Strona główna Fora Foto Inne “Ślubniak” – zawód z przyszłością.

“Ślubniak” – zawód z przyszłością.

Inne

Member

Trochę prowokacyjnie, o trochę na serio. Częściowo przemycam tu swoje plany i spostrzeżenia a częściowo jestem ciekaw waszych opinii.
Czy bycie „ślubniakiem”, a dokładniej rzecz ujmując – czy rozpoczęcie dzisiaj działalności zawodowej pt. „Fotografia ślubna” ma przyszłość i szanse powodzenia. I od razu malutka uwaga pomińmy proszę przemyślenia i uwagi na temat samej profesji „ślubniaka”. Umówmy się, że fotografowanie do kotleta, uwiecznianie na zdjęciach pijanych wujków i ciotek chwały nie przynosi, i więcej o tym nie mówmy. W dalszym ciągu jest to najbardziej popularny i rozpowszechniony sposób zarabiania pieniędzy przy pomocy aparatu fotograficznego w naszym kraju. Drążę temat od kilku tygodni i powiem tak. Rozrzut cenowy – ogromny, rozrzut jakościowy – jeszcze większy.
Widziałem zdjęcia ślubne naprawdę piękne, a zwłaszcza jeśli jest to cały reportaż ślubny, podkreślam słowo „reportaż” (czyli nie powielamy oklepanych kadrów, ale szukamy szczegółu, skupiamy się na detalu, opowiadamy historię fotografiami). Widziałem też foty tak kiepskie i beznadziejne, że aż strach opowiadać. Widać zależność cena-jakość (chociaż nie zawsze). Mam paru znajomych funkcjonujących lub zaczynających w tym interesie i nie jest to łatwy kawałek chleba ale jakoś chłopaki kombinują. Zrobiłem sobie taki mały bilans, niech będzie, że biznes plan :)
Start – myślę że kwota ok.20 – 25 tysięcy. (minimum)
Dochód – u mnie na prowincji, jest to od 700 – 1500zł / ślub
Koszty – ZUS, księgowość, paliwo, przygotowanie zdjęć (albumów dla klientów) – ok. 2-3 tysiące miesięcznie.
Nawet przy założeniu, że mam cały sezon obłożony zleceniami (a wiadomo że tak nie będzie) i przy założeniu że sezon mamy od kwietnia do października – to jak bym tego nie liczył i nie dodawał i nie odejmował – to nie widzę tu kokosów. Nie wiem czy są „ślubniacy” na forum ale chętnie bym poznał wasze komentarze w w/w temacie.
W skrócie jakby komuś się nie chciało czytać powyższych wypocin – „Czy w dzisiejszych czasach, w dobie kryzysu, można wyżyć z fotografii ślubnej?”

Member
tomasziolkowski wrote:
Start – myślę że kwota ok.20 – 25 tysięcy. (minimum)

Yyy, ale dlaczego aż tyle? 15-letniego “Okulara” wliczasz w koszta, żeby być bardziej reprezentacyjnym?

Member
jorddekroy wrote:
tomasziolkowski wrote:
Start – myślę że kwota ok.20 – 25 tysięcy. (minimum)

Yyy, ale dlaczego aż tyle? 15-letniego “Okulara” wliczasz w koszta, żeby być bardziej reprezentacyjnym?

Tak mi jakoś wyszło :)
3dx + 2 dobre zoomy + 1 dobra stałka +sb900 + szop z licencją – jakoś tak wyjdzie :(

Member

Tomasz zwykle “fotoziutki” nie przejmuja się czyms takim jak dobry sprzęt i licencja. Więc tu juz na wstepie jestes finansowo do tyłu jeżeli chcesz robić dobrze i uczciwie.

A faktury i ZUS?? kto z nich o tym myslał. Wiec ciągną cene w dół.

Keymaster
ka_tula wrote:
Tomasz zwykle “fotoziutki” nie przejmuja się czyms takim jak dobry sprzęt i licencja. Więc tu juz na wstepie jestes finansowo do tyłu jeżeli chcesz robić dobrze i uczciwie.

To nawet nie jest kwestia uczciwości, tylko wyobraźni. A wyobraźnia podpowiada, że prędzej czy później trafi się trudny klient i albo będzie marudził na zdjęcia, albo np. wpadnie na pomysł, że już po ślubie jeszcze sobie ponegocjuje cenę, np. oferując 30% tego, co było ustalone. Awantur tego typu prędzej czy później się nie uniknie. I jak robisz na lewo, to później umierasz ze strachu, czy taki trudny klient naśle w ramach negocjacji na Ciebie US i policję, czy nie wpadnie na ten pomysł.

