Strona główna Fora Foto Inne zakaz fotografowania – jaka instytucja może wydać taki zakaz?

zakaz fotografowania – jaka instytucja może wydać taki zakaz?

Inne

Member

Witam Wszystkich …

W związku z wywieszeniem przez sąsiada (prowadzącego jak na razie chyba nie do końca legalną, ale zdecydowanie bardzo uciążliwą działalność lakierniczą) „tabliczki”, „Zakaz Fotografowania” mam do Was pytanie:

1. do jakiej instytucji trzeba się zgłosić, aby załatwić sobie taki zakaz?
2. kto montuje (zakłada) taką tablicę?
3. czy jej wygląd jest określony jakimiś normami? – tak jak tablice rejestracyjne np. samochodów?
4. czy tablica zakazu fotografowania dotyczy także filmowania?

Pozdrawiam

Member

Na prywatnym terenie to właściciel ustala zasady tzn. jesteś na terenie posesji sąsiada – stosujesz się do jego zachcianek, ale jak jesteś na swojej i chcesz zrobić zdjęcie posesji sąsiada to ogranicza cię tylko własna wyobraźnia – w takiej sytuacji wywieszony przez niego zakaz nie ma mocy prawnej.

Member

ale już z publicznego chodnika możesz fotografować wszystko o ile nie sa to osoby – wtedy wiadomo potrzebna zgoda…

Keymaster
ka_tula wrote:
ale już z publicznego chodnika możesz fotografować wszystko o ile nie sa to osoby – wtedy wiadomo potrzebna zgoda…

Osoby także możesz fotografować – zgodę potrzebujesz dopiero na publikację.

Zakazy fotografowania z mocą obowiązującą wydają organy administracji państwowej, a i to nie wszystkie. Dokładnie to pewnie Dar_wro będzie wiedział, ale właściciel posesji to sobie może… wieszać. Ma to takie samo znaczenie jak nakaz chodzenia na rękach.

Member

Piotrze, czy nie jest tak jak napisałem tzn. właściciel może zakazać focenia na swoim terenie?

Member

może – ale tylko jeżeli się to wiąże z wejściem na ten teren z terenu publicznego można focić.

Member

też tak myślałem

Member

Dzięki … choć na żadne z pytań nie dostałem odpowiedzi … ;-)

Dar_wro … przybywaj ;-)

Oczywiście zdjęcia robię ze swojej posesji lub drogi publicznej

Member

a więc tak:
1 – własciciel terenu nie musi sobie nic załatwiac – to jego prawo ale tylko z jego terenu
2- montuje pewnie cieć
3 – nie mam pojęcia chyba nie
4- tak (na 95%)

Member

w zasadzie wystarczy przeczytać TO

poza tym już Ci odpowiedziano na wszystkie twoje pytania

Member

Czyli z powyższego rozumiem. że gość (sąsiad) nie jest w stanie załatwić sobie prawnego “zakazu fotografowania” jego zakładu? (takiego, który zabroniłby fotografowania jego firmy z drogi publicznej). Lakiernia nie jest chyba ważna dla bezpieczeństwa czy obronności kraju ;-).

Member

to make long story short – Nie może !! :-)

no chyba, że lakieruje F-16 ;-)

Keymaster

A i wówczas ten zakaz musi mu wydać jakieś MSWiA czy inne Ministerstwo Wojny, a nie on sam sobie.

Member

No dobra, a tak zwyczajnie po ludzku bez prawniczego wywodu(starałem się to delikatnie ująć)…po co gościa chcesz wkurzyć? :)

Keymaster

Nie, nie nie – nie wkurzyć. Mieć swobodę łażenia po publicznej ulicy z aparatem – bez psycholi, którzy będą się żołądkować, że w trakcie spaceru obiektyw aparatu był zwrócony w stronę ich bezcennej chałupy z krasnalem ogrodowym przed nią.

Member

Psycholi(jak to określasz) w ten sposób nie wyeliminujesz ;) Ci bardziej zacietrzewieni, w ramach szeroko pojętego zadośćuczynienia są w stanie zrobić Ci większe “kuku” niż sąd. Znam ci ja takie przypadki…:) Oczywiście nie nawołuję do chowania głowy w piach, a do refleksji “ile na tym zyskam, ile mogę stracić?”

