Strona główna Fora Foto Technika fotografowania Format 16:9

Format 16:9

Technika fotografowania

Member

Witam, jestem jeszcze niedoświadczonym fotoamatorem łaknącym wiedzy… Fotografuje kompaktem (takim nie najlepszym). Pewnego razu podczas “grzebania” w funkcjach aparatu spotkałem format 16:9. Od dawna wiem o istnieniu takiego rozmiaru, ale zazwyczaj widuje się go w filmach. Tutaj moje pytanie: Czy używa się tego formatu w fotografii?

Proszę o wyrozumiałość ;)

Member

Pewnie, jest najszerszy, więc wysokie przedmioty najlepiej tym fotografować. Poza tym dobrze się wyświetla na telewizorach i monitorach panoramicznych.

Member

Wysokie ok. Dzięki. Krajobrazy też, czy jest to np. uważane za nieestetyczne wśród zawodowców? Niewiele takich zdjęć widziałem dlatego pytam.

Mi się osobiście podoba.

Member

Jak Tobie się podoba, to chyba problem rozwiązany, używaj 16:9.

Chyba każdy przerabiał 1:1, 4:3, 3:2, 16:9, wyrobisz sobie jakiś tam styl i cacy, “estetyczne wśród zawodowców” to być nie musi.

Member
Jacu33 wrote:
Wysokie ok. Dzięki. Krajobrazy też, czy jest to np. uważane za nieestetyczne wśród zawodowców? Niewiele takich zdjęć widziałem dlatego pytam.

Zawodowcy raczej niczemu się nie zdziwią, bałbym się raczej ortodoksyjnych amatorów;-) Formatu tego używają w swoich aparatach skromniejsi producenci, tacy jak Olympus i Panasonic – gdyby to był Canon lub Nikon, zaraz by się tym entuzjazmowano w reklamach.

Jak dla mnie bardzo praktyczny do krajobrazów, zwłaszcza przy dość szerokim kącie widzenia. Mając do wyboru trzy formaty wprost z aparatu, 90% zdjęć robię w 16:9, 9% w 3:2 i może 1% w 4:3. Nie będzie pewnie zbyt dobry np. do zbliżeń owadów, ale jeśli chcesz sfotografować obiekt w ruchu na szerszym tle (jeśli AF aparatu nadąża) albo zrobić portret z rozległym widokiem, to jak najbardziej OK. Zacznij stosować, a sam zobaczysz…

Keymaster

Tu masz bardzo profesjonalny aparat, który robi zdjęcia o proporcjach 2:1, czyli jeszcze bardziej panoramiczne:
http://www.bhphotovideo.com/c/product/112265-REG/Horseman_21614_SW_612_Medium_Format_Panorama.html#specifications
Rób zdjęcia tak, żeby były fajne. Jak potrzeba panoramy, to się robi panoramę.

Member

Nie rozumiem trochę, przecież żeby aparat robił zdjęcia 16:9 to po prostu musi uciąć górę i dół kadru niż w normalnych proporcjach, bo przecież matryca mu się nagle większa nie zrobi. Więc po co tego używać? Skoro normalnie ma się większy kadr któremu później można uciąć górę i dół by mieć te panoramiczne proporcje.

Member
molp wrote:
Nie rozumiem trochę, przecież żeby aparat robił zdjęcia 16:9 to po prostu musi uciąć górę i dół kadru niż w normalnych proporcjach, bo przecież matryca mu się nagle większa nie zrobi.

Nie zawsze. Był taki przypadek z Panasonikiem LX2, że w zależności od wyboru formatu mógł mieć nawet różne kąty widzenia (tj. przy formacie 16:9 miał kąt szerszy niż przy 3:2).

molp wrote:
Więc po co tego używać? Skoro normalnie ma się większy kadr któremu później można uciąć górę i dół by mieć te panoramiczne proporcje.

Po to, by mieć od ręki podgląd kompozycji zrobionego w 16:9 zdjęcia…
Po to, by nie zajmować miejsca na karcie zbędnymi elementami z góry i dołu kadru…
Po to, by nie tracić niepotrzebnie jakości przy cropowaniu JPEG-a z 3:2 do 16:9…
Po to, by czas który byłby stracony na przycinanie kilkudziesięciu zdjęć poświęcić na co innego…

Member
str wrote:
nie stosowałbym kadru 16:9 do kompozycji pionowych z prostego powodu – ekrany komputerowe, na których oglądamy zdjęcia, są szersze niż wyższe i nie ma sensownego sposobu by dobrze zaprezentować taką fotografię na monitorze. Większą część powierzchni ekranu zajmie pusta przestrzeń w kolorze tła.

Też mnie denerwowało, że pionowe kadry źle się prezentują na panoramicznych ekranach, ale znalazłem na to sposób: obracam zdjęcie i laptopa o 90 stopni ;)

Member

Są dostępne monitory, które można obracać o 90 stopni. Jak na razie to nie znalazłem telewizorów w formacie 16×9, które można by obracać.

Member

W przypadku monitorów to jest pivot. TV raczej nie wiem czy byłby sens obracać – 42″ do pionu?
Zastanawia mnie też czy gdyby najpierw były panoramy, później 4:3 to czy byłaby to też takie modne. Tylko nie wiem skąd się ogólnie wziął format 16:9 więc może dlatego:)

Co do posta Jacka_Z, chyba nie do końca zrozumiałeś jeśli chodzi o to cropowanie do formatu 16:9 i tracenie jakości. Po prostu chodzi mi też o coś jak stosowanie filtrów w aparacie, czasami się przydaje ale w większości przypadków lepiej to zrobić na kompie i mieć też oryginalne zdjęcie.

Member
Jacek_Z wrote:
molp wrote:
Więc po co tego używać? Skoro normalnie ma się większy kadr któremu później można uciąć górę i dół by mieć te panoramiczne proporcje.

Po to, by mieć od ręki podgląd kompozycji zrobionego w 16:9 zdjęcia…
Po to, by nie zajmować miejsca na karcie zbędnymi elementami z góry i dołu kadru…
Po to, by nie tracić niepotrzebnie jakości przy cropowaniu JPEG-a z 3:2 do 16:9…
Po to, by czas który byłby stracony na przycinanie kilkudziesięciu zdjęć poświęcić na co innego…

A przecież można też robić zdjęcia ustawiając w aparacie zielony kwadracik, albo jakiś inny symbol np twarz, kwiatek, czy górki. Wtedy też nie traci się czasu na obróbkę w kompie i ma się gotowy kadr. Ale jednak zdecydowana większość z używających lustrzanek robi fotki z przynajmniej częściowymi ustawieniami manualnymi lub na pełnym manualu.

W większości aparatów przy wyborze formatu zdjęcia aparat sam wycina część kadru, bo przecież matryca ma stałą wielkość (dla danego modelu aparatu), dlatego uważam, że zawsze można w kompie uzyskać taki format z całej klatki, niezależnie jaki stosunek boków ma matryca.

Member
mafo wrote:
W większości aparatów przy wyborze formatu zdjęcia aparat sam wycina część kadru, bo przecież matryca ma stałą wielkość (dla danego modelu aparatu), dlatego uważam, że zawsze można w kompie uzyskać taki format z całej klatki, niezależnie jaki stosunek boków ma matryca.

Dokładnie o to mi chodziło:)

Keymaster
mafo wrote:
W większości aparatów przy wyborze formatu zdjęcia aparat sam wycina część kadru, bo przecież matryca ma stałą wielkość (dla danego modelu aparatu)

Wyjątkiem, chyba jedynym, jest Panasonic GF1, gdzie przy formacie 16:9 aparat korzysta z bocznej części matrycy, z której nie korzysta przy innych formatach (oczywiście nie korzystając z góry i dołu). W każdym razie przy 16:9 tam masz 4352 punkty w poziomie, a przy innych formatach mniej. To jest aparat, w którym warto od razu wybierać format docelowy.

Member

Dzięki za informację. O tym nie wiedziałem.
A tak nawiasem mówiąc to wyjątki zawsze będą i jak to wyjątki tylko potwierdzają regułę.

Member
Piotr wrote:
mafo wrote:
W większości aparatów przy wyborze formatu zdjęcia aparat sam wycina część kadru, bo przecież matryca ma stałą wielkość (dla danego modelu aparatu)

Wyjątkiem, chyba jedynym, jest Panasonic GF1, gdzie przy formacie 16:9 aparat korzysta z bocznej części matrycy, z której nie korzysta przy innych formatach (oczywiście nie korzystając z góry i dołu). W każdym razie przy 16:9 tam masz 4352 punkty w poziomie, a przy innych formatach mniej. To jest aparat, w którym warto od razu wybierać format docelowy.

Nie pamiętam już jak to było w opisane w teście Panasonica LX3 rok temu w DFV, ale gotowe JPEG-i z aparatu różnią się szerokością:
16:9 – 3968 x 2232
3:2 – 3776 x 2520
4:3 – 3648 x 2736

Czy mówimy o tym samym?

Po co się Photoshopem męczyć,
skoro Twój Lumix Cię wyręczy.
Zostawcie noce złe bezsenne innych marek posiadacze,
Panasoniki mają wbudowane obcinacze…
;-)))

Member
Piotr wrote:
mafo wrote:
W większości aparatów przy wyborze formatu zdjęcia aparat sam wycina część kadru, bo przecież matryca ma stałą wielkość (dla danego modelu aparatu)

Wyjątkiem, chyba jedynym, jest Panasonic GF1, gdzie przy formacie 16:9 aparat korzysta z bocznej części matrycy, z której nie korzysta przy innych formatach (oczywiście nie korzystając z góry i dołu). W każdym razie przy 16:9 tam masz 4352 punkty w poziomie, a przy innych formatach mniej. To jest aparat, w którym warto od razu wybierać format docelowy.

Jeszcze GH1, LX3, itd. A pierwszą firmą, która ten bajer zastosowała było Fuji, ale nie pamiętam w jakim aparacie (to był chyba kompakt).

Member
Jacek_Z wrote:
Po co się Photoshopem męczyć,
skoro Twój Lumix Cię wyręczy.
Zostawcie noce złe bezsenne innych marek posiadacze,
Panasoniki mają wbudowane obcinacze…
;-)))

;)))))))))))))))))))))))

Member
Piotr wrote:
Wyjątkiem, chyba jedynym, jest Panasonic GF1

No GF1 to akurat tego nie ma. Chyba jednak miałeś na myśli GH1.

Keymaster
artur.sikora wrote:
No GF1 to akurat tego nie ma. Chyba jednak miałeś na myśli GH1.

Tak, GH1.

Member

Ale w przypadku reszty aparatów dalej twierdzę, że to nie ma większego sensu, chyba, że naprawdę nie chce się bawić potem w kompie.

Member
molp wrote:
Ale w przypadku reszty aparatów dalej twierdzę, że to nie ma większego sensu, chyba, że naprawdę nie chce się bawić potem w kompie.

Niektórzy profesjonaliści brzydzą się komputerową obróbką zdjęć ;)

Keymaster
Bayzel wrote:
Niektórzy profesjonaliści brzydzą się komputerową obróbką zdjęć ;)

Nie sądzę, żeby tacy jeszcze żyli :) Nawet jeśli ktoś jest hardcore wielki format analogowy, to i tak na pewnym etapie natrafia na problem digitalizacji materiału, choćby do potrzeb druku. Jeśli jest profi, to będzie chciał mieć kontrolę nad procesem digitalizacji, żeby to w druku wyglądało dobrze, a to wymaga nawet jeśli nie osobistej obróbki, to przynajmniej współpracy z grafikiem i niezłej wiedzy co można zrobić, a czego się absolutnie nie da.

Member
Bayzel wrote:
molp wrote:
Ale w przypadku reszty aparatów dalej twierdzę, że to nie ma większego sensu, chyba, że naprawdę nie chce się bawić potem w kompie.

Niektórzy profesjonaliści brzydzą się komputerową obróbką zdjęć ;)

Ja takich jeszcze nie spotkałem. Obróbka w komputerze to tak jak dawniej obróbka zdjęć w ciemni fotograficznej. Wywoływanie RAW to tak jak wywoływanie kliszy, a dalsza obróbka w programie graficznym to tak jak naświetlanie papieru i różne sposoby wywoływania. Teraz ten proces jest na szczęście odwracalny i w każdej chwili można wrócić do pierwotnego zdjęcia. Dawniej jak wywołałeś kliszę to już w zasadzie nie mogłeś jej poprawić.

Member
molp wrote:
Ale w przypadku reszty aparatów dalej twierdzę, że to nie ma większego sensu, chyba, że naprawdę nie chce się bawić potem w kompie.

Sorki, ale niektóre Twoje słowa odbieram jak: nie warto używać formatu 16:9 w aparatach które go nie mają ;-)))

Na pewno rodzaj aparatu i wielkość matrycy są tutaj istotnym czynnikiem. W Panasonic LZ2 używałem tego formatu (wówczas opisanego jako “HD TV”) tylko gdy uznałem, że kompozycja jest najważniejsza, a gorszą jakość (czytaj: zjazd sporo poniżej 5 megapikseli, które ten aparat oferował w formacie 4:3) przeżyję…

W FZ7 zmiana jakości przy przejściu do 16:9 nie była już tak znaczącą. W LX3 można używać prawie tylko 16:9. A – nie dajmy się zwariować – pliki JPEG z wielu aparatów, pod warunkiem, że wybierzemy ich maksymalny rozmiar i jakość, nie są takie złe. Może lepiej więc zachować ten “zapas jakości pliku” na operacje typu wyciąganie cieni czy usuwanie paprochów, a nie na docinanie kadru, co już robiąc zdjęcie można było zrobić dobrze…

Member

Nie to żebym się czepiał, ale ja tylko chciałem się spytać czy się używa tego formatu… ;)

Widzę jednak, że na dfv.pl jest najbardziej aktywne forum internetowe z jakim się spotkałem – tak trzymać! :)

Dzięki za wszystkie odpowiedzi i pozdrawiam :)

Member

Kazdy format jest dobry. To Ty jestes tworca obrazu i to Twoja autonomiczna decyzja. Nie ma czegos takiego jak format bardziej estetyczny i mniej estetyczny, moze raczej bardziej lub mniej odpowiedni do danego tematu, kompozycji etc. Eksperymentuj, baw sie, sprawdzaj i ucz sie. Powodzenie i pozdrawiam.

Member
mafo wrote:
Bayzel wrote:
molp wrote:
Ale w przypadku reszty aparatów dalej twierdzę, że to nie ma większego sensu, chyba, że naprawdę nie chce się bawić potem w kompie.

Niektórzy profesjonaliści brzydzą się komputerową obróbką zdjęć ;)

Ja takich jeszcze nie spotkałem. Obróbka w komputerze to tak jak dawniej obróbka zdjęć w ciemni fotograficznej. Wywoływanie RAW to tak jak wywoływanie kliszy, a dalsza obróbka w programie graficznym to tak jak naświetlanie papieru i różne sposoby wywoływania. Teraz ten proces jest na szczęście odwracalny i w każdej chwili można wrócić do pierwotnego zdjęcia. Dawniej jak wywołałeś kliszę to już w zasadzie nie mogłeś jej poprawić.

w zasadzie też nikogo takiego nie znam, ale słyszałem pogłoski.
Ciekawe porównanie, zmienia znacząco mój punkt widzenia w tej kwestii

a sam format 16:9 to po prostu ‘plan szeroki’, obecny prawie w każdym filmie :)

Member
mafo wrote:
Bayzel wrote:
molp wrote:
Ale w przypadku reszty aparatów dalej twierdzę, że to nie ma większego sensu, chyba, że naprawdę nie chce się bawić potem w kompie.

Niektórzy profesjonaliści brzydzą się komputerową obróbką zdjęć ;)

Ja takich jeszcze nie spotkałem. Obróbka w komputerze to tak jak dawniej obróbka zdjęć w ciemni fotograficznej. Wywoływanie RAW to tak jak wywoływanie kliszy, a dalsza obróbka w programie graficznym to tak jak naświetlanie papieru i różne sposoby wywoływania. Teraz ten proces jest na szczęście odwracalny i w każdej chwili można wrócić do pierwotnego zdjęcia. Dawniej jak wywołałeś kliszę to już w zasadzie nie mogłeś jej poprawić.