Quote:
A faktury i ZUS?? kto z nich o tym myslał. Wiec ciągną cene w dół.

Bez faktur i na lewo to można sobie czasem z doskoku dla znajomych coś robić, ale jeśli to by się traktowało jako normalną pracę dla klientów z ulicy, to stanowczo za krótki nogi ma.

Keymaster
tomasziolkowski wrote:
Tak mi jakoś wyszło :)
3dx + 2 dobre zoomy + 1 dobra stałka +sb900 + szop z licencją – jakoś tak wyjdzie :(

Nie liczysz backupu na korpus, lampę i co najmniej jeden podstawowy obiektyw?

Keymaster
tomasziolkowski wrote:
W dalszym ciągu jest to najbardziej popularny i rozpowszechniony sposób zarabiania pieniędzy przy pomocy aparatu fotograficznego w naszym kraju.

No właśnie – najłatwiejszy sposób na wejście w zarabianie na fotografii (nie dlatego, że łatwy, tylko pozbawiony barier utrudniających np. wejście na rynek reklamowy) i dlatego największa podaż, największa konkurencja i tu nie będzie łatwiej – “nowi” będą wchodzili na ten rynek długo i będą obniżali ceny.
Jeśli chcesz się w to naprawdę bawić, to pomyśl, czym się możesz odróżnić od setek konkurentów, których masz dzisiaj i setek, które wejdą na rynek w ciągu najbliższych lat.

Member
Piotr wrote:
tomasziolkowski wrote:
Tak mi jakoś wyszło :)
3dx + 2 dobre zoomy + 1 dobra stałka +sb900 + szop z licencją – jakoś tak wyjdzie :(

Nie liczysz backupu na korpus, lampę i co najmniej jeden podstawowy obiektyw?

No i czy rzeczywiście należy zaczynać od D3x?

Member
Piotr wrote:
tomasziolkowski wrote:
Tak mi jakoś wyszło :)
3dx + 2 dobre zoomy + 1 dobra stałka +sb900 + szop z licencją – jakoś tak wyjdzie :(

Nie liczysz backupu na korpus, lampę i co najmniej jeden podstawowy obiektyw?

A możesz to rozwinąć bardziej po polsku? :)
Tu możemy się licytować co ma być w torbie ślubniaka. Tak czy siak bez pełnej klatki i jasnych szkieł z szybkim i celnym AF się nie obędzie.

Piotr wrote:
Jeśli chcesz się w to naprawdę bawić, to pomyśl, czym się możesz odróżnić od setek konkurentów, których masz dzisiaj i setek, które wejdą na rynek w ciągu najbliższych lat.

Jakością.
Specjalnie nie powiedziałem oryginalnością. Bardzo “trendy” są ostatnio szalone sesje plenerowe – taplanie się w sukni ślubnej w morzu, w stawie, w błocie i kto wie w czym jeszcze. Nie podoba mi się to. Co nie znaczy że nie może się to podobać Klientowi.

Member

Jakości zwykły Kowalski nie dostrzeże.
(coś dzisiaj malkontentka ze mnie)

Member
dar_wro wrote:
No i czy rzeczywiście należy zaczynać od D3x?

Aby poznać odpowiedź właśnie napisałem ten wątek.
D700 może i by starczył. Zwłaszcza że argument cenowy bardzo za tym przemawia :)

Member

Ślubniacy chyba nie żyją wyłącznie ze ślubów!? Jakieś eventy, przedszkola… Inaczej to się chyba nie domyka finansowo.

Member

co do uczciwości w moim mieście sporo osób oferuje “zdjęcia” (celowo w cudzysłowie) ślubne za niskie pieniądze. 90% z nich bez umowy.

Member
tomasziolkowski wrote:
dar_wro wrote:
No i czy rzeczywiście należy zaczynać od D3x?

Aby poznać odpowiedź właśnie napisałem ten wątek.
D700 może i by starczył. Zwłaszcza że argument cenowy bardzo za tym przemawia :)

Za D3x masz dwa D700 – czyli pojawia się backup, o którym pisał Piotr ;)

Member
ka_tula wrote:
Jakości zwykły Kowalski nie dostrzeże.

