:
prawdziwy FOTOGRAF weźmie na ślub 1 Cyfre, 1 analoga i w razie czego wyjmie z plecaka parę rolek filmu, i zrobi doskonałe fotografie

znam jednego fotografa który chodzi na śluby z analogiem. Robi zwykle jedną rolkę jako pewnego rodzaju gratis… Nie wiem od kiedy doskonałość fotografii poznaje się po materiale na którym została zarejestrowana fotografia. Pachnie wojenką analogowo-cyfrową.

Wiec ponieważ znam tylko jednego “prawdziwego FOTOGRAFA” to czy mógłbyś dać namiary na kolejnych “prawdziwych FOTOGRAFÓW”? tak jak wyżej – lubię oglądać dobrą fotografię ślubną…

Piotrek wrote:
Trochę się zaczynam gubić, czy wadą fotografów występujących w artykule jest “lansowanie się” czy podawanie zawyżonych stawek? Pewnie, że oni mają perspektywę wielkomiejską, gdzie pewne koszty są wyższe (dojazdy, koszty utrzymania). Wierzyć im nie trzeba – wystarczy sprawdzić. Znacznie istotniejsze od wypowiedzi Jarosława Grabka jest wyliczenie kosztów podane przez Zbigniewa Kruka. Każdy może sobie policzyć te koszty po swojemu i zobaczyć, przy jakiej cenie wyjdzie na plus.

i tutaj jest najważniejsza sprawa. Śluby można robić nawet za 100 zł – kwestia tego, że w pewnym wieku ludzie zakładają rodziny, kupują mieszkania, zaczynają wydawać pieniądze. 300 zł to może brać nastolatek który chce dorobić do kieszonkowego – dla niego to będzie super kasa…
2700 zł które wyszło mi w tekście jest jeszcze zawyżone – nie uwzględniłem VATu – więc zysk byłby jeszcze niższy – wiec czy te 2100 zł to taka duża kasa dla Warszawiaka który za metr mieszkania płaci 10.000 zł?

W ogóle żeby mówić o stawkach za usługę trzeba wiedzieć co wchodzi w skład usługi. Bo może być tak, że osoba która płaci 1000 zł dostaje płyty ze zdjęciami – skopiowanymi prosto z aparatu w jpg. Ci lepsi fotograficy używają RAWów, a zdjęcia obrabiają przez 20-40 godzin w tygodniu. Może być tak, że w tą wysoką cenę wliczony jest album w skórzanej okładce za 700 zł..

Kończąc chciałbym odnieść się do słów Berblateo – który IMHO dobrze wie o co chodzi.
Mamy wolny rynek – i to on kształtuje popyt i podaż – a więc ceny. Będą fotograficy którzy pracują za 1000 zł, będą też tacy którzy nie zejdą poniżej 5000 zł. Każdy z nich znajdzie klienta.
Zawsze będzie tak, że fotograf który chce się przebić będzie brał mniej – a ten z wyrobionym nazwiskiem – więcej. To jest NORMA. Każdy zaczynał od niskich stawek – ja także… Mój pierwszy ślub zrobiłem za darmo… Dlatego nigdy nie piętnowałem osób z niskimi cenami. Mogę jedynie zachęcać i tłumaczyć (poprzez takie teksty) dlaczego te stawki są takie wysokie – to nie są ceny z kosmosu – tylko wynikają z określonych kosztów związanych z wykonywaniem zawodu.

Niemniej jednak każdy ambitny fotograf chcący się rozwijać będzie podnosił stawki. Im wyższe stawki tym więcej pieniędzy na lepszy sprzęt, im lepszy sprzęt tym lepsze zdjęcia, im lepsze zdjęcia tym wyższe stawki. Koło się zamyka.
Trzeba zrozumieć jedno – w tym zawodzie obok profesjonalistów, którzy żyją tylko ze ślubów, są amatorzy którzy dorabiają – mogą pójść na 3 śluby i nigdy więcej nie wrócić do tego. Para młoda płacąc “za nazwisko” wie, że fotograf po roku czasu od podpisania umowy wciąż będzie zajmować się fotografią ślubną

Co do wielkomiejskości – znam wielu fotografów żyjących w małych miasteczkach, których ceny są jak najbardziej wysokie, a wspomniany na początku przeze mnie Marcin Mazur pochodzi z Piotrkowa Trybunalskiego – no metropolia toto nie jest…

Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś kto uważa inaczej niż ja, ma inne zdanie, itp itp – takie prawo internetu… Jednak poprosiłbym o więcej konkretów. Co napisałem źle, gdzie jest nieprawda, gdzie się pomyliłem. Z chęcią wyjaśnię wątpliwości.
Dodam także że każdy tekst który ukazuje się w każdej gazecie jest stronniczy… Dodatkowo poprzez swoje doświadczenie mogę mieć skrzywiony obraz sytuacji. Dlatego, z chęcią przyjmę rzeczowe argumenty.

P.S. powtórzę jeszcze raz zdania:
Tak naprawdę nie ma granicy cenowej takiej usługi… Wszystko zależy od kosztów : album za 50 zł czy album z włoskiej skóry za 2000 zł, jeden przeciętny fotograf czy też dwóch fotografów „z nazwiskiem” pracujących w parze, plener w najpopularniejszym parku w mieście czy też szalony wyjazd nad morze. Można więc przyjąć iż górna granica usługi w Polsce to około 10 tysięcy złotych. Amerykański rekord o którym wiem to Mike Colon – 20 tysięcy $.

Viewing 22 reply threads
  • You must be logged in to reply to this topic.