Keymaster
luczywo wrote:
a do refleksji “ile na tym zyskam, ile mogę stracić?”

To już Ci mogę przedstawić. Nie reagując na takie domorosłe zakazy i dostosowując się do nich utwierdzasz psycholi w przekonaniu, że mają rację i – co więcej – mogą sobie sami wymyślać różne prawa, a wszyscy się będą musieli do nich dostosować. Natomiast jedynym słusznym i mającym sens postępowaniem w takim przypadku (jak również np. w przypadku ochroniarzy, którym się wydaje, że mogą więcej niż mogą) jest zaproponowanie wezwania policji, z którą się wyjaśnia co taki pan może zakazywać, a ochroniarz zatrzymywać, rewidować i żądać kasowania zdjęć.

Member
Piotr wrote:
luczywo wrote:
a do refleksji “ile na tym zyskam, ile mogę stracić?”

To już Ci mogę przedstawić. Nie reagując na takie domorosłe zakazy i dostosowując się do nich utwierdzasz psycholi w przekonaniu, że mają rację i – co więcej – mogą sobie sami wymyślać różne prawa, a wszyscy się będą musieli do nich dostosować. Natomiast jedynym słusznym i mającym sens postępowaniem w takim przypadku (jak również np. w przypadku ochroniarzy, którym się wydaje, że mogą więcej niż mogą) jest zaproponowanie wezwania policji, z którą się wyjaśnia co taki pan może zakazywać, a ochroniarz zatrzymywać, rewidować i żądać kasowania zdjęć.

Piotr, ja potem składam(ze wszystkimi konsekwencjami) “normalnych” ludzi, którym się wydawało, że prawo uchroni ich przed złem tego świata :) Podtrzymuję swoje pytanie.

Member

Założę się, że prawda jest gdzieś pośrodku…

Keymaster

No to dlatego proponuję spokojne wezwanie policji, z którą się wyjaśnia co kto może. Psychol, któremu się wydaje, że on ma prawo sobie zakazywać, albo powinien się ucieszyć z policji, która przecież powinna potwierdzić, że “szlachcic na zagrodzie…” albo zbastować z zakazami, jeśli podejrzewa, że przesadził. Dyskutowanie i wykłócanie rzeczywiście mogą być niekonstruktywne.

Member
Piotr wrote:
No to dlatego proponuję spokojne wezwanie policji, z którą się wyjaśnia co kto może. Psychol, któremu się wydaje, że on ma prawo sobie zakazywać, albo powinien się ucieszyć z policji, która przecież powinna potwierdzić, że “szlachcic na zagrodzie…” albo zbastować z zakazami, jeśli podejrzewa, że przesadził. Dyskutowanie i wykłócanie rzeczywiście mogą być niekonstruktywne.

No ale jak już dostaniesz po twarzy od napaleńca(są tacy co nie dyskutują) jakimś twardym przedmiotem to ulży Ci w bólu wezwanie policji? :)

Keymaster

A dostać możesz bez powodu. Albo dlatego, że psychol nabył przekonania, że może przywalić każdemu, kto z aparatem przechodzi ulicą koło jego domu. Wiesz, przedstawiasz argument, żeby siedzieć w schronie, nie wychodzić z domu i broń Boże do niczego się nie wtrącać. Jak Ci wywalą śmieci przed dom, to posprzątać. Jak się włamują do sąsiada, to siedzieć cicho.
Niestety, prawo nie działa samo z siebie i przez fakt zapisania go w ustawach. Jak obywatele nie pilnują, żeby było przestrzegane, to nie jest przestrzegane. Policja sama z siebie to pilnuje, żeby nikt rządu nie obalił.

Member

Najwyraźniej źle zostałem zrozumiany. W domu…to statystycznie najczęściej się umiera. Zadałem proste pytanie “ile na tym zyskam, ile mogę stracić?” w kontekscie fotografowania nudnego folwarku sasiada, który nie wiedzieć czemu się o to piekli ;) Rozumiem ryzyko w zawodowej reporterce wojennej, na której potem można zarobić…ale tu?