Dostrzeże, dostrzeże.
A co najważniejsze moje zdjęcia będą pracowały na moje nazwisko w przyszłości (wniosę je posagiem :). Jeśli to ma być znane nazwisko to muszą to być fotografie dobre.

Keymaster
tomasziolkowski wrote:
Piotr wrote:
Nie liczysz backupu na korpus, lampę i co najmniej jeden podstawowy obiektyw?

A możesz to rozwinąć bardziej po polsku? :)

No liczysz się chyba, że nawet sprzęt firmy z duszą może się zepsuć w trakcie zlecenia albo tuż przed nim? Albo – odpukać w niemalowane – upuścisz go na posadzkę? A zlecenie trzeba zrealizować, bo kit te pieniądze, ale sobie popsujesz markę i ryzykujesz jakieś procesy z młodymi, jeśli spisałeś umowę (a umowę należy mieć spisaną).

Quote:
Jakością.

Dobrze. Ale niewystarczająco. Jednak sporo ślubnych przynajmniej stara się być dobrym jakościowo. Pomyśl, co możesz oferować młodym, czego inni nie oferują.

Keymaster
ka_tula wrote:
co do uczciwości w moim mieście sporo osób oferuje “zdjęcia” (celowo w cudzysłowie) ślubne za niskie pieniądze. 90% z nich bez umowy.

Odważni albo inteligentni inaczej.

Member
dar_wro wrote:
Za D3x masz dwa D700 – czyli pojawia się backup, o którym pisał Piotr ;)

Czyli awaryjny aparat zapasowy?
Tu bym polemizował, czy jest to słuszny wydatek na początku. Wychodząc z założenia że coś się może popsuć musiałbym mieć po 2 sztuki lamp/szkieł/korpusów/kart pamięci itd…
Asteroida też może spaść na kościół :)

Member

nie dostrzeże różnicy jakości … poczytaj sobie wizaz.pl (jest tam podforum slubne i zobacz jak jest, co sie podoba i co jest “fajne” – a bądźmy szczerzy – z reguły to kobiety decydują.

Member
tomasziolkowski wrote:
dar_wro wrote:
Za D3x masz dwa D700 – czyli pojawia się backup, o którym pisał Piotr ;)

Czyli awaryjny aparat zapasowy?
Tu bym polemizował, czy jest to słuszny wydatek na początku. Wychodząc z założenia że coś się może popsuć musiałbym mieć po 2 sztuki lamp/szkieł/korpusów/kart pamięci itd…
Asteroida też może spaść na kościół :)

Miałeś podejść do tego profesjonalnie ;-) Żaden ślubniak z prawdziwego zdarzenia, nie idzie bez backupu.

Piszesz, że oryginalne zdjęcia, inne podejście – a tu się jawi obraz, że ty ich chcesz omamić paskiem z żółtym napisem D3X, czego klient pewnikiem i tak nie zruzumie ;-)

Member
Piotr wrote:
Jednak sporo ślubnych przynajmniej stara się być dobrym jakościowo. Pomyśl, co możesz oferować młodym, czego inni nie oferują.

Obawiam się Piotr że nie ma takiej rzeczy. Dzisiaj jest wszystko. Mogę szukać oryginalności w plenerach. Nie jeździć go Gołuchowa czy Kórnika jak wszyscy ale znaleźć jakieś malownicze miejsce, może jakiś skansen albo coś w tym stylu.

Keymaster
tomasziolkowski wrote:
Czyli awaryjny aparat zapasowy?
Tu bym polemizował, czy jest to słuszny wydatek na początku. Wychodząc z założenia że coś się może popsuć musiałbym mieć po 2 sztuki lamp/szkieł/korpusów/kart pamięci itd…

Nikt nie mówi, że backup musi być taki sam jak sprzęt podstawowy. Wystarczy, żebyś w sytuacji awaryjnej był nim w stanie zrobić ślub na tyle dobrze, żeby młodzi Cię do sądu nie podali.

Quote:
Asteroida też może spaść na kościół :)

Hm, a słyszałeś o jakimś trafieniu asteroidą w imprezę ślubną? Bo historii profi, co to im się aparat zepsuł w trakcie, jest całkiem sporo.

Member
dar_wro wrote:
Piszesz, że oryginalne zdjęcia, inne podejście – a tu się jawi obraz, że ty ich chcesz omamić paskiem z żółtym napisem D3X, czego klient pewnikiem i tak nie zruzumie ;-)

O.K. backup doliczam :)

Keymaster
tomasziolkowski wrote:
Obawiam się Piotr że nie ma takiej rzeczy. Dzisiaj jest wszystko.