Porównania, mówiąc delikatnie, nieco na wyrost. Tak się składa, że od wielu lat trudnię się zarówno fotografią cyfrową, jak i analogową. Jeżeli ktoś twierdzi, że film umarł i można pisać “dawniej”, to jest w wielkim błędzie. Widać nie ma rozeznania, bądź ma je bardzo ograniczone, co do kwestji bardzo jeszcze ograniczonych zastosowań cyfry, która poza tym, że jest wygodna, szybka, sucha i przyjemna :), nie wnosi niestety takiej jakości jak profesjonalna błona filmowa. Obróbka w ciemni chemicznej to nie tylko stanie nad powiększalnikiem, nad kuwetami i suszarką. To przede wszystkim ogromna wiedza o procesach fizykochemicznych, o odczynnikach chemicznych, o emulsjach tak filmowych jak i papierowych, to znajomość sprzętu ciemniowego i laboratoryjnego, i nie mam tu na myśli domowych “ciemni” łazienkowych. To ogromna precyzja i świadomość w działaniu. Porównując pracę w ciemni do pracy w Photoshopie, to jak porównywać “lot” na symulatorze lotu, jakkolwiek byłby on zaawansowany i bliski realiom, do prawdziwego lotu samolotem.

Niestety, ludzie, którzy tworzą takie porównania i je powielają, albo używają myślowych skrótów, albo ich wiedza fotograficzna nie jest tak duża jak by się mogło z pozoru wydawać. A wiedza ta, to doskonała podstawa do późniejszej pracy z techniką cyfrową.

Żyjemy w czasach “ucyfrowionych” i bardzo łatwo spotkać dziś ludzi, którzy rozpływają się w zachwytach nad cyfrową fotografią. Wierzą oni w handlowe bajki producentów obrzucających nas sloganami i hasłami, które potem sami bezkrytyczni powtarzamy. Prawdą jest, że cyfra to wielka sprawa i że jest to dobra rzecz, która niewątpliwie stanowi pewien postęp. Umożliwiła ona wszystkim, za niewielkie stosunkow pieniądze cieszyć się możliwością rejestorwania każdej chwili. Obecność “aparatów” w telefonach komórkowych to sprowdzenie do poziomu fotograficznego rynsztoka i zdegradowanie pojęcia fotografii w społeczeństwie do niczego innego, jak tylko masowego gromadzenia danych obrazowych – bezmyślnie, bezkrytycznie, bez większego sensu. Powstało więc twierdzenie, że dziś fotografować może każdy. Czy aby na pewno…? Chyba raczej rejestrować obraz, nagrywać zera i jedynki na krzemowe nośniki danych. Ludzie, którzy mają się za bardziej zaawansowanych w fotograficznej materii i rejestrują obrazy w RAW/NEF etc. uważają, że potem je “wywołują”, “tak jak niegdyś film”. Trochę szacunku, proszę… Nie czepiam się na siłę tego słowa – niech ono sobie będzie – “wywołujmy” RAW’y. Czepiam się się jedynie tej rażącej mnie jako, powiem bardzo nieskromnie – przyznaję bez bicia, fotografa świadomego i znającego się na rzeczy trochę bardziej niż przeciętny człowiek, łatwości, z jaką dziś każdy posiadacz cyfrowego lustra staje się “znawcą” tematu i znawcą fotograficznych technik, ogólnie rzecz ujmując.

Śmieszy mnie i żenuje porównywanie wywoływnia emulsji do konwertowania pliku cyforwego. Podobnie jak powielane wszędzie już dziś twierdzenie, że zdolność rozdzielcza najlepszych szkieł kończy się, mówiąc ogólnie, na matrycy D3X czy A900. Proponuję przyjrzeć się bliżej zdoności rozdzielczej szkieł Zeissa (np. Synchro-Compur do średniego formatu, przykładowo Hassela, używając technicznego filmu Kodaka 25 – wywoływanie Technidolem oczywiście :), albo chociażby Fujichrome Provia 100. Jestem pewien, że niejednemu “zachwalaczowi” cyfry szczęka opadnie z hukiem na ziemię :). Podobnie jest z twierdzeniem, że matryce Sigmy, Foveon, mają sensory RGB ułożone warstwowo, całkeim tak, jak powłoki światłoczułe na kliszy filmowej… Albo, że rozpietość tonalna matryc i filmu jest podobna lub twierdzenie, że obecna technologia cyfrowa dostarcza lepszej jakości niż analogowa i że szum w Nikonach jest ładny bo monochromatyczny (podobno jak ziarno w filmie), a z Canona “fe”, bo kolorowy… Tani film dla mas, w dodatku naświeltlony kiepściuchną optyką jest istotnie porażką, tak jak założenie obiektywu 18-200 do np. 12-mgapikselowej matrycy APS-C (czy w ogóle do jakiejkolwiek matrycy i małego obrazka na filmie). Ale poprawnie naświetlony przez topową optykę (np. stałoogniskowe Zeiss’y), niskoczuły, profesjonalny film, w szczególności średni lub wielki format, bije na głowę każdy dzisiejszy system cyfrowy i długo jeszcze tak będzie, lecz ludzie karmieni marketingową papką potentatów fotograficznych już nigdy nie powiedzą niczego dobrego o filmie. Bo cyfra to spełnione marzenia handlowców, nic innego. Widzieliście kiedyś zdjęcie tak ostre, że nawet najdelikatniejsze zaaplikowanie maski wyostrzjęcej w Ps jest w stanie tylko je zepsuć??? Przeskanowane profesjonalnym skanerem laboratoryjnym zdjęcie średniofromatowe, ma przykładowo rozdzelczość ponad 120 Mpix, a ziarno ledwo widać. Oczywiście mówię tu o fotografii, w której każdy składnik techniczny używany w procesie powstania fotografii reprezentuje sam top w profesjonalnej technice fotograficznej, od obiektywu, poprzez pomiar, błonę, chemię, maszynę wywołującą sensytometrycznie, suszenie, skanowanie, na białych rękawiczkach kończąc. Wyższe czułości to większe ziarno, ale nie to jest najważniejsze. Żadna cyfra nie da takich gradacji tonalnych, takiego “noszenia” tonów jak profesjonalna emulsja. I jest jeszcze “to coś”, co sprawia, że w zdjęciach z, mówiąc oględnie, analoga, jest ten klimat, sprawiający, że odbieramy je jakimś “szóstym zmysłem”, czego nie uświaczysz w cyfrze. I mówi to facet, który bardzo lubi cyfrę i cyfrę ceni i z cyfry nie zrezygnuje i to bynajmniej nie dlatego, jak chcieliby zapewne usłyszeć prześmiewcy, że z niej żyje :)

Polecam każdemu dzisiejszemu cyfrowemu pstrykaczowi (bez urazy, bo sam takowym jestem) zaopatrzyć się na stałe lub wypożyczyć porządnego analoga i nieco lepszy obiektyw. Kupić do tego bardzo dobry film i dać do godnego zaufania, nie masowego, zakładu foto. Efekty zaskoczą nie jednego. Przepraszam za odejście od tematu i pozdrawiam.

Member

Muszę przyznać, że głos przedmówcy był tak mocny jak wybuch w jaskini. Jeszcze mi w uszach piszczy ;)

Mogę tylko powiedzieć, że zgadzam się z tym, chociaż nie jestem fachowcem i mój kontakt z procesem wywołania analogowego skończył się na wywoływaniu czarno-białych odbitek w łazience, w momencie jak mi powiększalnik z piwnicy ukradli :(
Ale pamiętam jaka była rozpiętość tonalna nawet najtańszych klisz. Przecież z prześwietlonego zdjęcia można było jeszcze tyle informacji wyciągnąć!
Długo nie chciałem przejść na cyfrę, ale zmusiły mnie do tego warunki finansowe. Zwykłe klisze w sklepie tak się zepsuły, że płakać mi się chciało. Dałem za wygraną.
Podziwiam przedmówcę za wiedzę i profesjonalizm. Mam nadzieję, że będziesz mógł kontynuować pracę w technice analogowej i nigdy nie przestaną produkować dla Ciebie klisz ani odczynników tak, jak dla mnie przestali.
Pozdrawiam

Member

A i za co przepraszać nie ma. czytanie takich przepełnionych pasją przemówień to sama przyjemność nawet jeśli “trochę” od tematu odbiegają. Wydaję mi się jednak że haczyk tkwi w słowie “profesjonalny” i dotyczy zarówno sprzętu tak analogowego jak i cyfrowego jak też co ważniejsze UŻYTKOWNIKA. Nie wierzę jakoś w szóste zmysły i “plastyki”. Jedynie w talent i wiedzę ludzi właśnie uzywajacych profesjonalnie profesjonalnego sprzętu. Dajcie mi super hiper optykę z Bozia jedna wie jak dobrym korpusem (czy cyfrowym czy analogowym obojętnie)a gwarantuje brak jakichkolwiek pozazmysłowych doznań nawet jesli przez przypadek zdjęcia wyjdą technicznie ok(głebię osiągnę wpadając do jeziora zaś plastykę będzie widać jeśli fotę w podstawówce na lekcjach zrobię ;/). Człowiek nadaje tym obrazom głębię i to coś.

Member
yehood wrote:
A i za co przepraszać nie ma. czytanie takich przepełnionych pasją przemówień to sama przyjemność nawet jeśli “trochę” od tematu odbiegają. Wydaję mi się jednak że haczyk tkwi w słowie “profesjonalny” i dotyczy zarówno sprzętu tak analogowego jak i cyfrowego jak też co ważniejsze UŻYTKOWNIKA. Nie wierzę jakoś w szóste zmysły i “plastyki”. Jedynie w talent i wiedzę ludzi właśnie uzywajacych profesjonalnie profesjonalnego sprzętu. Dajcie mi super hiper optykę z Bozia jedna wie jak dobrym korpusem (czy cyfrowym czy analogowym obojętnie)a gwarantuje brak jakichkolwiek pozazmysłowych doznań nawet jesli przez przypadek zdjęcia wyjdą technicznie ok(głebię osiągnę wpadając do jeziora zaś plastykę będzie widać jeśli fotę w podstawówce na lekcjach zrobię ;/). Człowiek nadaje tym obrazom głębię i to coś.

Oczywiście, że człowiek, ale na pewne rzeczy wpływu nie mamy – ma fizyka i chemia, a to jak potem ten obraz odbieramy, to już sprawa wrazliwości osobistej oglądającego. Absolutnie nie twierdzę i nigdy nie twierdziłem, że najlepszy sprzęt gwarantuje super wyniki – to jest tylko super narzędzie, a od tworzącego obraz zależy co z tym narzędziem uczyni. Prawdziwa fotografia to sztuka i do jej PEŁNEGO odbioru potrzeba wrazliwości, uczulenia na pewne sprawy (ja to tylko nazwałem “szóstym zmysłem”). Zaś plastyka obrazu, wybacz, jeśli nie widzisz róznicy pomiędzy nawet najlepszym zapisem video a zapisem na taśmie 35mm, no to ja nic nie pomogę :)

Też życzę sobie by filmy produkowano jak najdłużej, choć niestety kiedyś koniec nadejdzie. Mówię to bez sentymentu tylko dlatego, ze mam nadzieję, że gdy to nastąpi, cyfrowe obrazowanie rzeczywiście będzie przedstawiać przynajmniej równą klasę i wartość estetyczno-techniczną co współczesna profesjonalna błona filmowa.

Keymaster

Uwielbiam takie filipiki, jeszcze z leciutką nutką demagogii :)

jimix wrote:
Obróbka w ciemni chemicznej to nie tylko stanie nad powiększalnikiem, nad kuwetami i suszarką. To przede wszystkim ogromna wiedza o procesach fizykochemicznych, o odczynnikach chemicznych, o emulsjach tak filmowych jak i papierowych, to znajomość sprzętu ciemniowego i laboratoryjnego, i nie mam tu na myśli domowych “ciemni” łazienkowych. To ogromna precyzja i świadomość w działaniu. Porównując pracę w ciemni do pracy w Photoshopie, to jak porównywać “lot” na symulatorze lotu, jakkolwiek byłby on zaawansowany i bliski realiom, do prawdziwego lotu samolotem.

Czyżby argument typu: bo ja się narobiłem, a Ty masz ten efekt za łatwo, to się nie liczy? :)

Quote:
Obecność “aparatów” w telefonach komórkowych to sprowdzenie do poziomu fotograficznego rynsztoka i zdegradowanie pojęcia fotografii w społeczeństwie do niczego innego, jak tylko masowego gromadzenia danych obrazowych – bezmyślnie, bezkrytycznie, bez większego sensu.

W czasach analogowych, a gdzieniegdzie jeszcze dziś, w każdym domu był analogowy kompakt z obiektywem focusfree i pełnym automatem. Pstrykało się tym (i gdzieniegdzie dalej pstryka) na imprezach rodzinnych, wakacjach i od wielkiego dzwonu. Generalnie pstrykanie to było masowe, bezmyślne, bezkrytyczne i bez sensu. Czymś to się różni od pstrykania telefonem?
A przy okazji – Martin Parr zrobił wystawę zdjęć zrobionych iPhonem. Nie to, żebym był fanem Martina Parra, ale jakoś nazwisko sobie wyrobił, za artystę uchodzi, a tu komórką coś pstryka…

Quote:
Powstało więc twierdzenie, że dziś fotografować może każdy. Czy aby na pewno…?

Też lubię ten zabieg: ustawić sobie przeciwnika do bicia :) Gdzie spotkałeś tezę, że dzięki cyfrze każdy robi świetne zdjęcia? Ja raczej często słyszę narzekania, że nad cyfrą to trudniej zapanować, a zdjęcia analogiem wychodziły łatwiej.

Quote:
Śmieszy mnie i żenuje porównywanie wywoływnia emulsji do konwertowania pliku cyforwego. Podobnie jak powielane wszędzie już dziś twierdzenie, że zdolność rozdzielcza najlepszych szkieł kończy się, mówiąc ogólnie, na matrycy D3X czy A900. Proponuję przyjrzeć się bliżej zdoności rozdzielczej szkieł Zeissa (np. Synchro-Compur do średniego formatu, przykładowo Hassela, używając technicznego filmu Kodaka 25 – wywoływanie Technidolem oczywiście :)

Nice :) Nie ma to jak zestawić normalny aparat do normalnych zdjęć (małoformatowy, dodajmy) ze średnim formatem z założonym technicznym filmem, którego nikt przy zdrowych zmysłach nie użyje do normalnej fotografii, bo to jest film do reprodukcji technicznych.
Masz parę fajnych zdjęć sportowych w portfolio. Rozumiem, że jesteś gotów do pojedynku na zdjęcia sportowe z tym średnioformatowym Kodakiem 25 w ręce? To ja pożyczę od Ciebie Twojego D700 razem z obiektywami, co się będą kurzyć… :)

Quote:
Podobnie jest z twierdzeniem, że matryce Sigmy, Foveon, mają sensory RGB ułożone warstwowo, całkeim tak, jak powłoki światłoczułe na kliszy filmowej…

Eee, tu ustawianie przeciwnika do bicia całkiem Ci nie wyszło. Foveon jest dość znanym przykładem ślepej odnogi ewolucji i technologii, która teoretycznie wygląda dobrze, ale w praktyce lepiej omijać ją z daleka.

Quote:
Ale poprawnie naświetlony przez topową optykę (np. stałoogniskowe Zeiss’y), niskoczuły, profesjonalny film, w szczególności średni lub wielki format, bije na głowę każdy dzisiejszy system cyfrowy i długo jeszcze tak będzie

Rozumiem, że przez “każdy dzisiejszy system cyfrowy” rozumiesz także cyfrowy średni format, włącznie z korpusami podpiętymi do PhaseOne P60+ oraz tej samej optyki Zeissa? Czy dla uproszczenia porównujesz średni format z Zeissem do Alfy 200 z kitem? :))
Ale nawet pomijając demagogię porównanie Ci nie wyszło. Dość ciekawym zjawiskiem towarzyszącym przejściu “analogowo-cyfrowemu” jest “downsizing” – fotografowie, którzy w czasach analogowych robili wielkim formatem, na cyfrze stosują średni format. Ci, którzy robili średnim, na cyfrze przeszli na małoobrazkową pełną klatkę. Co ciekawe dotyczy to także fotografów studyjnych, gdzie wydawałoby się, że zalety mniejszego rozmiaru aparatu nie są takie wielkie, przykładem może być popularna ostatnio ;) Anne Leibovitz. Oni też się dali nabrać marketingowi? Raczej nie. Porobili testy i wyszło im, że do ich potrzeb cyfra o format mniejsza daje dostatecznie dobry efekt, by mogli nadal pracować bez obniżania poprzeczki.
A z drugiej strony – jeśli za pomocą dowolnej dostępnej dzisiaj w ofercie lustrzanki cyfrowej nie jesteś w stanie uzyskać dobrej jakości wydruku na największym dostępnym dla amatora formacie (czy z labu czy z konsumenckiej drukarki) – to problemem nie jest aparat.