Member
luczywo wrote:
Piotr wrote:
No to dlatego proponuję spokojne wezwanie policji, z którą się wyjaśnia co kto może. Psychol, któremu się wydaje, że on ma prawo sobie zakazywać, albo powinien się ucieszyć z policji, która przecież powinna potwierdzić, że “szlachcic na zagrodzie…” albo zbastować z zakazami, jeśli podejrzewa, że przesadził. Dyskutowanie i wykłócanie rzeczywiście mogą być niekonstruktywne.

No ale jak już dostaniesz po twarzy od napaleńca(są tacy co nie dyskutują) jakimś twardym przedmiotem to ulży Ci w bólu wezwanie policji? :)

sugerowałbym tym bardziej wezwać policję

Keymaster
luczywo wrote:
Najwyraźniej źle zostałem zrozumiany. W domu…to statystycznie najczęściej się umiera. Zadałem proste pytanie “ile na tym zyskam, ile mogę stracić?” w kontekscie fotografowania nudnego folwarku sasiada, który nie wiedzieć czemu się o to piekli ;) Rozumiem ryzyko w zawodowej reporterce wojennej, na której potem można zarobić…ale tu?

A tu już sobie sam odpowiedz, czy zależy Ci na przyhamowaniu oszołoma, który sobie zawłaszcza wszystko, co da radę. Tu chodzi w takim samym stopniu o prawo do fotografowania jego domu z ulicy, co o prawo do patrzenia się na jego dom z tejże ulicy. Teściowie mieli sąsiada, który potrafił zrobi awanturę, że ktoś się patrzył na jego podwórko albo czyjś kot na to podwórko przyszedł. W jego przypadku rozmowa z udziałem policjanta pomagała na jego kreatywne pomysły co do uprawnień jego i sąsiadów. Tak samo może pomóc temperowanie kreatywnych ochroniarzy, którzy mają kaprys zakazać fotografowania budynku z chodnika itp. Pewnie, że takie wychowywanie jest uciążliwe, ale jak komuś się nie chce, to niech później nie narzeka, że mieszka w kraju, gdzie prawo stanowią psychole.

Member

No cóż…lubię Was Don Kichoty :D

Member
Piotr wrote:
ale jak komuś się nie chce, to niech później nie narzeka, że mieszka w kraju, gdzie prawo stanowią psychole.

Sugerujesz wezwanie policji by powstrzymała tychże psycholi? Znaczy, na Wiejską?! Podoba mi sie ten pomysł:P

Keymaster

Powiedzmy, że zaczynamy od małych kroków – prawo mogą stanowić wyłącznie psychole z Wiejskiej.

Member
Piotr wrote:
Powiedzmy, że zaczynamy od małych kroków – prawo mogą stanowić wyłącznie psychole z Wiejskiej.

hmm… to zakrawa chyba pod obrazę naszej umiłowanej władzy ustawodawczej ;P

Member

Jeżeli mowa o Policji – na szkole policyjnej uczą prawa karnego, prawa wykroczeń, nie ma natomiast ani słowa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Boję się, że po wezwaniu patrolu nasza sytuacja się nie zmieni; chyba, że doszło do rękoczynów

Member
daniello194 wrote:
Boję się, że po wezwaniu patrolu nasza sytuacja się nie zmieni

A nawet dostaniemy mandat, za zawracanie d… głowy Policji :)

Member

W takiej sytuacji jak opisane powyżej – nie sądzę. Zawsze jest jakieś prawdopodobieństwo, że trafimy na mundurowego znającego się na rzeczy

Member

luczywo, Piotr, … bardzo dziękuję za tą bardzo późną ale ważną wymianę zdań, pewnie nie tylko mi ale i innym osobą uświadomi pewnie rzeczy … opiszę mój problem bardziej szczegółowo – mam nadzieję, że jeszcze dziś …

daniello194 … co do Twojej ostatniej wypowiedzi … ja nie trafiłem niestety ;-(

pozdrawiam

Member

Żeby nie „nabijać postów” jak to niektórzy na różnych forach czynią trochę się rozpisałem …

Proszę nie czytać tego przed snem … można mieć koszmary …

Aby mniej więcej wiedzieć, dlaczego tak niechętnie ;-) filmuje czy foce Gościa lakiernie za miedzą musicie przebrnąć przez poniższy tekst … pewnie trochę nie po polskiemu będzie, ale wierzę, że dacie radę …