Poddajesz się na starcie :) Jeśli będziesz dążył do tego, żeby robić to samo, co inni, to sorry, ale powyżej stanów średnich nie podskoczysz. Myśl, myśl! :)

Member
tomasziolkowski wrote:
dar_wro wrote:
Piszesz, że oryginalne zdjęcia, inne podejście – a tu się jawi obraz, że ty ich chcesz omamić paskiem z żółtym napisem D3X, czego klient pewnikiem i tak nie zruzumie ;-)

O.K. backup doliczam :)

Tomaszu, to nie było złośliwe z mojej strony :-)

Member

Ale odpływamy od sedna tematu. Czy widzicie tu światełko w tunelu aby te 30 tysięcy się wróciło a następnie zaczęło na siebie zarabiać. Co z okresem zimowym? Są chrzciny, wesela w trybie awaryjnym, tzw.przyspieszone:), studniówki, imprezy zakładowe ale to wszystko mało, mało, mało.

Keymaster

Wiesz, albo będziesz miał produkt premium, który będziesz mógł wyżej wycenić i trafić do bardziej zamożnych klientów, albo robisz to samo, co większość ślubnych, i razem z tą większością walczysz o przetrwanie.

Keymaster
tomasziolkowski wrote:
Są chrzciny, wesela w trybie awaryjnym, tzw.przyspieszone:), studniówki, imprezy zakładowe ale to wszystko mało, mało, mało.

Nie, to nie jest mało, tylko to są inne rynki. Jak chcesz łapać wszystkie fuchy, jakie się trafią, to ustawiasz się na dole rynku – fotograf od wszystkiego, czyli…

Member

A może lepiej portrety psychologiczne piesków obrzydliwie bogatych właścicieli? ;-)

Member

Łabędzcy są nieźli. Lubię taki styl. Czy to jest poziom premium?
http://www.bwphotography.pl/

Keymaster
tomasziolkowski wrote:
Łabędzcy są nieźli. Lubię taki styl. Czy to jest poziom premium?
http://www.bwphotography.pl/

Sam przeanalizuj i oceń, co jest interesującego w ich ofercie :)

Member

cenę mają premium i marketing świetny, a to podstawa tego biznesu :) A czy zdjęcia takie premium to już każdy musi ocenić sam. Oni maja bardzo specyficznego klienta , jak wcześniej pisałeś o przedziale cenowym 700-1500 to za tyle chyba nie odebrali by nawet telefonu bo popsuli by sobie “PR”. Takich firm jest na rynku niewiele ,oni na pewno na tym biznesie zarabiają dobrze i w dobrym momencie zaczynali. Moim zdaniem bez dobrego studia fotograficznego sukcesu na rynku fotografii ślubnej się nie zrobi tyle że oni chyba studia nie posiadają ale wiedzę “obróbczą” mają sporą. A to WPJA to też dobre jest :) pewnie na bogatych robi wrażenie hahahah

Member

Przegladajac Wasze galerie mysle ze wiekszosc z Was moglaby śluby robic. A dlaczego u Łabędzkich i podobnych fotografów nie znajdziemy zdjęc Panny Młodej z nadwagą??? Łabędzcy świetne zdjęcia robią, świetnie oddane emocje, zdjęcia “żyją” ale kiedys pewien pan fotograf w porannym programie dla gospodyn domowych stwierdzil ze on jest juz na takim etapie kariery ze wybiera sobie pary… niech wiec sproboje zrobic fajna sesje parze sztywnej i niefotogenicznej a nie prezenterom telewizyjnym, modelkom i modelom ludziom ze świata kultury i ogolnie obytych z aparatem. chetnie obejrze efekty…

Keymaster
lukasz-tull wrote:
kiedys pewien pan fotograf w porannym programie dla gospodyn domowych stwierdzil ze on jest juz na takim etapie kariery ze wybiera sobie pary…

Jestem przekonany, że pan fotograf w tym momencie ciężko pracował nad tworzeniem sobie marki :) To jest podstawowy trik – produkt trudno dostępny jest bardziej pożądany. Jak pan fotograf zasugerował, że niezależnie od pieniędzy nie każdy będzie godzien dostąpić zaszczytu korzystania z jego usług, to od razu sobie podniósł markę o parę punktów :)

Member
fotoduc wrote:
wiedzę “obróbczą” mają sporą.