Quote:
Żadna cyfra nie da takich gradacji tonalnych, takiego “noszenia” tonów jak profesjonalna emulsja.

Gradacja tonalna to kwestia umiejętności operatora. Sytuacja jest dokładnie odwrotna – z cyfry możesz uzyskać takie przejścia tonalne i takie kolory, których po prostu nigdzie nie wydrukujesz, bo nie ma maszyn drukarskich zdolnych przenieść taką tonalność. Trochę lepiej jest w drukarkach, zwłaszcza w topowych Epsonach, które potrafią obsłużyć 16-bitowe pliki, ale nadal można łatwo “wskoczyć” w kolory, które dobrze wyglądają na ekranie, a których nic nie wydrukuje.

Quote:
I jest jeszcze “to coś”, co sprawia, że w zdjęciach z, mówiąc oględnie, analoga, jest ten klimat, sprawiający, że odbieramy je jakimś “szóstym zmysłem”, czego nie uświaczysz w cyfrze.

To coś jak dusza Nikona? :)

Quote:
Polecam każdemu dzisiejszemu cyfrowemu pstrykaczowi (bez urazy, bo sam takowym jestem) zaopatrzyć się na stałe lub wypożyczyć porządnego analoga i nieco lepszy obiektyw. Kupić do tego bardzo dobry film i dać do godnego zaufania, nie masowego, zakładu foto.

A też polecam, zawsze warto samemu sprawdzić.

Member

Ja nie mieszałem w dyskurs techniki! a porównanie maczugi ze skalpelem (czyli vhs z 35mm) raczej sensu ni ma:P Zgadzam się że właśnie fizyka i chemia tu decydują i w tym cały szkopuł że analogowa fotografia prawdopodobnie jest już u szczytu i kresu swoich możliwości i zapewne nic tu już nowego się nie wymyśli ze względu właśnie na ograniczające ją fizyke i chemię, cyfra zaś dopiero z pieluch wyszła i zapewne do granic jej możliwości technologicznych jeszcze daleko.
Ale nie o technikę mi chodziło. Czepiam się mitycznych, właśnie fizycznie, wartości typu plastyka gdy uzależnia się jej występowanie w zależności od sprzętu. Co więcej uważam że to właśnie profesjonaliści i artyści w tym fachu powinni takie twierdzenia niszczyć w zarodku.
“No tak przecie to zeisem robione .. stąd ta uroda obrazu.. ee .. idziem dalej”. Nic tylko degradacja talentu i umiejętności twórcy.
Ps. gdzie admin? bo znowu nie na temat! .. aa, już widze że Piotr też nie zdzierżył :)

Member
Piotr wrote:
Uwielbiam takie filipiki, jeszcze z leciutką nutką demagogii :)

Demagogii? A to akurat dobre :)

jimix wrote:
Obróbka w ciemni chemicznej to nie tylko stanie nad powiększalnikiem, nad kuwetami i suszarką. To przede wszystkim ogromna wiedza o procesach fizykochemicznych, o odczynnikach chemicznych, o emulsjach tak filmowych jak i papierowych, to znajomość sprzętu ciemniowego i laboratoryjnego, i nie mam tu na myśli domowych “ciemni” łazienkowych. To ogromna precyzja i świadomość w działaniu. Porównując pracę w ciemni do pracy w Photoshopie, to jak porównywać “lot” na symulatorze lotu, jakkolwiek byłby on zaawansowany i bliski realiom, do prawdziwego lotu samolotem.

Czyżby argument typu: bo ja się narobiłem, a Ty masz ten efekt za łatwo, to się nie liczy? :)

To nie tak. Poszedłeś po najprostszej ścieżce. Narobić to się można i w Photoshopie, ale nie znam w branży ludzi pracujących w tym programie, którzy nie powiedzieliby mi, że bez znajomości choć podstawowych technik, choćby “liznięcia” niektórych procesów chemicznych i próby ich zrozumienia działasz w pełni swiadomie w Ps. A że ktoś ma ten efekt “za łatwo” – łatwo to nic dobrego nie przychodzi, nie mówiąc o dobrych efektach, i kto jak kto ale Ty powinieneś o tym dobrze wiedzieć choćby pisząc swoje porady w magazynie :)

Quote:
Obecność “aparatów” w telefonach komórkowych to sprowdzenie do poziomu fotograficznego rynsztoka i zdegradowanie pojęcia fotografii w społeczeństwie do niczego innego, jak tylko masowego gromadzenia danych obrazowych – bezmyślnie, bezkrytycznie, bez większego sensu.

W czasach analogowych, a gdzieniegdzie jeszcze dziś, w każdym domu był analogowy kompakt z obiektywem focusfree i pełnym automatem. Pstrykało się tym (i gdzieniegdzie dalej pstryka) na imprezach rodzinnych, wakacjach i od wielkiego dzwonu. Generalnie pstrykanie to było masowe, bezmyślne, bezkrytyczne i bez sensu. Czymś to się różni od pstrykania telefonem?
A przy okazji – Martin Parr zrobił wystawę zdjęć zrobionych iPhonem. Nie to, żebym był fanem Martina Parra, ale jakoś nazwisko sobie wyrobił, za artystę uchodzi, a tu komórką coś pstryka…

No tu to pojechałeś… Pewny jesteś, że w każdym domu był głuptak focus-free? I o ile świadomość ówczesnych pstrykaczy zapewne niewiele się różniła od tej dzisiejszej, to czy tak często pstrykano fotki tak jak dzisiejsza młodzież, nie wspominając tu nawet o młodzieży japońskiej, gdzie praktycznie żaden aspekt życia, włączając to korzystanie z toalety publicznej nie może ujść niezarejestrowany? Czy w czasach analogowych tuż po zrobieniu fotki można ją było natychmiast wysłać na drugi koniec kraju/świata? Nie uważam, że było to masowe pstrykanie tak jak dziś i w takim wydaniu jak dziś – bez sensu właśnie. Sam być może spotkałeś się z sytuacją (tak jak aj w tym roku nad morzem) gdzie rozstawiasz statyw, parę minut ustawiasz kadr, zastanwiasz się nad kompozycją, dobierasz filtr etc etc, a za tobą ustawia się tłumek niedzielnych turystów z komórkami w dłoniach, starających się usilnie odgadnąć co takiego żeś tam zobaczył, że musisz wykonać aż tyle zabiegów, tak się “namęczyć”, kiedy to wszystko można chalsnąć komórką jedząc tłustego hamburgera. To jest właśnie bez sensu, tylko po co wylewać tony tekstu, jesłi na 100% jest Ci to wiadome?

Co do Parra. Twierdzisz więc, że wyrobił sobie nazwisko i jest artystą? Ty tak uważasz, czy jemu podobni lansujący się na mieście z iPhone’m? Piotrze, odsuńmy na bok żarty i ironizowanie. Żaden to artysta – bez urazy dla rzeczonego.

Quote:
Powstało więc twierdzenie, że dziś fotografować może każdy. Czy aby na pewno…?

Też lubię ten zabieg: ustawić sobie przeciwnika do bicia :) Gdzie spotkałeś tezę, że dzięki cyfrze każdy robi świetne zdjęcia? Ja raczej często słyszę narzekania, że nad cyfrą to trudniej zapanować, a zdjęcia analogiem wychodziły łatwiej.

A gdzie napisałem, że dzięki cyfrze każdy robi świetne zdjęcia? Analogiem, tak tak, wychodziły łatwiej, ludziom nie przejmujęcym się efektem końcowym, oddającym film do one-hour-photo :) Dziś tacy ludzi też się nie przejmują i też powiedzieliby Ci, że cyfrą wychodzi łatwo, może nawet jeszcze łatwiej.

Quote:
Śmieszy mnie i żenuje porównywanie wywoływnia emulsji do konwertowania pliku cyforwego. Podobnie jak powielane wszędzie już dziś twierdzenie, że zdolność rozdzielcza najlepszych szkieł kończy się, mówiąc ogólnie, na matrycy D3X czy A900. Proponuję przyjrzeć się bliżej zdoności rozdzielczej szkieł Zeissa (np. Synchro-Compur do średniego formatu, przykładowo Hassela, używając technicznego filmu Kodaka 25 – wywoływanie Technidolem oczywiście :)

Nice :) Nie ma to jak zestawić normalny aparat do normalnych zdjęć (małoformatowy, dodajmy) ze średnim formatem z założonym technicznym filmem, którego nikt przy zdrowych zmysłach nie użyje do normalnej fotografii, bo to jest film do reprodukcji technicznych.
Masz parę fajnych zdjęć sportowych w portfolio. Rozumiem, że jesteś gotów do pojedynku na zdjęcia sportowe z tym średnioformatowym Kodakiem 25 w ręce? To ja pożyczę od Ciebie Twojego D700 razem z obiektywami, co się będą kurzyć… :)

Podałem też Fujichrome Provia 100, nie tylko Kodaka 25. Myślę, Piotrze, że za dużo ironii w Twoim tonie (powiesz, że to w zamian za zbyt dużo demagogii w moim :) Przy zdrowych zmysłach myślę jestem, a Kodakiem 25 zrobiłem całą serię udanych zdjęć ostatnio w Warszawie, o świcie pod mostem Poniatowskiego. Owszem, jest to film TAKŻE bardzo dobry, jeśli nie jeden z najlepszych, do reprodukcji, ale nie trzba być zaraz pacjentem szpitala psychiatrycznego by robić nim udane (i ciekawe) zdjęcia, np. pejzażowe :) Druga sprawa, dlaczego nazywasz aparat małoformatowy apratem do normalnych zdjęć? Czy Hassel nie może w Twoim mniemaniu nawet pretendować do tego zaszczytengo miana aparatu normalnego do normalnych zdjęć? Co do pożyczanie mojego D700 z całym majdanem – w życiu! :)))

Quote:
Podobnie jest z twierdzeniem, że matryce Sigmy, Foveon, mają sensory RGB ułożone warstwowo, całkeim tak, jak powłoki światłoczułe na kliszy filmowej…

Eee, tu ustawianie przeciwnika do bicia całkiem Ci nie wyszło. Foveon jest dość znanym przykładem ślepej odnogi ewolucji i technologii, która teoretycznie wygląda dobrze, ale w praktyce lepiej omijać ją z daleka.

Też nie tu uderzasz. Nie chodziło mi o te matryce jako takie, ale o samo pojęcie warstowej budowy emulsji i porównań Foveon’a do owej, jakie często można spotkać tu i ówdzie.

Quote:
Ale poprawnie naświetlony przez topową optykę (np. stałoogniskowe Zeiss’y), niskoczuły, profesjonalny film, w szczególności średni lub wielki format, bije na głowę każdy dzisiejszy system cyfrowy i długo jeszcze tak będzie

Rozumiem, że przez “każdy dzisiejszy system cyfrowy” rozumiesz także cyfrowy średni format, włącznie z korpusami podpiętymi do PhaseOne P60+ oraz tej samej optyki Zeissa? Czy dla uproszczenia porównujesz średni format z Zeissem do Alfy 200 z kitem? :))

Tam gdzie pracuję, mamy średni format cyfrowy H3DII-50 i choć rozdzielczość może wydawać się duża, to dobry film ma ją przynajmniej 2 razy większą, a jeśli chodzi o jakość obrazu, jest dobrze, ale film jest lepszy. Jeśli w tym miejscu nadal zarzucasz mi demagogię, to robisz to także wobec osób od nas obu o wiele bardziej doświadczonych, z którymi pracuję, a którzy obiektywnie twierdzą podobnie, nie robiąc tego przez fakt czystego przyzwyczajenia do czasów filmowych. Wszyscy zaadoptowaliśmy cyfrę i także na niej pracujemy.

Chcąc wyczerpać temat z mojej strony, z chęcią i w pełni swiadomie narażę się na kpiny, ale stwierdzę, że nawet Nikon F3 załadowany technikalem i z przypiętym Zeissem, lub nawet Nikkorem AI-S 1.4 da lepszy obraz niż D3X.

Ale nawet pomijając demagogię porównanie Ci nie wyszło. Dość ciekawym zjawiskiem towarzyszącym przejściu “analogowo-cyfrowemu” jest “downsizing” – fotografowie, którzy w czasach analogowych robili wielkim formatem, na cyfrze stosują średni format. Ci, którzy robili średnim, na cyfrze przeszli na małoobrazkową pełną klatkę. Co ciekawe dotyczy to także fotografów studyjnych, gdzie wydawałoby się, że zalety mniejszego rozmiaru aparatu nie są takie wielkie, przykładem może być popularna ostatnio ;) Anne Leibovitz. Oni też się dali nabrać marketingowi? Raczej nie. Porobili testy i wyszło im, że do ich potrzeb cyfra o format mniejsza daje dostatecznie dobry efekt, by mogli nadal pracować bez obniżania poprzeczki.

I co, mamy patrzec i naśladować? C’mon, Piotrze! Czy dali się nabrac marketingowi? Myślę, że z pełną premedytacją dali się sprzedać niejednemu działowi marketingu, niejednego porducenta :) Poza tym, piszesz, tak, że można odneiść wrażenie, iż to wszyscy już “poprzechodzili” i “poprzesiadali się”. Pezecież nie wszyscy (choc wielu). Porobili testy – też ładnie. Możńa gdzieś poczytać o wych “testach”? Jeślli jakieś testy były, to chyba chłodne testy finansowej wydolności i marketingowego być albo nie być, tak to widzę.

A z drugiej strony – jeśli za pomocą dowolnej dostępnej dzisiaj w ofercie lustrzanki cyfrowej nie jesteś w stanie uzyskać dobrej jakości wydruku na największym dostępnym dla amatora formacie (czy z labu czy z konsumenckiej drukarki) – to problemem nie jest aparat.

Słowo klucz – “dobrej” jakości. Ale nie topowej, nie najlepszej :/

Quote:
Żadna cyfra nie da takich gradacji tonalnych, takiego “noszenia” tonów jak profesjonalna emulsja.

Gradacja tonalna to kwestia umiejętności operatora. Sytuacja jest dokładnie odwrotna – z cyfry możesz uzyskać takie przejścia tonalne i takie kolory, których po prostu nigdzie nie wydrukujesz, bo nie ma maszyn drukarskich zdolnych przenieść taką tonalność. Trochę lepiej jest w drukarkach, zwłaszcza w topowych Epsonach, które potrafią obsłużyć 16-bitowe pliki, ale nadal można łatwo “wskoczyć” w kolory, które dobrze wyglądają na ekranie, a których nic nie wydrukuje.

O gradacjach tonalnych – trzymam się tego, co napisałem. I nie pisałem nic o drukowaniu, Piotrze. Oczywistości, o których piszesz są znane mi i innym.

Quote:
I jest jeszcze “to coś”, co sprawia, że w zdjęciach z, mówiąc oględnie, analoga, jest ten klimat, sprawiający, że odbieramy je jakimś “szóstym zmysłem”, czego nie uświaczysz w cyfrze.

To coś jak dusza Nikona? :)

Wolisz Canona? :)))

Quote:
Polecam każdemu dzisiejszemu cyfrowemu pstrykaczowi (bez urazy, bo sam takowym jestem) zaopatrzyć się na stałe lub wypożyczyć porządnego analoga i nieco lepszy obiektyw. Kupić do tego bardzo dobry film i dać do godnego zaufania, nie masowego, zakładu foto.

A też polecam, zawsze warto samemu sprawdzić.