WPROWADZENIE
Sąsiad ma firmę, dzierżawi trzy działki, na działce najbliższej, graniczącej z moją w 2008r równocześnie z moim wprowadzeniem się do nowo wybudowanego domu, postawił komorę lakierniczą – ok. 20 metrów od moich najbliższych okien. Wszystkie pokoje znajdują się od strony południowej. Komora stoi na południowym zachodzie – patrząc z mojego domu. Na początku włączał ją ze dwa razy na tydzień na 5 minut. Po niedługim czasie komora włączana była coraz częściej. W końcu załapał jakiś „kontrakt” na malowanie elementów AGD i komora włączana jest kilka razy dziennie wytwarzając przy tym:

– ogromny hałas (który zmusza mnie do siedzenia przy zamkniętych oknach przez cały czas pracy tego urządzenia) Po nocnej zmianie odpoczywam tylko dzięki „stoperom” do uszu. Jeśli komuś to coś powie to w sypialni mam 63dB przy otwartym oknie, a 48dB przy zamkniętym w czasie pracy lakierni oczywiście …

– smród (w zależności od siły i kierunku wiatru raz czuć a raz nie), niestety nie mogę go zmierzyć, ani przechować w słoiku w celach dowodowych ;-)

– spadki napięcia w sieci rzędu 30V (udokumentowane właśnie za pomocą miernika i aparatu fotograficznego). Kilka razy dziennie, kilkadziesiąt razy w tygodniu, kilkaset razy w roku. Sąsiadom mieszkającym za mną wywalają bezpieczniki, dzwonią szyby w starych drewnianych oknach, przepalają się żarówki. Padł mi sterownik od siłownika pieca – koszt znaczny … więc napisałem skargę do ENEi …

Chyba w sierpniu 2008r wysłałem zapytanie do powiatowego inspektoratu nadzoru budowlanego (PINB) czy Gość ma zgodę na ten obiekt. Wyszło, że nie ma, więc kazano mu go rozebrać – decyzję tą wydawali kilka miesięcy!!!
Odwołał się i sprawa ta trafiła do wojewódzkiego inspektoratu nadzoru budowlanego (WINB) – decyzja – rozebrać.
Zaskarżył tą decyzję i sprawa trafiła do wojewódzkiego sądu administracyjnego (WSA), który skargę oddalił.
… i co z tego

Papiery spłynęły do PINB jakoś na początku 2010r, decyzję o ostatecznej rozbiórce lub zapłacie jakiejś kary wyznaczono na koniec października 2010r. Komora hałasuje i smrodzi nadal …

Napisałem skargę z sąsiadką na skoki napięć do Enei – odpowiedź … wszystko z naszym prądem jest OK. ;-). A nie jest – nic się nie zmieniło. Odwołać się nie mogę, bo to nie urząd tylko spółka.

Na początku 2010r. napisałem pismo do Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska WIOŚ, że śmierdzi, że hałasuje. Mają przyrządy, aby to pomierzyć. Długo odbijali piłeczkę by nie przyjeżdżać. Postraszyłem ich skargą na bezczynność, więc przyjechali. Oczywiście nie poinformowali mnie o planowanej inspekcji. Hałasu nie zmierzyli, emisji spalin też nie (bo nie mają do czego przyczepić urządzenia pomiarowego – brakuje tzw. króćca). Dali mu mandat za brak zezwoleń na wprowadzanie gazów i pyłów do atmosfery ;-) ;-) i pojechali.

Poinformowałem straż pożarną PSP, że istnieje taka firma, że prowadzi działalność lakierniczą, że dowiedziałem się w PINB, że wymagany jest odbiór takiej lakierni przez PSP. Nie chcieli przyjechać, bo sprawą zajmuje się PINB, ale jak wysłałem im zdjęcia, że przy dużych zbiornikach z paliwem pracownicy łażą z papierochami, i tekstem w stylu „czy mam czekać aż to wszystko wyleci w powietrze razem z moim domem – przyjechali. Jak widać zdjęcia były dla nich jakimś dowodem.”

PIP państwowa inspekcja pracy – stwierdziła mniej więcej coś takiego – fakt, że nie zgłosił On prowadzenia swojej działalności lakierniczej w PIP ani w sanepidzie, ale działalność tą zgłosił w UMiG oraz w Starostwie. Ręce mi opadły. Gość pokazał inspektorom z PIP jakiś papier i łyknęli. Ludzie po studiach.