Coś w tym jest.
Tak na dobrą sprawę w szopie można dzisiaj zrobić wszystko. Mało, że można naprawić wiele błędów czy niedociągnięć z “surowego materiału”, to na dodatek można troszkę po oszukiwać. Oszukiwać w takim dobrym tego słowa znaczeniu. Tak modna płytka głębia ostrości, czy symulacja efektu niektórych obiektywów to już dzisiaj żaden problem w postprodukcji. Walić f/8, tak na wszelki wypadek, a potem przy kompie na dużych powiększeniach blurować co się podoba. Czasami się zastanawiam oglądając piękną fotografię co powołało ją do życia, czy ten aparat za grube tysiące czy kolejny kombajn Adobe. Ale to już temat na inny wątek.
P.S.
I jeszcze jedno odnośnie postprodukcji. Tyle się mówi o szumie na małych matrycach, o odszumianiu, fotografowaniu w RAW-ach, a potem jak oglądam te arcydzieła z pełnoklatkowców to na co drugim szum dodany albo warstwa z teksturą.

Member
Piotr wrote:
lukasz-tull wrote:
kiedys pewien pan fotograf w porannym programie dla gospodyn domowych stwierdzil ze on jest juz na takim etapie kariery ze wybiera sobie pary…

Jestem przekonany, że pan fotograf w tym momencie ciężko pracował nad tworzeniem sobie marki :) To jest podstawowy trik – produkt trudno dostępny jest bardziej pożądany. Jak pan fotograf zasugerował, że niezależnie od pieniędzy nie każdy będzie godzien dostąpić zaszczytu korzystania z jego usług, to od razu sobie podniósł markę o parę punktów :)

Chłyt marketingowy :)
A jak się auta nie sprzedają to co robi producent? – robi serię limitowaną , i będzie tych aut tylko 500 i będzie je można kupić tylko do północy i oferta ograniczona i ble, ble ble. Wprowadza taką atmosferę jakby jego salony przeżywały dzień i noc oblężenie, a klienci walili drzwiami i oknami.

Member

produkt trudno dostępny jest bardziej pożądany.

i wtedy każdy czuje się wyjątkowy. Rycerz Jedi :) tak mnie jakoś naszło na gwiezdne wojny :D

Keymaster
tomasziolkowski wrote:
Tak na dobrą sprawę w szopie można dzisiaj zrobić wszystko. Mało, że można naprawić wiele błędów czy niedociągnięć z “surowego materiału”, to na dodatek można troszkę po oszukiwać. Oszukiwać w takim dobrym tego słowa znaczeniu. Tak modna płytka głębia ostrości, czy symulacja efektu niektórych obiektywów to już dzisiaj żaden problem w postprodukcji. Walić f/8, tak na wszelki wypadek, a potem przy kompie na dużych powiększeniach blurować co się podoba.

To zależy, jak wymagających masz widzów. Bo to nieprawda, że “to już dzisiaj żaden problem w postprodukcji”. Owszem, to jest duży problem, sporo roboty i mnóstwo czasu, żeby zrobić to dobrze. Jak trafisz na wymagającego klienta albo przynajmniej trochę “opatrzonego” w fotografii, to obróbką robioną metodą “żaden problem” rozbawisz go do łez. I to będzie ostatni raz, kiedy będziesz go widział.
I ostrzegam, że myśleniem, jakoby w obróbce można było naprawiać błędy i niedociągnięcia popełnione podczas fotografowania, pakujesz się na równię pochyłą. Zdjęcie starannie zrobione i starannie obrobione zawsze będzie wyglądało lepiej niż zdjęcie kiepsko zrobione i ratowane najlepszą nawet obróbką. Oczywiście możesz liczyć na to, że klient się nie pozna, ale w ten sposób skazujesz się na pozycję na rynku, gdzie konkurujesz z amatorami, którzy robią podobnie byle jak. Bo klient z pieniędzmi gotowy wydać więcej na ślub poogląda zdjęcia różnych fotografów z wyższej półki i wówczas nawet jak się nie zna, to zauważy, że tamte zdjęcia są “jakoś fajniejsze”.
A już zwłaszcza jeśli masz klientowi oddać odbitki w słusznym formacie, to wszystkie “szybkie i łatwe triki fotoszopowe” od razu wylezą i będą kłuć w oczy. To, co jeszcze ujdzie w galerii internetowej, gdzie obrazki mają 800×600 pikseli, to na A3 będzie widoczne nawet dla laika.