Upheld, your Honor! :))

Member
yehood wrote:
Ja nie mieszałem w dyskurs techniki! a porównanie maczugi ze skalpelem (czyli vhs z 35mm) raczej sensu ni ma:P Zgadzam się że właśnie fizyka i chemia tu decydują i w tym cały szkopuł że analogowa fotografia prawdopodobnie jest już u szczytu i kresu swoich możliwości i zapewne nic tu już nowego się nie wymyśli ze względu właśnie na ograniczające ją fizyke i chemię, cyfra zaś dopiero z pieluch wyszła i zapewne do granic jej możliwości technologicznych jeszcze daleko.
Ale nie o technikę mi chodziło. Czepiam się mitycznych, właśnie fizycznie, wartości typu plastyka gdy uzależnia się jej występowanie w zależności od sprzętu. Co więcej uważam że to właśnie profesjonaliści i artyści w tym fachu powinni takie twierdzenia niszczyć w zarodku.
“No tak przecie to zeisem robione .. stąd ta uroda obrazu.. ee .. idziem dalej”. Nic tylko degradacja talentu i umiejętności twórcy.
Ps. gdzie admin? bo znowu nie na temat! .. aa, już widze że Piotr też nie zdzierżył :)

Pisałem przecież, że odbiegłem od tematu, mea maxima culpa, przeprosiłem. Swoją drogą, temat “ładnie” zmierza nam od rzeczonego w tytule formatu 16:9 do dyskursu o estetyce obrazu i środkach pozwalających (lub nie) ją uwydatnić – co w tym złego? Chyba, że dziś już nikt o tym nie chce dyskutować, bo lepiej streamować JPEGi na Flickr :)

To nie tak, że Zeiss’em robione i masz już super efekt. Napisałem to wyżej, nie zamierzam się powtarzać.

Admin stąd jest adminem, że sam administurje i przypominać nie trzeba. Jak zechce to usunie cały wątek, lub zabawi się w cenzurkę i wyczyści co niektóre, podając zgrabne, poprawne politycznie i prawnie wytłumaczenie.

Member

Widzę, że to mój post spowodował taką reakcję. Więc czuję się wywołany do tablicy. Na początek to mogę Ci jimix zazdrościć tylko tego, że masz możliwość robienia zdjęć, przepraszam, fotografowania średnim formatem i na profesjonalnych kliszach. Mnie niestety nigdy nie było na to stać. Ja skończyłem jak atur.sikora swoją pasję analogową na powiększalniku opemus i na obróbce slajdów, oczywiście mały obrazek. Nawet teraz, gdy zarabiam raczej powyżej średniej krajowej nie stać mnie na średni format. Poza tym nie mam gdzie wywoływać profesjonalnymi odczynnikami profesjonalnych błon filmowych.
Czepianie się słówek typu wywoływanie RAW pozostawię bez komentarza.
Natomiast porównanie fotografii wykonanych obiektywem stałoogniskowym ze stajni Zeiss-a do tych wykonanych zoomami to nieporozumienie. Tu możesz porównać to jak, cytuję “”lot” na symulatorze lotu, jakkolwiek byłby on zaawansowany i bliski realiom, do prawdziwego lotu samolotem.”
To samo dotyczy porównywania rozdzielczości, cytuję “szkieł Zeissa (np. Synchro-Compur do średniego formatu” do opinii o maksymalnej rozdzielczości szkieł do małego czy APS-C formatu.
Bardzo się cieszę, że jeszcze są tacy fotograficy jak Ty, pracujący na kliszy fotograficznej, ale pamiętaj, że dzięki takim właśnie tanim aparatom cyfrowym (nawet zamontowanym w telefonach) ludzie robią pamiątki i uwieczniają obecną rzeczywistość.
Daj nam cieszyć się taką fotografią jaką lubimy. Co z tego, że moje zdjęcia możesz ocenić jako takie pstryki. Ale mnie i moim znajomym się one podobają, a wiele zdjęć artystów fotografików niewiele osób obejrzy, a i część tych, którzy obejrzą powiedzą “takie fotki”.
Dość tych wywodów. Gratuluję Ci jeszcze raz możliwości fotografowania takim sprzętem.
Pozdrawiam.

Member

Temat założyłem i dowiedziałem się tego czego chciałem. (kropka)

Jeśli na tym wątku już po fakcie rozwinęła się całkiem interesująca debata na temat… hmm… analog vs cyfra? (nie miałem czasu przeczytać wszystkiego) to co w tym złego? wg mnie nic…

Nie mam nic przeciwko temu… może tylko że dział nieco inny, ale… nie mi to oceniać :)

Member
mafo wrote:
Widzę, że to mój post spowodował taką reakcję. Więc czuję się wywołany do tablicy. Na początek to mogę Ci jimix zazdrościć tylko tego, że masz możliwość robienia zdjęć, przepraszam, fotografowania średnim formatem i na profesjonalnych kliszach. Mnie niestety nigdy nie było na to stać. Ja skończyłem jak atur.sikora swoją pasję analogową na powiększalniku opemus i na obróbce slajdów, oczywiście mały obrazek. Nawet teraz, gdy zarabiam raczej powyżej średniej krajowej nie stać mnie na średni format. Poza tym nie mam gdzie wywoływać profesjonalnymi odczynnikami profesjonalnych błon filmowych.
Czepianie się słówek typu wywoływanie RAW pozostawię bez komentarza.
Natomiast porównanie fotografii wykonanych obiektywem stałoogniskowym ze stajni Zeiss-a do tych wykonanych zoomami to nieporozumienie. Tu możesz porównać to jak, cytuję “”lot” na symulatorze lotu, jakkolwiek byłby on zaawansowany i bliski realiom, do prawdziwego lotu samolotem.”
To samo dotyczy porównywania rozdzielczości, cytuję “szkieł Zeissa (np. Synchro-Compur do średniego formatu” do opinii o maksymalnej rozdzielczości szkieł do małego czy APS-C formatu.
Bardzo się cieszę, że jeszcze są tacy fotograficy jak Ty, pracujący na kliszy fotograficznej, ale pamiętaj, że dzięki takim właśnie tanim aparatom cyfrowym (nawet zamontowanym w telefonach) ludzie robią pamiątki i uwieczniają obecną rzeczywistość.
Daj nam cieszyć się taką fotografią jaką lubimy. Co z tego, że moje zdjęcia możesz ocenić jako takie pstryki. Ale mnie i moim znajomym się one podobają, a wiele zdjęć artystów fotografików niewiele osób obejrzy, a i część tych, którzy obejrzą powiedzą “takie fotki”.
Dość tych wywodów. Gratuluję Ci jeszcze raz możliwości fotografowania takim sprzętem.
Pozdrawiam.

Kolego:

– napisałem, że nie czepiam się słowa “wywoływanie RAW”, więc, istotnie, nie masz czego komentować, za to ja mógłbym skomentować nieumiejętność czytania ze zrozumieniem,
– nie jestem fotografikiem, tylko fotografem,
– nie pracuję TYLKO na kliszy, w 70-90% poracuję na cyfrze,
– nie pisz “daj nam”, bo ja niczego “wam” nie zabraniam (???) i nie dziel fotografujących automatycznie na mnie i “was”, bo wszyscy robimy to samo – fotografujemy, dziś zazwyczaj cyfrą,
– nie oceniam ani twoich ani niczyich innych fotek jako “takie sobie pstryki”
– nie ma czego gratulować, i nie rób tego w taki sposób bo jest to niepoważne

Również pozdrawiam i kończę “wywody”, życząc udanych zdjęć, w jakimkolwiek formacie i medium.

Member
Jacu33 wrote:
Temat założyłem i dowiedziałem się tego czego chciałem. (kropka)

Jeśli na tym wątku już po fakcie rozwinęła się całkiem interesująca debata na temat… hmm… analog vs cyfra? (nie miałem czasu przeczytać wszystkiego) to co w tym złego? wg mnie nic…

Nie mam nic przeciwko temu… może tylko że dział nieco inny, ale… nie mi to oceniać :)

Zgadza się, nie Tobie to oceniać. Wątek raczej pod klawisz delete.

Member
jimix wrote:
Polecam każdemu dzisiejszemu cyfrowemu pstrykaczowi (bez urazy, bo sam takowym jestem) zaopatrzyć się na stałe lub wypożyczyć porządnego analoga i nieco lepszy obiektyw. Kupić do tego bardzo dobry film i dać do godnego zaufania, nie masowego, zakładu foto. Efekty zaskoczą nie jednego. Przepraszam za odejście od tematu i pozdrawiam.

Wprawdzie tej soczystej (i toczonej po dżentelmeńsku, trzeba przyznać) dyskusji podobno nie było, ale jako jeden z tych “małych cyfrowych tuptusiów” pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze…

Sprzeciwiałbym się temu, by segregować fotografujących na “cyfrowych pstrykaczy” i “analogowych artystów” – bo to właśnie tworzy sztuczne podziały, sugerując że fotografia cyfrowa jest tylko dla “durnych mas” i do reklam, i nie da się z niej wycisnąć ani krztyny artyzmu – zaś fotografia analogowa jest tylko dla artystycznych “dziwolągów i zboczków”, którzy dla osiągnięcia “bardziej artystycznych” efektów gotowi są wywołane negatywy szorować piaskiem i okładać niedźwiedzim sadłem;-)

A gdzie wiara w przewagę ducha nad materią? Uważam takie podziały za szkodzące dla obu rodzajów fotografii. Czy może nie warto byłoby raczej skupić się jak przekonać “Kowalskiego”, że fotografowanie na negatywach czy slajdach nadal ma sens?…

Druga sprawa, skąd taki człowieczek jak ja ma wiedzieć, który zakład foto jest “masowy”, a który “godny zaufania”? Wyobrażam sobie, że chodzi tu o lata doświadczeń (i wiele straconych bezpowrotnie filmów).

Dodatkowym czynnikiem subiektywnym, np. w moim przypadku było to, że naukę chemii skończyłem na etapie 8. klasy szkoły podstawowej, zaś elektroniki uczono mnie potem przez lat kilka. Tak więc wyrosłem później na człowieka, który niechętnie babra się w chemicznych roztworach, zaś nie ma nic przeciwko umiarkowanemu obcowaniu z elektroniką. Dla mnie i pewnie wielu podobnych osób ta “digitalizacja” otworzyła furtkę do dziedziny, która inaczej pozostałaby dla nich niedostępna…

No i wreszcie, niestety, pieniądze… Nie każdego (czy raczej mało kogo) stać na Zeissa, czy nawet na zwykłe FF, jeśli nie fotografuje dla zarobku. Tak więc punkt widzenia dużo zależy od punktu siedzenia…

Na koniec w dwóch sprawach muszę się z Tobą zgodzić: Rzeczywiście w kolejnej dekadzie ideologii Kotlera i spółki to rynek produkuje bezosobowego konsumenta, a nie konsumenci kształtują nowy rynek. Zaś ciepłego brzmienia z magnetycznej taśmy lub gramofonowej płyty nie zastąpi żadne CD :-)

(A propos, format 16:9 w analogach był chyba jeszcze rzadziej spotykany?…)

Member
Jacek_Z wrote:
Sprzeciwiałbym się temu, by segregować fotografujących na “cyfrowych pstrykaczy” i “analogowych artystów” – bo to właśnie tworzy sztuczne podziały, sugerując że fotografia cyfrowa jest tylko dla “durnych mas” i do reklam, i nie da się z niej wycisnąć ani krztyny artyzmu – zaś fotografia analogowa jest tylko dla artystycznych “dziwolągów i zboczków”, którzy dla osiągnięcia “bardziej artystycznych” efektów gotowi są wywołane negatywy szorować piaskiem i okładać niedźwiedzim sadłem;-)

Źle mnie rozumiesz. Ja nie robię podziału na artystów analogowych i pstrykaczy cyfrowych. Niestety, chcemy czy nie to fotografia cyfrowa zawojowała świat i w chwili obecnej analogowa staje się powoli niszowa. Nawet wielcy fotografowie przerzucili się na cyfrową fotografię. Widać to po różnego rodzaju wystawach fotograficznych. A i fotoreporterzy przerzucili się na cyfrową fotografię. Więc nie miejmy złudzeń, tak jak taśma magnetofonowa czy magnetowidowa przechodzą do tzw lamusa, tak i fotografia analogowa zaczyna zmierzać w tym kierunku. A czy dojdzie… czas pokaże.

Member
mafo wrote:
Jacek_Z wrote:
Sprzeciwiałbym się temu, by segregować fotografujących na “cyfrowych pstrykaczy” i “analogowych artystów” – bo to właśnie tworzy sztuczne podziały, sugerując że fotografia cyfrowa jest tylko dla “durnych mas” i do reklam, i nie da się z niej wycisnąć ani krztyny artyzmu – zaś fotografia analogowa jest tylko dla artystycznych “dziwolągów i zboczków”, którzy dla osiągnięcia “bardziej artystycznych” efektów gotowi są wywołane negatywy szorować piaskiem i okładać niedźwiedzim sadłem;-)

Źle mnie rozumiesz. Ja nie robię podziału na artystów analogowych i pstrykaczy cyfrowych. Niestety, chcemy czy nie to fotografia cyfrowa zawojowała świat i w chwili obecnej analogowa staje się powoli niszowa. Nawet wielcy fotografowie przerzucili się na cyfrową fotografię. Widać to po różnego rodzaju wystawach fotograficznych. A i fotoreporterzy przerzucili się na cyfrową fotografię. Więc nie miejmy złudzeń, tak jak taśma magnetofonowa czy magnetowidowa przechodzą do tzw lamusa, tak i fotografia analogowa zaczyna zmierzać w tym kierunku. A czy dojdzie… czas pokaże.

Dojdzie, dojdzie. Stety-niestety, ale dojdzie i stanie się to szybko. I nie zrozummy się źle – nie tworzymy tu podziałów, o jakich napisał Jacek_Z, nie segregujemy. Artystą przez duże “a” można być fotografująć cyfrą, ale nie klepmy jak jakieś plotkary o masowym przesiadaniu się profesjonalistów na cyfrę. To, że reporterka jest na cyfrze wiadomo z czego wynika – z potrzeby szybkości przekazu informacji. Z tzw. “film-to-digital converts” mówiąc o znanych nazwiskach byłbym ostrożny. Pamiętac należy, że wszędzie rządzi pieniądz, a każdy potrzebuje sponsora. Nawet Naczelny woła błągalnym tonem “pomóżcie” w klikaniu na link sponsorowany… W tym całym marketingowym rozgardiaszu chodzi o to by nie zgłupieć do reszty i mieć szacunek dla fotografii jak i odrobinę pokory wobec jej historii i dokonań wielkich ludzi w tej dzidzinie. Dlatego dobrze jest wyjść dalej poza cyfrę i spróbować innych technik. Spróbować, porównać, wyciągnąć wnioski, nauczyć się czegoś przy okazji, posiąść włąsne zdania i opinie,a nie tylko powtarzać przeczytane i zasłyszane frazesy od różnej maści “fachowców” i traktować je jako pewnik.

Pozdrawiam

Keymaster
jimix wrote:
Narobić to się można i w Photoshopie, ale nie znam w branży ludzi pracujących w tym programie, którzy nie powiedzieliby mi, że bez znajomości choć podstawowych technik, choćby “liznięcia” niektórych procesów chemicznych i próby ich zrozumienia działasz w pełni swiadomie w Ps.

Z pewnością nie działasz świadomie, jeśli nie masz doskonałej znajomości urządzenia wyjściowego, jego ograniczeń i możliwości. Rozmawiamy o fotografii, tak? O czymś, co się ogląda – na ekranie lub papierze. A cały proces twórczy, motywacje, historia, naśladowanie lub nie technik analogowych cyfrowymi lub odwrotnie – to dodatek.

Quote:
A że ktoś ma ten efekt “za łatwo” – łatwo to nic dobrego nie przychodzi, nie mówiąc o dobrych efektach, i kto jak kto ale Ty powinieneś o tym dobrze wiedzieć choćby pisząc swoje porady w magazynie :)

W sensie, że trzeba się naharować, żeby mieć dobry efekt? Nie jestem przekonany, że tu się zgadzamy :) Owszem, zdobycie wiedzy i umiejętności zajmuje trochę czasu, natomiast jak już się umie i wie, co chce uzyskać, to zrobienie zdjęcia nie musi wiązać się z wielogodzinnym wysiłkiem :)

Quote:
No tu to pojechałeś… Pewny jesteś, że w każdym domu był głuptak focus-free?