Quote:
I jeszcze jedno odnośnie postprodukcji. Tyle się mówi o szumie na małych matrycach, o odszumianiu, fotografowaniu w RAW-ach, a potem jak oglądam te arcydzieła z pełnoklatkowców to na co drugim szum dodany albo warstwa z teksturą.

Wiesz, dodane ziarno wygląda ciut inaczej niż szum chrominancji. Do tego chciałbym Ci zwrócić uwagę, że niestaranne naświetlanie wysokich ISO, zwłaszcza na kiepskiej matrycy, znacząco wpływa na dynamikę i tony. I powodzenia z “bezproblemową postprodukcją” kiepsko naświetlonych wysokich czułości ze słabej matrycy w wysokokontrastowych scenach.

Member

Mz fotografia ślubna to bardzo trudna dziedzina. Wymaga od fotografa dużych umiejętności wykorzystania światła, często skąpego i w dodatku w różnych barwach. Nie jest sztuką sieknąć lampami pełną mocą i zalać światłem cały kadr. Sztuką jest zachować nastój, odpowiednio mieszać światło lampy z zastanym. Dodatkowo praca w specyficznych warunkach narzuconych przez ceremonię w kościele nie każdemu może odpowiadać. To nie sesja z modelką, która zatańczy jak jej zagramy, tu samemu trzeba szukać kadrów. I to bez możliwości powtórki. Braków w opanowaniu światła nie zastąpi sprzęt z najwyższej półki. I odpowiedzialność, możemy komuś zepsuć pamiątkę z jednej z najważniejszych chwil w życiu. Jeżeli chcemy się zająć tą dziedziną profesjonalnie należy się 10 razy zastanowić czy umiejętności na to pozwalają. A najlepiej spróbować jako drugi przy boku zawodowca.

Keymaster

Słuchać Okuki! :)
Dodam jeszcze, że to wszystko nie wystarczy. Trzeba mieć jeszcze:
a) umiejętności biznesowe. Policzyć, żeby się wszystko kalkulowało, umieć racjonalnie planować, dopilnować zabawy papierkowej (zarówno w relacji z klientami, jak i z urzędami), sprawnie i skutecznie negocjować. Także umiejętność i konsekwencja budowania marki, promowania się, aktywnego docierania do klientów.
b) zdolności interpersonalne. To jest praca z ludźmi. Sprawnością nawiązywania relacji można dużo ugrać, brak takich umiejętności oznacza, że albo się gra, jak klient zagra, albo się po prostu z klientem nie dogadujesz.
c) pomysły na swoją drogę w tym biznesie, coś co będzie odróżniało Twoją ofertę od setek konkurentów. Możesz to określić jako styl, ale tak naprawdę oprócz umiejętności fotografowania i jakiejś specyficznej obróbki znacznie ważniejsze są pomysły na to, co ma Cię wyróżniać, tworzyć wizerunek wyjątkowego fotografa ślubnego.

Member
tomasziolkowski wrote:
fotoduc wrote:
wiedzę “obróbczą” mają sporą.

Coś w tym jest.
Tak na dobrą sprawę w szopie można dzisiaj zrobić wszystko. Mało, że można naprawić wiele błędów czy niedociągnięć z “surowego materiału”, to na dodatek można troszkę po oszukiwać. Oszukiwać w takim dobrym tego słowa znaczeniu. Tak modna płytka głębia ostrości, czy symulacja efektu niektórych obiektywów to już dzisiaj żaden problem w postprodukcji. Walić f/8, tak na wszelki wypadek, a potem przy kompie na dużych powiększeniach blurować co się podoba. Czasami się zastanawiam oglądając piękną fotografię co powołało ją do życia, czy ten aparat za grube tysiące czy kolejny kombajn Adobe. Ale to już temat na inny wątek.
P.S.
I jeszcze jedno odnośnie postprodukcji. Tyle się mówi o szumie na małych matrycach, o odszumianiu, fotografowaniu w RAW-ach, a potem jak oglądam te arcydzieła z pełnoklatkowców to na co drugim szum dodany albo warstwa z teksturą.