No, w takim stopniu, w jakim w ogóle stwierdzenia typu “wszędzie, wszyscy i zawsze” mogą być prawdziwe – tak. W schyłkowym okresie dominacji fotografii analogowej nasycenie lustrzankami gospodarstwa domowych na Zachodzie było poniżej 10 procent, kompaktami – ponad 80%. Pewnie była jakaś grupa wspólna, a więc były też gospodarstwa domowe bez aparatu, ale statystycznie tak – w każdym domu kompakt.
Nie znam danych dla naszego kraju ani innych demoludów, pewnie liczby się różnią, ale nie sądzę, żeby tendencja była inna.

Quote:
I o ile świadomość ówczesnych pstrykaczy zapewne niewiele się różniła od tej dzisiejszej, to czy tak często pstrykano fotki tak jak dzisiejsza młodzież, nie wspominając tu nawet o młodzieży japońskiej, gdzie praktycznie żaden aspekt życia, włączając to korzystanie z toalety publicznej nie może ujść niezarejestrowany?

Eee, turysta japoński to od “wieków” ;) w masowej świadomości facet obwieszony aparatami i kamerami, z których w każdej chwili używa jednocześnie co najmniej trzech :)
A co do bezrefleksyjnego pstrykania – en masse fotografia nie służy do tworzenia sztuki. To tylko jej marginalne zastosowanie. Główne, masowe i statystycznie słuszne ;) to rejestrowanie chwil, przeżyć i emocji.

Quote:
Sam być może spotkałeś się z sytuacją (tak jak aj w tym roku nad morzem) gdzie rozstawiasz statyw, parę minut ustawiasz kadr, zastanwiasz się nad kompozycją, dobierasz filtr etc etc, a za tobą ustawia się tłumek niedzielnych turystów z komórkami w dłoniach, starających się usilnie odgadnąć co takiego żeś tam zobaczył, że musisz wykonać aż tyle zabiegów, tak się “namęczyć”, kiedy to wszystko można chalsnąć komórką jedząc tłustego hamburgera.

A nie, tak to nie miałem, tzn. nikt nie próbował fotografować razem ze mną. Przeważnie pojawiają się mniej lub bardziej życzliwe pytania: “a dla kogo te zdjęcia?”, “a pan z jakiej gazety?” (czasem w wersji: “a pan z jakiej telewizji?”), “kto panu kazał tutaj fotografować?” itp. Bywa, że pytanie brzmi: “a co pan tu mierzy?” :)) ale miałem i tak, że mnie pewien pan niemal ciągnął za rękaw: “musi pan jeszcze to sfotografować, to trzeba pokazać i napiętnować”… :)

Quote:
Co do Parra. Twierdzisz więc, że wyrobił sobie nazwisko i jest artystą? Ty tak uważasz, czy jemu podobni lansujący się na mieście z iPhone’m? Piotrze, odsuńmy na bok żarty i ironizowanie. Żaden to artysta – bez urazy dla rzeczonego.

Nie zamierzam bronić Parra, jak pisałem wcześniej, daleko mi do zachwytu nad tym, co robi. Niemniej ani ja, ani, przy całym szacunku, Ty, nie decydujemy kto jest artystą, a Parr, nawet pomijając jego członkostwo w agencji Magnum, ma pewien dorobek, tak wystawienniczy, jak i jeśli chodzi o nagrody: http://www.martinparr.com

Quote:
dlaczego nazywasz aparat małoformatowy apratem do normalnych zdjęć? Czy Hassel nie może w Twoim mniemaniu nawet pretendować do tego zaszczytengo miana aparatu normalnego do normalnych zdjęć?

Serio pytasz? Na spacer zabierasz Hassela? Na wakacyjny wyjazd? na imprezę sportową? Pomijam już kwestie cenowe, które czynią z Hassela aparat zdecydowanie nienormalny, ale przede wszystkim jego rozmiar go nie kwalifikuje do “normalnej” fotografii, jakkolwiek zdefiniujemy normalność.

Quote:
Co do pożyczanie mojego D700 z całym majdanem – w życiu! :)))

Nie ma problemu, zadowolę się H3DII-50 :))

Quote:
Też nie tu uderzasz. Nie chodziło mi o te matryce jako takie, ale o samo pojęcie warstowej budowy emulsji i porównań Foveon’a do owej, jakie często można spotkać tu i ówdzie.

No jest Foveon podobny z budowy do błony filmowej, tylko nie bardzo wiem o czym to ma świadczyć. Przede wszystkim warstwowa budowa filmu to nie jest ideał technologiczny i wartość sama w sobie, Schwarzschild świadkiem :)

Quote:
I co, mamy patrzec i naśladować? C’mon, Piotrze! Czy dali się nabrac marketingowi? Myślę, że z pełną premedytacją dali się sprzedać niejednemu działowi marketingu, niejednego porducenta :) Poza tym, piszesz, tak, że można odneiść wrażenie, iż to wszyscy już “poprzechodzili” i “poprzesiadali się”. Pezecież nie wszyscy (choc wielu). Porobili testy – też ładnie. Możńa gdzieś poczytać o wych “testach”? Jeślli jakieś testy były, to chyba chłodne testy finansowej wydolności i marketingowego być albo nie być, tak to widzę.

Nie rozumiem dlaczego postanowiłeś zdezawuować dorobek i umiejętności sporej grupy ludzi, przy okazji stawiając im dziwaczny zarzut korupcji. Dziwaczny i absurdalny dlatego, że oni nie zarabiają na “sponsoringu” producentów, tylko na pracach, które sprzedają klientom. Jeśli na wysoce konkurencyjnym rynku amerykańskim przejście na cyfrę nie osłabiło ich zdolności do zaspokajania potrzeb klientów (a może nawet zwiększyło?), to ja bym im wierzył.
A co do testów (czy “testów”, jak wolisz). Lebovitz mi się nie zwierzała, czemu z analogowego średniego formatu przeszła na cyfrowy mały obrazek, ale Douglas Kirkland po prostu robił wydruki – na materiałach i w formatach, które oferuje klientom. Podejrzewam, że pozostali postąpili tak samo. Liczy się, to co widać, a nie teoretyczne różnice osiągalne przy zastosowaniu specyficznych materiałów, w specyficznych warunkach i widoczne pod mikroskopem. I tak wąskim gardłem jest wydruk – niezależnie jak profesjonalny sprzęt drukarski, i tak trzeba “obcinać” tonalność i kolory z cyfry, bo i tak się nie da tego wydrukować.

Quote:
Słowo klucz – “dobrej” jakości. Ale nie topowej, nie najlepszej :/

Oczywiście, czasem nawet “w miarę dobrej”. Dla znakomitej większości fotoamatorów (eliminujemy oczywiście “pstrykaczy komórkowych”) wąskim gardłem nie jest rozdzielczość ich aparatów ani zdolność do odwzorowania tonów i kolorów, tylko umiejętności fotograficzne, umiejętności obróbki, przygotowanie do druku (że o kontroli nad samym procesem druku w sytuacji labu litościwie nie wspomnę), optyka – niekoniecznie w tej kolejności.
Oczywiście są zastosowania (a właściwie klienci :), gdzie wymagana jest topowa jakość. Jeśli masz takich klientów, którzy do tego nie tylko domagają się najwyższej jakości, ale jeszcze gotowi są za nią płacić, to Ci szczerze gratuluję.

Quote:
To coś jak dusza Nikona? :)

Wolisz Canona? :)))

Canon nigdy nie miał duszy :) Co najwyżej miał czyste wysokie ISO (to wtedy pojawiła się dusza Nikona, która rekompensowała mniejszą rozdzielczość i szumy :))

Member

Gdy wielkim głosem wołałem admina by zrobil “porzadek” wcale nie miałem na myśli ciebie Jimix, raczej “nas” bo miałem, reagując na Twoj żarliwy wykład, niejaką świadomość czym to się skończy :)
Panowie gdybyśmy spotkali się przy piwie (winie,herbacie czy mleku – kwestia WYBORU lub do uzgodnienia:) dana dyskusja toczyłaby się podejrzewam podobnie. Każdy by tych samych argumentów używał ale .. rano przez barmana wygnani rozeszlibyśmy się zadowoleni w sobie tylko wiadomych kierunkach i przepełnieni (prawdopodobnie) satysfakcją z mile spędzonego czasu (opcja nr2 – mordobicie) Nie wiem co powoduje że dysputa zaczyna przepychankę przypominać. Czyżby moc słowa pisanego drażliwymi nas czyni?
Więc PAX,PAX gdyż w gruncie rzeczy każdy z dyskutantów ma rację. Wszytko jest względne w zależności od warunków w jakich ma być focenie, celów tegoż, umiejętności, zasobności portfela itd.itp. ale o tym na tym forum wielokroć pisano przy okazji wątków typu: co wybrać N czy C czy może S?
A dyskusja nad estetyką jest potrzebna, chocby dlatego że “ożywia umysł i ciało” :P a i horyzonty poszerza (czasem :P ) i choć dalej w żadną “plastykę” czy to obiektywu czy FF nie uwierzę (chyba ze wyjdzie z krzaków i kopnie mnie w zadek) aż ktoś mi ją zmierzy i parametry poda, zawsze ciekaw jestem argumentów ludzi “wierzących” bo a nuż, widelec coś nowego usłyszę. Z drugiej strony muszę na wiarę brać doskonałość w/w przez Was Panowie sprzetu bo prawdopodobnie nijak empirycznie jej nie doświadczę, pozostając tym samym nieutulony w żalu pozdrawiam i dobranoc
Ps.Nikon nabył duszę z którym modelem? Ciekawość zdrożna spać nie daje

Member

A nie, tak to nie miałem, tzn. nikt nie próbował fotografować razem ze mną. Przeważnie pojawiają się mniej lub bardziej życzliwe pytania: “a dla kogo te zdjęcia?”, “a pan z jakiej gazety?” (czasem w wersji: “a pan z jakiej telewizji?”), “kto panu kazał tutaj fotografować?” itp. Bywa, że pytanie brzmi: “a co pan tu mierzy?” :)) ale miałem i tak, że mnie pewien pan niemal ciągnął za rękaw: “musi pan jeszcze to sfotografować, to trzeba pokazać i napiętnować”… :)

:)))))

Piotrze, to radzę Ci częściej oglądać się za siebie :))))) – to nie groźba! Broń Panie Boże! – ale jak doświadczyłem to wiele razy i myślę, że wielu innych focących również. Ostatni raz – Jastarnia AD 2009, końcówka lipca, port późnym popołudniem. Zważywszy, iż spotkało mnie to po raz któyś tam z rzędu, nie było to chyba spowodowane tym, że fociłem Hasselem :)

Nie zamierzam bronić Parra, jak pisałem wcześniej, daleko mi do zachwytu nad tym, co robi. Niemniej ani ja, ani, przy całym szacunku, Ty, nie decydujemy kto jest artystą, a Parr, nawet pomijając jego członkostwo w agencji Magnum, ma pewien dorobek, tak wystawienniczy, jak i jeśli chodzi o nagrody: http://www.martinparr.com

Na pewno nie nam to sądzić. A Parra i mnie łączy przynależność do agencji, tylko o czym to tak na prawdę świadczy? Że jesteśmy “wyrobnikami”, i fotografia nie jest tylko naszym hobby, ale również (stety/niestety) pracą.

Serio pytasz? Na spacer zabierasz Hassela? Na wakacyjny wyjazd? na imprezę sportową? Pomijam już kwestie cenowe, które czynią z Hassela aparat zdecydowanie nienormalny, ale przede wszystkim jego rozmiar go nie kwalifikuje do “normalnej” fotografii, jakkolwiek zdefiniujemy normalność.

Pytanie jak najbardziej serio, Piotrze. Z Góraszką nam nie poszło, ale może “kiedyś”, “gdzieś”, wyskoczymy razem na foty. Wezmę Hassela :)) Hassel 500CM, trzy obiektywy CZ synchro-compur, pryzmat ze światłomierzem, wężyk spustowy, zapas kilku filmów, osłona przeciwsłoneczna – wszystko to mieści się do niewielkiej torby Lowepro i waży bardzo niewiele. Hassela zabieram wszędzie, nawet dziś rano będę go miał przy sobie. Focę nim bardoz często, także na mieście. Wspaniały sprzęt do “sreet’u”, o landszaftach nie wspomnę, ale sport…, no chyba, że szachy :))) Tak, uwążam, zę jest to najnormalniejszy aparat, cudo techniki :)), wspaniały i… poręczny towarzysz moich fotograficznych przedsięwzięć :))) W dobie coraz mniejszych, coraz lżejszych pstrykadełek, nie strasz ludzi pisząc, zę jego rozmiar go dyskwalifikuje do normalnej fotografii :) Ale, cholerka, zabezpieczyłeś się przezornie pisząc “jakkolwiek zdefiniujemy normalność” :)))

Nie przesadzajmy z tym ciężarem, Dziś tylko każdy chce wszystko “light” i z górki. Piotrze, w pewnym wątku, pewien obiektyw AI-S wydał się komuś baaardzo ciężkim… Zrozumiem tylk dlatego, zę powiedziała to kobieta, ba, może nawet filigranowe dziewczę! Ale i faceci strasznie dziś zniewieścieli :)))

Quote:
Co do pożyczanie mojego D700 z całym majdanem – w życiu! :)))

Nie ma problemu, zadowolę się H3DII-50 :))

A to nie mój, to służbowy :)))) Sorry.

Member

jimix, rozumiem, że denerwują Cię ludzie pstrykający komórkami. Więc może zainteresuje Cię poniższy przykład:
W mojej dużej rodzinie w czasach analogowych każda osoba miała kompakt albo lustrzankę, głównie kompakty. Zaznaczam: nie “kompakt w każdym domu” tylko każda osoba miała aparat.
Dzisiaj (pomijając leżące w szafie aparaty analogowe) jest jedna tania lustrzanka cyfrowa, dwa kompakty cyfrowe i koniec! Oczywiście każda osoba ma komórkę ale tylko połowa z nich jest z aparatem, co zupełnie nie zmienia faktu, że nikt go nie używa, czyli nikt nie robi zdjęć komórką! Przypominam, że chodzi o moją rodzinę, być może niereprezentatywną. My po prostu uważamy, że lepiej nie robić zdjęć niż oglądać jakość z komórki.
A dlaczego wcześniej każdy miał aparat? To zapewne kwestia ceny. Wtedy dwie stówy kosztował analogowy kompakt, z którego zdjęcia były sto razy lepsze niż z dzisiejszego aparatu cyfrowego w tej samej cenie. A argumenty, że trzeba wydać co najmniej tysiąc lub dwa, albo pogodzić się z koszmarną jakością – są nie do przyjęcia.

Jak widać cała moja rodzina została okradziona przez technologię cyfrową z taniego dostępu do fotografii. Dlatego uważam, że 10 lat temu fotografia była dla każdego, a dzisiaj jest tylko dla bogatych.

Member

A formatu 16:9 nie używam. Tylko 3:2. Jeżeli potrzebuję format panoramiczny, to obcinam później albo robię dwa zdjęcia i potem sklejam. Ale wcale się nie upieram, że to dobra metoda. To chyba bardziej z przyzwyczajenia i może lenistwa ;)

Member

Haha… w końcu jakiś post na temat…

Osobiście też uważam, że fotografia cyfrowa narobiła trochę złego…

Sam, pamiętam dobrze ten dzień, jak byłem jeszcze małym dzieciaczkiem (2 klasa podstawówki) i z ogromnym entuzjazmem biegłem po SWÓJ PIERWSZY aparat (Yashica Clearlook FF). W dodatku kupiłem go za SWOJE (!) pieniądze. Wtedy kosztował ok 350 zł (kupiłem go w Jabloncu w Czechach)

Teraz jestem nieco starszy, mam większy budżet i co? I nic… kompakt posiadam tyle tylko, że jakość jest traaaagiczna. Kupiłem (no… mama go kupiła :D) za 500 zł. Żeby wyrównać cyfrą jakość nie wiem ile musiałbym wydać…

Niech mi ktoś powie, że dzięki postępowi technologicznemu jest nam łatwiej… Obniżyły się koszty produkcji to dlaczego ceny rosną?