Narzekasz na słaby poziom wielu fotografów, a zaczynasz od myślenia typowo amatorskiego. Postprodukcja jest arcyważna, ale wszystkiego nie uratujesz grzebaniem w PSie. Nerkę bym oddał za umiejętności Państwa Łabędzkich. Ale zwracam uwagę – UMIEJĘTNOŚCI! U nich widać znajomość obróbki, ale widać też, że obrazek był już odpowiednio dopracowany na etapie wciśnięcia spustu migawki. Postprodukcja nadała mu taki a nie inny charakter. Wydaje mi się jednak, że większość z ich zdjęć obrobiona w inny sposób lub po prostu wywołana, podostrzona z poprawionym balansem, też by się spokojnie obroniła. Jeżeli nastawiasz się na ratowanie wszystkiego programami, to pomijając i tak niezbyt dobry efekt końcowy, po jednym sezonie będziesz rzygał (przepraszam za zwrot) zdjęciami. Liczysz że masz obłożenie tydzień w tydzień, to kiedy te zdjęcia w takim stopniu (łącznie z symulacją GO) zdążysz obrobić? Po jednym ślubie masz od 1000 do 3000 klatek (zależy od stylu pracy fotografa). Sama selekcja trochę Ci zajmie… A f8 użyjesz może w penerze. W kościele czy na sali weselnej f8 oznacza flesza prosto w twarz i to ze sporą mocą. Jeśli nawet młodzi po 5 takich zdjęciach nie wywalą Cię z kościoła, to na pewno możesz zapomnieć o czymś co Okuka nazwał “atmosferą miejsca”. No a jeśli do tego młody będzie miał modny ostatnio błyszczący garnitur, to już nie wiem czym miało by się odróżnić Twoje zdjęcie od zdjęcia wujka Gienka robionego małpką za 100 zł w promocji MM.
A czy to zawód z przyszłością? Sam jestem stosunkowo nowy w branży. Konkurencja jest dość spora i stale rośnie. Aby dobrze zarobić i mieć klientów, musisz mieć niezły styl, dużą wiedzę i inwestować w sprzęt z górnej półki, który odróżni Cię od amatorów i początkujących. I to sprzęt zdublowany. Nawet D3 nie da Ci gwarancji, że coś się nie wydarzy. Amator idzie na ślub z jedną puszką, jedną lampą itd. “Zawodowiec” ma wszystko przynajmniej x2.

Member
okuka67 wrote:
fotografia ślubna wymaga od fotografa dużych umiejętności wykorzystania światła

W sumie dotyczy to całej fotografii. W końcu fotografia to rysowanie światłem. Dodam tu jeszcze – dużych umiejętności wykorzystania miejsca, i doskonałej znajomości swojego sprzętu.

Poruszyliście jeszcze jeden bardzo ważny element tej profesji, od której w bardzo dużym stopniu zależy efekt końcowy – praca z Parą Młodą. Tak jak wspomnieliście ta dwójka młodych (zazwyczaj) ludzi musi współpracować, musi reagować na polecenia fotografa, ale musi też dać coś od siebie. Warto zapewne zadbać o atmosferę takiej sesji, wprowadzić pewien luz. Widziałem wielokrotnie zdjęcia plenerowe (oddane w pięknym albumie czy w modnej fotoksiążce) a których Młodzi mieli miny “jakby robili kupę”. Wybaczcie za to brzydkie porównanie. Ale czy fotograf nie mógł im powiedzieć jak wyglądają, nie mógł poprosić o uśmiech lub chociaż inny wyraz twarzy? Pewnie mógł ale miał to w nosie.

okuka67 wrote:
A najlepiej próbować jako drugi przy boku zawodowca.

Z całą pewnością należy zbudować solidny fundament swojej działalności. I tu dochodzimy do innego dużego problemu. Podstawa to profesjonalne portfolio. Bez niego nie znajdziesz Klienta. A jak przygotować portfolio bez Klienta? Troszkę to zamknięte koło. Można rzecz jasna zacząć od znajomych, rodziny. Ewentualnie zaczynać po dużo niższej cenie, co jednak wiąże się, jak już wspominał Piotr, z zaszufladkowaniem jako “tani fotograf”. Ten element wydaje mi się być najtrudniejszy do przeskoczenia na początku.

Piotr wrote:
Trzeba mieć jeszcze:
a) umiejętności biznesowe.
b) zdolności interpersonalne.

Święte słowa. I jeszcze mocny kręgosłup. Od prawie 10 lat prowadzę własną działalność i powiem wam że własny biznes to krew, pot i łzy. Ale też i satysfakcja z bycia samemu sobie szefem.

Member

A ja wypowiem się na przykładzie znajomego, który od kilku lat bawi się w fotografię ślubna. Znajomy za ślub bierze 1500 zł. Stara się realizować dwa śluby tygodniowo w sezonie ślubnym (od kwietnia do października), czyli ma 8 zleceń w miesiącu co daje 12000 zł. Po odliczeniu kosztów związanych z ZUSem, dojazdem, obróbką materiału i innymi sprawami to zostaje mu około 8000 zł na rękę. Do tego realizuje inne zdjęcia np rodzinne sesje, dziecięce i produktowe co daje mu dodatkowe około 2000 zł na miesiąc. Na co dzień pracuje Nikone D3s oraz D3x z zestawem szkieł Nikkora i innymi akcesoriami. Czyli jak widać można wyżyć z samych zdjęć ślubnych. Jak to robi nie wiem, Jak zdobywa tyle zleceń przy tak dużej konkurencji też nie wiem. Ale jedno wiem podziwiam go.

Member
SzymonD200 wrote:
A ja wypowiem się na przykładzie znajomego, który od kilku lat bawi się w fotografię ślubna. Znajomy za ślub bierze 1500 zł. Stara się realizować dwa śluby tygodniowo w sezonie ślubnym (od kwietnia do października), czyli ma 8 zleceń w miesiącu co daje 12000 zł. Po odliczeniu kosztów związanych z ZUSem, dojazdem, obróbką materiału i innymi sprawami to zostaje mu około 8000 zł na rękę. Do tego realizuje inne zdjęcia np rodzinne sesje, dziecięce i produktowe co daje mu dodatkowe około 2000 zł na miesiąc. Na co dzień pracuje Nikone D3s oraz D3x z zestawem szkieł Nikkora i innymi akcesoriami. Czyli jak widać można wyżyć z samych zdjęć ślubnych. Jak to robi nie wiem, Jak zdobywa tyle zleceń przy tak dużej konkurencji też nie wiem. Ale jedno wiem podziwiam go.

8 zleceń miesięcznie od kwietnia do października? To chyba robi na jakiejś fotograficznej pustyni. Tylko pozazdrościć.

Member

Moje zdanie jest takie że fotograf ślubny to dobry sposób żeby dorobic troche kasy.Ale zarobić na zycie to raczej nie bardzo…..

Member
SzymonD200 wrote:
Stara się realizować dwa śluby tygodniowo

To przepraszam za głupie pytanie, ale ma klona czy bliźniaka który za darmo robi? Bo śluby w 95% są w soboty jak dwa może obskoczyć? do tego wesele, przygotowania? to jest prawie cały dzień roboty. Plenery rozumiem, może nawet trzy umówić na jeden dzień…

Member
Maciekpsuj wrote:
Bo śluby w 95% są w soboty jak dwa może obskoczyć?

Szymon D200 to Poznaniak. Tam śluby w piętki są bardziej popularne.

Member

Co się dziwicie Chłopaki? Mój “ślubniak” jak się z nim zgadałem, miał zlecenia na dwa lata do przodu. Wcześniejsze terminy, owszem były…ale w czwartki. Mógł się przechwalać, robiąc wokół siebie marketingowe zamieszanie, ale kwota jakiej zażądał była większa od tej, o której dyskutujecie…a na domek, w którym spotykaliśmy się dla pewnych ustaleń, jeszcze dłuuuuugo nie będzie mnie stać :)
Mimo zapewnień(nawet w umowie) o dwóch fotografach na sesji focił jeden, ale…absolutnie nie żałuję ani jednej wydanej złotówki. Współpraca z owym ślubniakiem była najsympatyczniejszą w całym przedsięwzięciu. Może dlatego ma tyle zleceń?

Member

Śluby mozna brać w kościele nawet w poniedziałek. Byle nie w niedziele ;)
Portfolio mozna zrobić np robiać zdjęcia dla znajomych.
Studniówki – tylko z polecenia rodziców (bardzo trudno się wbić) podobnie z komuniami jeszcze cieżej jak ktoś nie wkreci (katechetka wpływowy rodzic). Za chrzciny ludzie średnio chcą płacić ;)

2 aparaty to podstawa :) i drugi fotograf tez przydatny.

Member
McKelich wrote:
Maciekpsuj wrote:
Bo śluby w 95% są w soboty jak dwa może obskoczyć?

Szymon D200 to Poznaniak. Tam śluby w piętki są bardziej popularne.

Dokładnie. Ten znajomy to w sezonie piątku prawie żadnego wolnego nie ma.

Viewing 49 reply threads
  • You must be logged in to reply to this topic.