Keymaster
jimix wrote:
Piotrze, to radzę Ci częściej oglądać się za siebie :))))) – to nie groźba! Broń Panie Boże! – ale jak doświadczyłem to wiele razy i myślę, że wielu innych focących również. Ostatni raz – Jastarnia AD 2009, końcówka lipca, port późnym popołudniem.

No jakoś nie mam takich problemów. Jakiś czas temu nad niedalekim stawkiem ćwiczyłem na startujących i lądujących kaczkach panoramowanie. Przechodziła akurat grupa pijaczków:
pijaczek: a mnie pan też sfotografuje?
ja: we wtorek fotografuję tylko ptaki.
pijaczek: a to ja mogę orła wywinąć!
:)

Quote:
Zważywszy, iż spotkało mnie to po raz któyś tam z rzędu, nie było to chyba spowodowane tym, że fociłem Hasselem :)

Jak nie Hasselem, to pewnie Nikonem :)

Quote:
może “kiedyś”, “gdzieś”, wyskoczymy razem na foty.

Nie przesadzajmy z tym ciężarem,

Ale i faceci strasznie dziś zniewieścieli

Wezmę ze sobą ochroniarza :)

Member
artur.sikora wrote:
jimix, rozumiem, że denerwują Cię ludzie pstrykający komórkami. Więc może zainteresuje Cię poniższy przykład:
W mojej dużej rodzinie w czasach analogowych każda osoba miała kompakt albo lustrzankę, głównie kompakty. Zaznaczam: nie “kompakt w każdym domu” tylko każda osoba miała aparat.
Dzisiaj (pomijając leżące w szafie aparaty analogowe) jest jedna tania lustrzanka cyfrowa, dwa kompakty cyfrowe i koniec! Oczywiście każda osoba ma komórkę ale tylko połowa z nich jest z aparatem, co zupełnie nie zmienia faktu, że nikt go nie używa, czyli nikt nie robi zdjęć komórką! Przypominam, że chodzi o moją rodzinę, być może niereprezentatywną. My po prostu uważamy, że lepiej nie robić zdjęć niż oglądać jakość z komórki.
A dlaczego wcześniej każdy miał aparat? To zapewne kwestia ceny. Wtedy dwie stówy kosztował analogowy kompakt, z którego zdjęcia były sto razy lepsze niż z dzisiejszego aparatu cyfrowego w tej samej cenie. A argumenty, że trzeba wydać co najmniej tysiąc lub dwa, albo pogodzić się z koszmarną jakością – są nie do przyjęcia.

Jak widać cała moja rodzina została okradziona przez technologię cyfrową z taniego dostępu do fotografii. Dlatego uważam, że 10 lat temu fotografia była dla każdego, a dzisiaj jest tylko dla bogatych.

Nie, nie denerwują mnie. No może niektórzy :) To znacznie większy temat. To, co mnie denerwuje, to dzisiejszy stosunek do fotografii – szybko, szybciej, więcej tych pikseli, więcej odszumiania, więcej efekciarstwa, dłuższe zoom’y, mniejsze wymiary, mniejsza waga, straganiarskie kolorki i takiż design, video w lustrzankach, na wspomninie którego jeszcze nie tak dawno wszyscy się krzywili i kręcili nosami – dziś dokładnie ci sami ludzie mają pretensje, że a to nie full HD, a to tylko 5 minut kręci etc. Powiem tak, choć znów nie na temat :)), ale to kwestja niemal filozoficzna, społeczna, psychologiczna i możnaby o tym bez końca dywagować, ale przecież kijem Wisły nie zawrócisz. Co nie znaczy, że muszę się na to godzić, tak wewnętrznie, sam przed sobą, ale też przed innymi na forum. Nie chcę być równocześnie takim don Kiszotem walczącym z wiatrakami, bo lubię technikę, a postęp musi być i jest, i to dobrze. Gadam jakbym miał 60-parę lat, a ludzie myślą, że gotów jestm życie oddać w obronie filmu – bo tak widzę, że niektózy tu rozumują. A nie o to mi chodzi. Jakkolwiek patetycznie i śmiesznie by to nie zabrzmiało, chodzi mi tylko o poszanowanie działalności ludzkiej, jaką jest fotografia, a owe poszanowanie najlepiej przejawiałoby się ciągłym rozwojem, poszerzaniem własnej wiedzy i wiedzy innych, a więć dzielenia się nią z innymi (za co chwała Piotrowi & Co.). To także próbowanie innych technik, poszerzanie horyzontów, doświadczeń i “smakowanie” innego, a nie tylko obrastanie w coraz to nowe programiki do obróbki komputerowej. To dlatego ze zniechęceniem patrzę na cyfrę, choć z drugiej strony bardzo ją cenię. Nie zrozumcie mnie źle – ja cyfrę bardzo lubię i jest ona bardzo istotnym narzędziem wyrazu i przekazu, a także mojej pracy. Jest nieocenioną pomoca w wielu dziedzinach mojej działalności, tak prywatnej jak i zawodowej. Ale analog ma ciągle wiele do poweidzenia, i w więszości “konkurencji” cyfrę nadal zostawia w tyle. Urokiem analoga jest również to, że jest bardzo wymagający, czasami o wiele trudniejszy, może być nieprzewidywalny, nie zobaczysz od razu efektu, nie poprawisz, bo nie wiesz tak na prawdę jak zdjęcie wyszło dopóki go nie zobaczysz na papierze. Ale jakże pięknym czsem jest to wyczekiwanie, to “zachodzenie w głowę” czy aby wszytko dobrze ustawiłem, policzyłem itd. Cały późniejszy proces, jakże już dziś nie osiągalny dla wielu niestety, tylko dopełnia całego tego”czaru”. Jest to prawdziwa przygoda z fotografią. Szczerze, sądzę, że cyfra zabiła w wielu myślenie, staranność i dążenie do perfekcji, bo przecież wszystko potem można jakoś poprawić. No niby można, ale czy tędy powinna wieść droga? Dobrze, tak myślę, przynajmniej od czasu do czasu, odkurzyć starego, poczciwego Zenita, czy Praktikę i rozruszać lustro :) Polecam każemu miłośnikowi cyfry, za którego sam się uważam, aby choć raz w roku zrobił ze trzy filmy – to na prawdę odświeża spojrzenie na fotografowanie. Żadnych live view, żadnych HDR’ów :)) Pozdrawiam.

Member

Ja przygodę z fotografią zacząłem (tak porządniej) dopiero w tym roku w połowie czerwca. Po miesiącu używania kompaktu, znalazłem na strychu (Dzięki Ci Boże za tę chwilę!) Smiene 8M. Stara maszyna, ledwo żywa i zakurzona po moim prowizorycznym czyszczeniu. Nie wiem nawet czy te zdjęcia wyjdą, ale samo to, że nie można tak łatwo wykasować tego co jest na kliszy i każde głupie pstryknięcie kosztuje uczy myślenia i zupełnie innego spojrzenia na świat.

Dlatego uważam, że każdy kto zaczyna przygodę z fotografią powinien zaczynać od analogów…

Sam się o tym przekonałem, Wy pewnie też, tyle tylko, że zaczynaliście w innych czasach…

Member

To proponuję Ci Jacu33 od razu poszukać dobrego fotolabu, który zdobi dobre odbitki i nie zniszczy kliszy. Proponuję poczytać tu https://www.dfv.pl/forum/viewtopic.php?pid=40101#p40101

Keymaster
jimix wrote:
To, co mnie denerwuje, to dzisiejszy stosunek do fotografii – szybko, szybciej, więcej tych pikseli, więcej odszumiania, więcej efekciarstwa, dłuższe zoom’y

Dlaczego denerwuje Cię, że ludzie się dają nabierać na bzdury? Na Twoją fotografię to nie wpływa, co najwyżej bardziej odstaje ponad tłum. Zamiast denerwować się, powinieneś im współczuć, że dają się nabierać na marketing. Im wmówiono, że 17. tryb tematyczny i 24-krotny zoom pozwoli robić lepsze zdjęcia.

Dziwi mnie, że nie denerwuje Cię to, co się dzieje z rynkiem fotografii. Tu jest dopiero tandeta, psucie rynku i blejakość. Pisałem o tym przy okazji polskiego Travelera, ostatnio przeglądnąłem Voyage’a i jakość zdjęć to jest zgroza. Otwieracz do tekstu do Katmandu ma może jakość na znaczek pocztowy, a jest z tego zrobiona rozkładówka. I to jest dopiero psucie fotografii, bo raz, że wbija się ludziom, że coś takiego jest ok, a dwa, że pewnie okrada się fotografa, kupując zdjęcie w niskiej rozdzielczości i drukując je w rozmiarze znacznie większym.
Wcale nie lepiej jest z albumami. To dopiero psuje i fotografię jako sztukę, i rynek, czym powinieneś być szczególnie zainteresowany.
Ja postanowiłem bojkotować wydawnictwa, które zamieszczają zdjęcia nieodpowiedniej jakości. Wszystko jedno czy na zdjęciu jest Delicate Arch, Kolumna Zygmunta czy Paris Hilton – ma być odpowiednia rozdzielczość i przygotowanie do druku albo nie płacę za to.

Quote:
video w lustrzankach, na wspomninie którego jeszcze nie tak dawno wszyscy się krzywili i kręcili nosami – dziś dokładnie ci sami ludzie mają pretensje, że a to nie full HD, a to tylko 5 minut kręci etc.

To jojczenie jest powszechne, ale że sam się przyznałeś i jesteś pod ręką… :) Możesz wyjaśnić, dlaczego irytuje Cię zbędna funkcja, która Ci nic nie zabiera, nic nie kosztuje i nie zmniejsza użyteczności sprzętu w normalnych zastosowaniach?

Quote:
Ale analog […] w więszości “konkurencji” cyfrę nadal zostawia w tyle.

Pozwolę sobie zachować sceptycyzm. Już parę lat temu mi wyszło przy okazji kopiowania negatywów, że 6 megapikseli w lustrzance to aż nadto dla amatorskiego negatywu i slajdu – po prostu trafia się na granicę ziarna jak grochy i większa rozdzielczość cyfry nie daje żadnej dodatkowej szczegółowości, a tylko zwiększa ziarno.
A z drugiej strony – przeglądam sobie świeżutkie “Architectural Photography” Normana McGratha. Facet robi i cyfrowym małym obrazkiem i średnim formatem (cyfrowym i analogowym), i analogowym wielkim formatem. No jakoś od razu i bez pudła identyfikuję zdjęcia, które były zrobione analogiem. Wyglądają gorzej. I nie jest to jedyny przypadek i jedyny album. Nie wiem, może analog się gorzej reprodukuje, drukuje, może są straty przy jego digitalizacji dla potrzeb wydruku. Whatever. Fotografia to obrazy – na ekranie lub papierze. W dużych albumach obrazki z analoga, nawet dużego formatu, wyglądają gorzej. Kropka.

Quote:
Ale jakże pięknym czsem jest to wyczekiwanie, to “zachodzenie w głowę” czy aby wszytko dobrze ustawiłem, policzyłem itd.

Co kto woli. Dla mnie celem jest efekt, nie proces sam w sobie.

Quote:
Szczerze, sądzę, że cyfra zabiła w wielu myślenie, staranność i dążenie do perfekcji

Cyfra niczego nie zabiła i w niczym nie przeszkadza. Jak ktoś chce myśleć, to myśli. Jak ktoś chce się uczyć, to z cyfrą nauczy się szybciej, bo od razu ma informację zwrotną.

Quote:
bo przecież wszystko potem można jakoś poprawić. No niby można, ale czy tędy powinna wieść droga?

No wiesz, nie podejrzewałbym Cię o takie herezje. Błąd zrobiony w plenerze nie da się cofnąć w obróbce. Da się tylko maskować. Nigdy nie uzyskasz optymalnego efektu jeśli na dowolnym etapie workflowu popełnisz błąd. Nie piszę tego do Ciebie, bo to świetnie wiesz, tylko do czytelników wątku, którzy mogliby jeszcze w to uwierzyć.

Quote:
żadnych HDR’ów :))

Te, co masz do Ansela, co?! ;)

Member
Piotr wrote:
Dlaczego denerwuje Cię, że ludzie się dają nabierać na bzdury? Na Twoją fotografię to nie wpływa, co najwyżej bardziej odstaje ponad tłum. Zamiast denerwować się, powinieneś im współczuć, że dają się nabierać na marketing. Im wmówiono, że 17. tryb tematyczny i 24-krotny zoom pozwoli robić lepsze zdjęcia.

Na moje focenie to nie wpływa, ale jak już pisałem, to szeroki temat. Denerwuje mnie ogólne zgłupienie, zaniżanie wymagań i tandeciarstwo, obecne także w fotografii. Największą kasę robiło się zawsze na masach, na nieświadomości i niewiedzy, bo tylko tak można ludziom wciskać kit, a oni to kupią i nie dość, że niczego nie zauważą, to jeszcze będą się cieszyć.

Quote:
To jojczenie jest powszechne, ale że sam się przyznałeś i jesteś pod ręką… :) Możesz wyjaśnić, dlaczego irytuje Cię zbędna funkcja, która Ci nic nie zabiera, nic nie kosztuje i nie zmniejsza użyteczności sprzętu w normalnych zastosowaniach?

Czy nic nie kosztuje, to nie zgodziłbym się, bo na 100% płacę za ten gadżet, równie moim zdaniem użyteczny i potrzebny, co funkcja czyszcenie sensora którą można rozbić o kant wiadomo czego. Ja tam nie wyznaję zasady, że od przybytku głowa nie boli. Uważam po prostu, że lustrznka jest do robienia zdjęć, a do kręcenia video jest inne urządzenie. Zatem nie trafia do mnie argument, że oto ma się mniej sprzętu do noszenia, bo ma się dwa w jednym. Co kto lubi – to jest sprzęt dla kogoś, kto faktycznie, szczególnie przy użyciu FF chce mieć plastykę obrazu nieosiągalną tradycyjnym sprzetem video, czy nawet filmowym. Trochę irytuje mnie wpychanie w korpusy coraz to nowych funkcji, które fotografowi są, moim zdaniem, średnio przydatne, pod szyldem zwiąkszonych możłiwości kreacyjnych. Jeżeli potrzebuję narzędzia tylko do cięcia, biorę dobry nóż, nie multitool. Niedługo aparaty będą miały większy ekran, system Windows, potem może jeszcze zaczną z siebie wypluwac miniaturowe zdjęcia, choć w przyapdku pro luster, mogłyby to być nawet pocztówki :)) Pytanie tylko, po co to wszystko? Ale to ja, to moja opinia, może zwyczajnie jestem zwolennikiem systemu, że do każdej pracy powinno się mieć odpowiednie narzędzie. A, że tych narzędzi robi się w pewnym momencie dużo… – trudno. ALe, jak mówie, to moje zdanie.

Quote:
Pozwolę sobie zachować sceptycyzm. Już parę lat temu mi wyszło przy okazji kopiowania negatywów, że 6 megapikseli w lustrzance to aż nadto dla amatorskiego negatywu i slajdu – po prostu trafia się na granicę ziarna jak grochy i większa rozdzielczość cyfry nie daje żadnej dodatkowej szczegółowości, a tylko zwiększa ziarno.
A z drugiej strony – przeglądam sobie świeżutkie “Architectural Photography” Normana McGratha. Facet robi i cyfrowym małym obrazkiem i średnim formatem (cyfrowym i analogowym), i analogowym wielkim formatem. No jakoś od razu i bez pudła identyfikuję zdjęcia, które były zrobione analogiem. Wyglądają gorzej. I nie jest to jedyny przypadek i jedyny album. Nie wiem, może analog się gorzej reprodukuje, drukuje, może są straty przy jego digitalizacji dla potrzeb wydruku. Whatever. Fotografia to obrazy – na ekranie lub papierze. W dużych albumach obrazki z analoga, nawet dużego formatu, wyglądają gorzej. Kropka.

6 Mpix w lustrze to faktycznie, dla zastosowan amatorskich, tak. Straty przy digitalizacji analoga – i piszę to opierając sie na własnym doświadczeniu, bo robię to, ostatnio szczególnie, bardzo często – dotyczą raczej przenoszenia wszystkich tonów przez skaner. Porownujac dwie odbitki – jedną zrobioną w ciemni, drugą na maszynie w labie, to ta zrobiona w ciemni ma lepsze gradacje, wiecej szczegolow w swiatlach i cieniach, ale moze sie zdarzyc, i zdarza sie, ze to co wyjedzie z maszyny ma większa szcegolowosc… Zas z ostatnim zdaniem, tak definitywnym, nie zgadzam sie. Mam wiele albumow, chociazby przyrodniczych, w których zamieszczone zdjecia powstaly w czsach analogowych i wygladaja wysmienicie. Ale to moze byc po pierwsze subiektywne wrazenie, a po drugie lepszy lub gorszy druk i tyle.

Quote:
Co kto woli. Dla mnie celem jest efekt, nie proces sam w sobie.

To trochę tak jakby powiedzieć, ze wazne jest uczucie sytosci, zas samo smakowanie, rozkoszowanie sie jedzeniem, nie :)) Dla mnie sam proces jest rownie wazny, choc nie zatracam sie w nim bez reszty, nie “smakuję” bez opamietania, bo efekt jaki chcę uzyskać mam cały czas przed oczami :)

Quote:
Cyfra niczego nie zabiła i w niczym nie przeszkadza. Jak ktoś chce myśleć, to myśli. Jak ktoś chce się uczyć, to z cyfrą nauczy się szybciej, bo od razu ma informację zwrotną.

Tak, ale sama świadomość, że jak się coś zepsuje, to dosłownie za chwilę można poprawić, ma dla mnie walor stricte edukacyjny i tę zaletę, że przyspiesza proces akwizycji poprawnego obrazu. No ale to tak: robie, zdjecie, nie wyszlo, zmieniam szybciutko parametry, robie ponownie, jest OK, ide dalej. Mam nadzieje tylko, ze pomiedzy “nie wyszlo”, a “wyszlo”, ludzik sie zastanowi, dlaczego wczesniej bylo zle, a potem dobrze.

Quote:
No wiesz, nie podejrzewałbym Cię o takie herezje. Błąd zrobiony w plenerze nie da się cofnąć w obróbce. Da się tylko maskować. Nigdy nie uzyskasz optymalnego efektu jeśli na dowolnym etapie workflowu popełnisz błąd. Nie piszę tego do Ciebie, bo to świetnie wiesz, tylko do czytelników wątku, którzy mogliby jeszcze w to uwierzyć.

Miałem na myśli, ze da sie poprawic, w sprzyjających warunkach oczywiście, zaraz po zrobieniu zdjecia, nazwijmy to “z błędem” :), czyli robię, jest źle, to robię jeszcze raz.

Quote:
Te, co masz do Ansela, co?! ;)

A do tego Pana nic, dlaczego miałbym coś mieć? :)))

Member
jimix wrote:
Quote:
Cyfra niczego nie zabiła i w niczym nie przeszkadza. Jak ktoś chce myśleć, to myśli. Jak ktoś chce się uczyć, to z cyfrą nauczy się szybciej, bo od razu ma informację zwrotną.

Tak, ale sama świadomość, że jak się coś zepsuje, to dosłownie za chwilę można poprawić, ma dla mnie walor stricte edukacyjny i tę zaletę, że przyspiesza proces akwizycji poprawnego obrazu. No ale to tak: robie, zdjecie, nie wyszlo, zmieniam szybciutko parametry, robie ponownie, jest OK, ide dalej. Mam nadzieje tylko, ze pomiedzy “nie wyszlo”, a “wyszlo”, ludzik sie zastanowi, dlaczego wczesniej bylo zle, a potem dobrze.

Pewnie obawiasz się, że jak tak dalej pójdzie, to aparaty całkiem wyręczą człowieka z myślenia. Będą takie szybkie, że jak człowiek naciśnie spust, to zrobią od razu sto zdjęć z różnymi ustawieniami naświetlania i ostrości, a nawet filtrami, a człowiek sobie tylko potem bezmyślnie wybierze to, które mu się najbardziej podoba. Apokalipsa umysłu ;)

Member

Masz rację jimix, że tandeciarstwo wchodzi do fotografii. Ale przecież weszło już w nasze życie w innych dziedzinach. Więc i fotografia się mu nie oprze, niestety. Czy zastanawiałeś się dlaczego firmy produkują aparaty fotograficzne (jakie by nie były profesjonalne, czy amatorskie)?
Mnie się wydaje, że nie do robienia zdjęć, tylko po to, żeby je sprzedać i mieć zysk. Dlatego muszą zachęcić ludzi do kupienia (często otumanić reklamą). Takie mamy czasy i nasze narzekanie nic nie zmieni.
Mnie też się takie podejście firm nie podoba, i mój “krzyk rozpaczy” nic nie daje i nic nie zmienia.
Life is life (w “bardzo wolnym przełożeniu” Life is brutal and full of zasadzkas)

Keymaster
jimix wrote:
Denerwuje mnie ogólne zgłupienie, zaniżanie wymagań i tandeciarstwo, obecne także w fotografii.

Digitalizacja i internet nic tutaj IMO nie zmieniły. Internet wprowadził jedynie łatwość szerokiej prezentacji, co może sprawiać wrażenie wzrostu ilościowego, ale nie sądzę, żeby to było prawdziwe wrażenie :) Z drugiej jednak strony widzi się naprawdę mnóstwo świetnych zdjęć.
I tym bardziej nie rozumiem, jak to jest, że za dolca na byle istocku można kupić świetne technicznie, dobrze oświetlone zdjęcia, z udziałem modeli, a w mediach i albumach widać taką nędzę techniczną.

Quote:
Czy nic nie kosztuje, to nie zgodziłbym się, bo na 100% płacę za ten gadżet

Za filmowanie? Płacisz za Liveview i całą technologię potrzebną do tego, żeby strumień danych z matrycy zrzucić na LCD. Przerzucenie tego dalej na kartę pamięci to już myk software’owy, który po rozłożeniu na ilość wyprodukowanych egzemplarzy kosztuje zero. A może nawet jeszcze lepiej, bo jeśli aparat z funkcją kręcenia filmów sprzedaje się lepiej niż aparat bez tej funkcji, to de facto filmy Ci finansują opracowanie bardziej dla Ciebie użytecznych technologii.

Quote:
równie moim zdaniem użyteczny i potrzebny, co funkcja czyszcenie sensora którą można rozbić o kant wiadomo czego.

U mnie działa :) Nie tak, żeby nie trzeba było w ogóle czyścić, ale przynajmniej czyścić trzeba znacznie rzadziej.

Quote:
Trochę irytuje mnie wpychanie w korpusy coraz to nowych funkcji, które fotografowi są, moim zdaniem, średnio przydatne, pod szyldem zwiąkszonych możłiwości kreacyjnych.

A mnie irytuje, że aparat cyfrowy to na dobrą sprawę nadal aparat analogowy, tylko z matrycą zamiast filmu. Niewielu producentów zauważa, że to trochę inne narzędzie i trzeba by je dostosować do nowych możliwości, Pentax chlubnym wyjątkiem. Na razie jesteśmy na etapie wozu konnego, od którego odczepiono konia i doczepiono silnik.

Quote:
Niedługo aparaty będą miały większy ekran, system Windows, potem może jeszcze zaczną z siebie wypluwac miniaturowe zdjęcia, choć w przyapdku pro luster, mogłyby to być nawet pocztówki :)) Pytanie tylko, po co to wszystko?

Znaczy – polaroid? :)) To dobry przykład, choć pewnie nie w tym kierunku chciałeś iść :))
To ja przypomnę, że w czasach analogowych tylko amator się męczył z ustawieniami świateł, pstrykał, czekał trzy dni na odbitki, a później klnąc usiłował dojść, co zrobił nie tak. Zawodowiec w tej sytuacji po ustawieniu świateł wyciągał polaroida, szybko sprawdzał, czy wszystko ok, a dopiero wtedy sięgał po Hassela :)) Szybka informacja zwrotna była dostępna w czasach analogowych, tylko kosztowała trochę. Cyfra jest egalitarna i demokratyczna. Wielki wyrównywacz szans :)

Quote:
Zas z ostatnim zdaniem, tak definitywnym, nie zgadzam sie. Mam wiele albumow, chociazby przyrodniczych, w których zamieszczone zdjecia powstaly w czsach analogowych i wygladaja wysmienicie.

Ja nie twierdzę, że wyglądają źle, tylko że zestawione na sąsiednich stronach z pracami tego samego autora zrobionymi techniką cyfrową wyglądają gorzej pod względem technicznym. Niekoniecznie ma to wpływ na odbiór estetyczny, bo np. albumy Galena Rowella są świetne, mimo że tam czasem ziarno jak groch, a szczegółowości wyraźnie brakuje.

Quote:
To trochę tak jakby powiedzieć, ze wazne jest uczucie sytosci, zas samo smakowanie, rozkoszowanie sie jedzeniem, nie :)) Dla mnie sam proces jest rownie wazny, choc nie zatracam sie w nim bez reszty, nie “smakuję” bez opamietania, bo efekt jaki chcę uzyskać mam cały czas przed oczami :)

Lepsza analogia – gotowanie dla gotowania, a później to ugotowane coś wywalić do kubła, czy jednak dlatego, żeby na końcu dostać potrawę smaczną, estetyczną i strawną? :) Owszem, doceniam turystyczny aspekt fotografii krajobrazowej. Mniej doceniam gimnastyczny aspekt makrofotografii :))

Quote:
Quote:
Te, co masz do Ansela, co?! ;)

A do tego Pana nic, dlaczego miałbym coś mieć? :)))

On jakby te, analogowe HDR-y robił… :)

Keymaster

To jeszcze a propos nieprzydatności wideo w lustrzance:
http://vimeo.com/1531870
(koniecznie z dźwiękiem)
:)

Member

Hahaha… xD genialne… muszę zacząć fotografować ludzi…

Member
Quote:
Za filmowanie? Płacisz za Liveview i całą technologię potrzebną do tego, żeby strumień danych z matrycy zrzucić na LCD. Przerzucenie tego dalej na kartę pamięci to już myk software’owy, który po rozłożeniu na ilość wyprodukowanych egzemplarzy kosztuje zero. A może nawet jeszcze lepiej, bo jeśli aparat z funkcją kręcenia filmów sprzedaje się lepiej niż aparat bez tej funkcji, to de facto filmy Ci finansują opracowanie bardziej dla Ciebie użytecznych technologii.

Nie kupuję tego, sorry. Na wszystkim się zarabia i nic nie ma za darmo. Pomijam już fakt, że cała machina nagłaśniająca fakt posiadania przez dany model funkcji krecenia video jest obliczona tylko na wperswadowanie potencjalnym nabywcom, ze warto za te funkcje zaplacic extra.

Quote:
U mnie działa :) Nie tak, żeby nie trzeba było w ogóle czyścić, ale przynajmniej czyścić trzeba znacznie rzadziej.

Takie “działanie” to i ja mam, tylko dziwne, że mniej więcej raz w miesiącu w ruch idą szpatułki i Eclipse. Gadżet i tyle. Następne extra pieniądze w rachunku za kamerę.

Quote:
A mnie irytuje, że aparat cyfrowy to na dobrą sprawę nadal aparat analogowy, tylko z matrycą zamiast filmu. Niewielu producentów zauważa, że to trochę inne narzędzie i trzeba by je dostosować do nowych możliwości, Pentax chlubnym wyjątkiem. Na razie jesteśmy na etapie wozu konnego, od którego odczepiono konia i doczepiono silnik.

Piękne porównanie :) No to powiedz mi, drogi Piotrze, co chciałbyś zobaczyć w swoim wymarzonym cyfrowym lusterku, takim, powiedzmy, Canonie 3D :)) – oprócz ruchomego ekranu, filmów, GPS’u , czyszczenia matrycy i innych tego typy “niezbędników” :)))

Quote:
Znaczy – polaroid? :)) To dobry przykład, choć pewnie nie w tym kierunku chciałeś iść :))
To ja przypomnę, że w czasach analogowych tylko amator się męczył z ustawieniami świateł, pstrykał, czekał trzy dni na odbitki, a później klnąc usiłował dojść, co zrobił nie tak. Zawodowiec w tej sytuacji po ustawieniu świateł wyciągał polaroida, szybko sprawdzał, czy wszystko ok, a dopiero wtedy sięgał po Hassela :)) Szybka informacja zwrotna była dostępna w czasach analogowych, tylko kosztowała trochę. Cyfra jest egalitarna i demokratyczna. Wielki wyrównywacz szans :)

Tak, wiem. Tak pracowałem swego czsu w studio w Łomiankach. Normalka. Przed pstryknięciem wielkoformatowym, wkłądało się polaroida by szybko ocenic światło, rozkład głębi i ogólnie mieć obraz tego, co miało być sprzedane. La digital egalite! :)))

Quote:
Owszem, doceniam turystyczny aspekt fotografii krajobrazowej. Mniej doceniam gimnastyczny aspekt makrofotografii :))

Uuuu, panie, cienko. Oj cienko! Brzuszek za duży, czy kreska już tak nie elastyczna? :)))

Quote:
On jakby te, analogowe HDR-y robił… :)

Wiem Piotruś, wiem :)) I facio nie miał Photoshopa. Można by dumać, co by było, gdyby miał :))

Piotrze, video fantastyczne, na prawdę, z żoną dobrze się bawiliśmy oglądając je, dzięki! Mam już nową nazwę na lustrzanke z funkcją nagrywania video – SPORK!

Na marginesie dodam, że do wtorku nie będę mógł uczestniczyć w tej debacie nt. fromatu 16;9 :)))), bo jadę focić w Tatry. I żeby nie było, że jestem złośliwy. Zabieram D3 ale tylko z jednym szkłem (aż sam nie moge w to uwierzyć, biorę tylko 14-24mm) Wziąłbym Hassela, ale zamówione slajdy nie doszły na czas :P Aha, spodziewam się owocnej dyskusji w rzeczonym wątku po moim powrocie z górskeij wyprawy, na której zamierzam rozkoszować się tak efektami focenia, jak i samym procesem :))) Cheerio!

Keymaster
jimix wrote:
Nie kupuję tego, sorry. Na wszystkim się zarabia i nic nie ma za darmo.

No, to chyba oczywiste, że na każdym produkcie trzeba zarobić, a każda dodana funkcja ma pomóc w sprzedaży. Tu się nic nie zmieniło od wynalezienia pieniądza.
Natomiast dalej nie wiem, dlaczego wideo ma przeszkadzać robić zdjęcia. A z pewnością nie zmniejsza funkcjonalności aparatu ani bezpośrednio, bo niczego nie zabiera, ani pośrednio, bo jej zaimplementowanie pochłonęło niewiele czasu zespołowi badawczo-rozwojowemu.

Quote:
Pomijam już fakt, że cała machina nagłaśniająca fakt posiadania przez dany model funkcji krecenia video jest obliczona tylko na wperswadowanie potencjalnym nabywcom, ze warto za te funkcje zaplacic extra.

Tu również bez zmian. Zawsze się reklamuje produkt jako niezbędny do życia. Wbrew jednak tezom, jakoby ludziom dało się wcisnąć wszystko, nie da się wykreować potrzeb nieistniejących. Jeśli na funkcję nie ma zapotrzebowania, to produkt się nie sprzeda niezależnie od nakładów reklamowych.

Quote:
Takie “działanie” to i ja mam, tylko dziwne, że mniej więcej raz w miesiącu w ruch idą szpatułki i Eclipse. Gadżet i tyle. Następne extra pieniądze w rachunku za kamerę.

Co miesiąc? Jesteś nadwornym fotografem w cementowni? :)

Quote:
No to powiedz mi, drogi Piotrze, co chciałbyś zobaczyć w swoim wymarzonym cyfrowym lusterku, takim, powiedzmy, Canonie 3D :)) – oprócz ruchomego ekranu, filmów, GPS’u , czyszczenia matrycy i innych tego typy “niezbędników” :)))

Akurat GPS do mnie nie trafia, jakoś nigdy nie miałem problemu z identyfikacją miejsca, gdzie zrobiłem zdjęcie. Bez ruchomego LCD też przeżyję, jeśli jest LV i LCD o dobrej widoczności przy ostrych kątach widzenia. Natomiast tylko Pentax zauważył, że teraz mamy trzy w pełni regulowalne elementy wpływające na ekspozycję: oprócz przysłony i czasu, także ISO. Wyciągnął z tego wnioski, ale nie poszedł do końca i nie wprowadził trzeciego kółka. Inne analogowe niemożliwości, a cyfrowe oczywistości to programowalny światłomierz z regulowanym procentem prześwietleń, dbający o dociągnięcie ekspozycji zawsze do prawej (z uwzględnieniem oczywiście kanałów RGB), bracketing ostrości od wyznaczonego punktu po horyzont, wspomaganie HDR-u automatyczne ustalający przedział ekspozycji od najjaśniejszego do najciemniejszego miejsca w kadrze i wykonujący potrzebną do tego serię z zadanym skokiem EV. To tyle na początek :)

Quote:
Uuuu, panie, cienko. Oj cienko! Brzuszek za duży, czy kreska już tak nie elastyczna? :)))

Gubię się w wysokiej trawie :P

Quote:
Na marginesie dodam, że do wtorku nie będę mógł uczestniczyć w tej debacie nt. fromatu 16;9 :)))), bo jadę focić w Tatry.

Dobrego światła!

Quote:
Zabieram D3 ale tylko z jednym szkłem (aż sam nie moge w to uwierzyć, biorę tylko 14-24mm)

Czemu tylko jeden? Coś z kondycją nie tak? :) Ale statyw oczywiście bierzesz?

Member
Piotr wrote:
jimix wrote:
No to powiedz mi, drogi Piotrze, co chciałbyś zobaczyć w swoim wymarzonym cyfrowym lusterku, takim, powiedzmy, Canonie 3D :)) – oprócz ruchomego ekranu, filmów, GPS’u , czyszczenia matrycy i innych tego typy “niezbędników” :)))

Akurat GPS do mnie nie trafia, jakoś nigdy nie miałem problemu z identyfikacją miejsca, gdzie zrobiłem zdjęcie. Bez ruchomego LCD też przeżyję, jeśli jest LV i LCD o dobrej widoczności przy ostrych kątach widzenia. Natomiast tylko Pentax zauważył, że teraz mamy trzy w pełni regulowalne elementy wpływające na ekspozycję: oprócz przysłony i czasu, także ISO. Wyciągnął z tego wnioski, ale nie poszedł do końca i nie wprowadził trzeciego kółka. Inne analogowe niemożliwości, a cyfrowe oczywistości to programowalny światłomierz z regulowanym procentem prześwietleń, dbający o dociągnięcie ekspozycji zawsze do prawej (z uwzględnieniem oczywiście kanałów RGB), bracketing ostrości od wyznaczonego punktu po horyzont, wspomaganie HDR-u automatyczne ustalający przedział ekspozycji od najjaśniejszego do najciemniejszego miejsca w kadrze i wykonujący potrzebną do tego serię z zadanym skokiem EV. To tyle na początek :)

To może trzeba by wrócić do pomysłu Minolty z modelu 7000i, gdzie wprowadzono możliwość indywidualnej konfiguracji aparatu.

Member
Piotr wrote:
Natomiast dalej nie wiem, dlaczego wideo ma przeszkadzać robić zdjęcia. A z pewnością nie zmniejsza funkcjonalności aparatu ani bezpośrednio, bo niczego nie zabiera, ani pośrednio, bo jej zaimplementowanie pochłonęło niewiele czasu zespołowi badawczo-rozwojowemu.

Niezupełnie. Na przykład w GH1 zespół badawczo-rozwojowy bardzo się namęczył nad dostosowaniem nowego obiektywu do potrzeb filmowania. Przez to (i pewnie przez kilka innych specjalnych filmowych dodatków) aparat jest koszmarnie drogi. Zatem mnie na niego nie stać, co bardzo przeszkadza mi robić nim zdjęcia ;) Dla mnie ten aparat jest wart 3 tysiące, może 3 i pół, a to całe filmowanie mogą sobie wsadzić, bo jest mi niepotrzebne…

Keymaster
mafo wrote:
To może trzeba by wrócić do pomysłu Minolty z modelu 7000i, gdzie wprowadzono możliwość indywidualnej konfiguracji aparatu.

To w zasadzie jest – im wyższy model, tym większa możliwość indywidualnych ustawień. W profesjonalnych Canonach i Nikonach można sobie ustawić, czy kręcenie kółkiem w lewo zmniejsza czy zwiększa wartości :) Oczywiście, nadal przydałaby się tu większa swoboda (w 50D mogę np. ustawić sobie Picture Style pod dwoma przyciskami, ale wstępnego podnoszenia lustra nie podepnę pod żaden).
Nie chodzi tylko o samo programowanie przycisków, ale o w ogóle programowanie aparatu. Albo producent przygotuje odpowiednie sekwencje (takie jak np. seria do HDR-a) albo niech umożliwi programowanie za pomocą języka skryptowego i przypisywanie własnych funkcji pod przyciski. W sytuacji, gdy dzisiaj aparat fotograficzny to komputer z aparatem fotograficznym trzymanie się funkcjonalności dostępnej w czasach analogowych jest właśnie jak traktowanie samochodu jako wozu konnego z silnikiem zamiast konia.

Keymaster
artur.sikora wrote:
Niezupełnie. Na przykład w GH1 zespół badawczo-rozwojowy bardzo się namęczył nad dostosowaniem nowego obiektywu do potrzeb filmowania. Przez to (i pewnie przez kilka innych specjalnych filmowych dodatków) aparat jest koszmarnie drogi.

To jest szczególny przypadek, bo w lustrzankach po wprowadzeniu LV z głównej matrycy (co zostało zrobione z niefilmowych powodów) i wprowadzeniu obsługi szybkich kart pamięci (też z niefilmowych powodów) rejestracja obrazu ciągłego wymagała tylko zmian w firmwarze. Do tej pory konstrukcja żadnej lustrzanki ani obiektywu nie była w jakiś istotny sposób optymalizowana pod kątem filmów (wrzucenie dodatkowego przycisku do filmów na obudowę 7D nie uznaję za istotną zmianę).
Zresztą wcale nie jestem przekonany, że cena GH1 jest wynikiem rzeczywistych kosztów, a nie “narzutu za luksus”. Inne m4/3, choć tańsze, też są absurdalnie drogie w stosunku do oferowanej funkcjonalności.

Member
Piotr wrote:
Zresztą wcale nie jestem przekonany, że cena GH1 jest wynikiem rzeczywistych kosztów, a nie “narzutu za luksus”. Inne m4/3, choć tańsze, też są absurdalnie drogie w stosunku do oferowanej funkcjonalności.

A co jest tym luksusem?
Nowy G1 można kupić na allegro za 1849 zł. Mogli zrobić od razu G2, czyli GH1 bez filmów. Za zestaw z dwoma obiektywami: 14-70 i 70-300 dałbym 4 tysiące…

Keymaster
artur.sikora wrote:
A co jest tym luksusem?

W GH1? Filmowanie – najlepsza mała kamera na rynku :) Panasonic pewnie broni sprzedaży swoich kamer wideo.
W m4/3? Pokrętne założenie, że kompakt z matrycą lustrzanki APS-C jest na tyle atrakcyjny, że ludzie tłumnie rzucą się do kupowania nawet wówczas, gdy taki kompakt APS-C będzie droższy niż lustrzanka o podobnej (a czasem większej) funkcjonalności.
Nie każ mi znajdować racjonalności w strategii wprowadzania m4/3 na rynek :)

Member
Piotr wrote:
Nie każ mi znajdować racjonalności w strategii wprowadzania m4/3 na rynek :)

Ja widziałem w tym systemie wielką szansę na pozbycie się wszystkich wad FZ50. A oni zamiast tego wyprodukowali małe gówienko z bajerami do filmowania… Przecież to się w ręku nie mieści! Gdyby zrobili na m4/3 aparat wielkości FZ50 – kupiłbym go bez wahania – nawet na kredyt!

Keymaster

Potrzebujesz dużego aparatu? No to raczej w ogóle nic z okolicy m4/3, bo tam w ogóle jest idea, żeby wszystko było małe.

Member
Piotr wrote:
Potrzebujesz dużego aparatu? No to raczej w ogóle nic z okolicy m4/3, bo tam w ogóle jest idea, żeby wszystko było małe.

Właśnie nie mogę im tego darować! A FZ50 ma wymiary idealne!

Keymaster

A bardzo się różnią od wymiarów którejś z lustrzanek?

Member
Piotr wrote:
A bardzo się różnią od wymiarów którejś z lustrzanek?

Lustrzanki na razie nie mają wizjera i ekranu od GH1 ;)

Keymaster

Jesteś pewien, że elektroniczny wizjer jest Twoim marzeniem?

Member

Moim marzeniem jest mieć jeden i drugi z możliwością przełączania ;)

Member

W EVF mam podgląd symulacji, jak będzie wyglądało zdjęcie przy uwzględnieniu czasu i przysłony. Mogę na bieżąco korygować oba parametry i nacisnąć spust dopiero, gdy efekt mi odpowiada. Moim zdaniem to bardzo kreatywne i lepsze od robienia stu zdjęć na różnych parametrach, a potem ich oglądania…

Ale prawdziwy wizjer też ma wiele zalet. Zwłaszcza taki, jak ma Pentax K-7…

Idźmy dalej!
Nawiązując do Twojego ulubionego porównania: standardowy wizjer to jest wóz konny z doczepionym silnikiem samochodowym, a EVF to jest motorynka. Do prawdziwego samochodu im jeszcze daleko, ale może kiedyś nowoczesne elektroniczne wizjery będą pokazywać cuda :)

Keymaster
artur.sikora wrote:
W EVF mam podgląd symulacji, jak będzie wyglądało zdjęcie przy uwzględnieniu czasu i przysłony. Mogę na bieżąco korygować oba parametry i nacisnąć spust dopiero, gdy efekt mi odpowiada. Moim zdaniem to bardzo kreatywne i lepsze od robienia stu zdjęć na różnych parametrach, a potem ich oglądania…

Bez obrazy, ale to jest marzenie początkującego. Po pewnym czasie bez wyciągania aparatu z torby będziesz widział, co się zmieści w rozpiętości tonalnej, a przy której scenie będą problemy. Za to stała i zawsze realizowana symulacja ekspozycji utrudnia kadrowanie – jak trafisz na kontrastową scenę i cienie staną się w wizjerze czarne, to nie widzisz co masz w ciemnych obszarach. Musisz się nakombinować – przesuwając ekspozycję – żeby zobaczyć co masz w cieniach i co z tego warto wyciąć przy kadrowaniu. Już nie wspominam, że LCD mają bezwładność, co jest nieco irytujące jak kadrujesz i prowadzisz ruchomy obiekt w kadrze, ani że przy słabym świetle szybciej tracą użyteczność niż wizjery optyczne.

Quote:
Nawiązując do Twojego ulubionego porównania: standardowy wizjer to jest wóz konny z doczepionym silnikiem samochodowym, a EVF to jest motorynka. Do prawdziwego samochodu im jeszcze daleko, ale może kiedyś nowoczesne elektroniczne wizjery będą pokazywać cuda :)

:)

Member
Piotr wrote:
Bez obrazy, ale to jest marzenie początkującego.

To jest marzenie o nowoczesnym samochodzie. Naprawdę, wóz jest dobry, ale samochód będzie jeszcze lepszy :)

Member
Piotr wrote:
Quote:
Nawiązując do Twojego ulubionego porównania: standardowy wizjer to jest wóz konny z doczepionym silnikiem samochodowym, a EVF to jest motorynka. Do prawdziwego samochodu im jeszcze daleko, ale może kiedyś nowoczesne elektroniczne wizjery będą pokazywać cuda :)

:)

Tak, standardowy wizjer to jest ta część aparatu cyfrowego, która jest za mało cyfrowa, bo pochodzi od analoga.
Kto mieczem wojuje…

Keymaster

Ja się wcale nie upieram, że wizjer optyczny zawsze i po wsze czasy musi być optyczny, tylko na razie wizjer elektroniczny ma więcej wad niż zalet. Jeśli zostanie stworzony wizjer elektroniczny równie szybki co optyczny, równie dobrze lub lepiej sprawdzający się w słabym świetle, to chętnie zrezygnuję z optycznego. Kwestia rezygnacji z symulacji ekspozycji też pozostaje w mocy. Na razie zmiana wizjera optycznego na elektroniczny to downgrade, nie upgrade.

Member

Podsumuję swoje zdanie: zarówno zwykły wizjer, jak i EVF mają swoje wady i zalety. Chcę mieć możliwość korzystania z obu rozwiązań, kiedy zechcę.

Member
Piotr wrote:
Na razie zmiana wizjera optycznego na elektroniczny to downgrade, nie upgrade.

Dla Ciebie downgrade, bo korzystasz z wizjera. Zauważ, że ja jestem w innej sytuacji, bo od kilku lat korzystam z EVF. W tej sytuacji dla mnie może być tylko lepiej :) nawet jeśli kupię aparat z EVF…

Keymaster
artur.sikora wrote:
Dla Ciebie downgrade, bo korzystasz z wizjera. Zauważ, że ja jestem w innej sytuacji, bo od kilku lat korzystam z EVF. W tej sytuacji dla mnie może być tylko lepiej :) nawet jeśli kupię aparat z EVF…

Lepiej w słońcu świecącym z tyłu? Owszem, ale chyba tylko w takiej sytuacji.

Na oba te rozwiązania jednocześnie trochę poczekasz. Rozwiązanie typu Sony, tylko na odwrót (zamiast w tor optyczny wizjera wstawiać sensor, który zbiera obraz, wstawiamy LCD, który obraz wrzuca) ma te same wady co LV w Sony – w torze optycznym robi się tłoczno, co skutkuje mniejszym i ciemniejszym wizjerem optycznym.

Member
Piotr wrote:
Już nie wspominam, że LCD … przy słabym świetle szybciej tracą użyteczność niż wizjery optyczne.

A ja dokładnie to samo uważam o wizjerze optycznym ;) A dlaczego mamy tak sprzeczne zdania? Bo Ty od lat używasz wizjera optycznego a ja elektronicznego. To po prostu kwestia przyzwyczajenia. Nie zamierzam Cię namawiać na EVF ;)))

Quote:
Na oba te rozwiązania jednocześnie trochę poczekasz.

No, to mam przechlapane ;)))

A zupełnie serio: Największe wady FZ50 to:
– koszmarnie wolny autofocus,
– za wolna migawka (1/1000 s przy f/2.8),
– szumy
– za mała szybkostrzelność (1-2 kl/s),

EVF nie stanowi dla mnie wady, bo się przyzwyczaiłem, a jak napisałeś nie da się mieć wszystkiego ;)
Za to nie pogniewałbym się na większą rozdzielczość EVF i LCD :)

Member

Jeszcze a’propos przyzwyczajenia podam Ci przykład: są do kupienia okulary posiadające system mikrosoczewek, które jednocześnie dają obraz do patrzenia blisko i daleko. Człowiek musi tylko zmusić mózg, żeby się nauczył to widzieć. Kiedy się nauczy, można widzieć ostro blisko lub daleko, kiedy zechcesz. Mózg się szybko przestawia. I to jest przyszłość!

Member

Przykład drugi: kiedyś trenowałem widzenie stereogramów. Na początku idzie kiepsko: długo, oczy bolą, człowiek się męczy. Ale to kwestia treningu. Po jakimś czasie nauczyłem się szybko zmieniać widzenie trójwymiarowe na dwuwymiarowe i z powrotem.

Member
Piotr wrote:
Ja się wcale nie upieram, że wizjer optyczny zawsze i po wsze czasy musi być optyczny, tylko na razie wizjer elektroniczny ma więcej wad niż zalet. Jeśli zostanie stworzony wizjer elektroniczny równie szybki co optyczny, równie dobrze lub lepiej sprawdzający się w słabym świetle, to chętnie zrezygnuję z optycznego. Kwestia rezygnacji z symulacji ekspozycji też pozostaje w mocy. Na razie zmiana wizjera optycznego na elektroniczny to downgrade, nie upgrade.

Ale mnie zaskoczyli: https://www.dfv.pl/wiadomosci/articles/2084.html
Czyżby świetlana przyszłość wizjerów EVF była bliższa niż nam się wydawało?
Nie mogę się doczekać testów tego urządzenia. Ciekawe kiedy pojawi się pierwszy aparat z tym na pokładzie…

Viewing 86 reply threads
  • You must be logged in to reply to this topic.