Skarga sąsiedzka na uciążliwość lakierni podpisana przez 20 osób trafiła z 2 miesiące temu do UMiG gdzie stwierdzono – urząd nie może tu nic pomóc, bo to spółka a nie osoba prywatna, więc przekazuje skargę Staroście. Oczywiście Gość się odwołał i sprawa utknęła na przynajmniej pół roku w SKO – Samorządowym kolegium odwoławczym.

Na szczęście przewidziałem taki obrót rzeczy i równocześnie z tą skargą zebrałem podpisy pod skargą skierowaną do Starosty. Czekam na rozwój tej sprawy …

Wykorzystując wiatr wiejący w kierunku mojego domu otworzyłem okna i zadzwoniłem po policję, pomyślałem – niech przyjadą i zobaczą jak mieszkam, czym oddycham. Przyjechali i … no fakt, śmierdzi lakierem i głośno … ale nie mamy żadnych przyrządów by to zmierzyć … przykro nam – do widzenia.

Byli też pracownicy z gminy, przywieźli ze sobą przyrząd pomiarowy do badania głośności (stąd wiem jak głośno mam w domu), ale w protokole z przybycia napisali tylko, że lakiernia pracuje. O Hałasie ni mru mru bo to był przyrząd pożyczony … ;-)

Zaprosiłem więc firmę dysponującą odpowiednim, atestowanym urządzeniem do pomiaru hałasu. Udało się wykonać jeden pomiar. Jak nas zauważyli natychmiast wyłączyli maszynę, więc było po pomiarach. Głupie teksty mówione w naszym kierunki w stylu: „O prąd wyłączyli” i inne doprowadziły do zapytania się mnie przez osobę mierzącą hałas, o której przeważnie kończą pracę, bo bała się wyjeżdżać ode mnie z posesji razem z nimi. Mało tego „kochany” sąsiad pofatygował się natychmiast do mnie i powiedział „co ty sąsiad odpierdalasz – macie zgodę na nagrywanie” – nie dyskutowałem za dużo, tylko zamknąłem drzwi. Ten jeden wykonany pomiar potwierdził wykonane wcześniej przez urządzenie pracowników UMiG.

ROZWINIĘCIE
Okej powiem Wam z posiadanych przeze mnie informacji co trzeba załatwić aby działać legalnie w tej branży (lakiernictwie):
1 uzyskanie w UMiG – Warunków Środowiskowych … dopiero wtedy (nie posiada takowych)
2 uzyskanie w UMiG – Warunków Zabudowy … mając je 3 zgłoszenie działalności lakierniczej do Starostwa, dopiero po jego przyjęciu ma się sprawę załatwioną
oprócz tego
4 zgłoszenia i odbiory sanepidu
5 zgłoszenia i odbiory straży pożarnej
6 zgłoszenia w PIP

Dlaczego to robie?
Gość działa bez zezwoleń i nikt nie powiesił mu przysłowiowej „kłódki”. Zdaje sobie sprawę, że pewnie kiedyś – może tego dożyję – będzie zmuszony komorę rozebrać …

Robię zdjęcia by mieć dowód jak żyłem przez te X dni, miesięcy, lat. Focę to, co widzę praktycznie z wszystkich okiem moich pokoi – pieprzony pył lakieru.

Dlaczego?
Bo pierwszym krokiem do uzyskania legalności jest jak napisałam uzyskanie Warunków Środowiskowych w gminie – Gość musi okazać się Raportem i wykazać w nim, że lakiernia, którą chce użytkować nie będzie negatywnie oddziaływać na sąsiadów. To jest warunek, aby nie pytali mnie o zgodę. Pewna firma z uprawnieniami opracowała mu potrzebny Raport – wykresy, cyferki, zapewnienia o założeniu filtrów, tłumików hałasu, praca 5 dni w tygodniu, 8 godzin dziennie. Czego nie było w tym raporcie. Powiem tak – jakbyście przeczytali ten raport bylibyście w szoku jak fajnie i bezpiecznie można żyć, w obecności takiej lakierni za płotem …

Niestety realia nie mają nic wspólnego z tym raportem, zdarzało się, że zamiast 8 godzin pracowali przez cały tydzień 12, soboty praktycznie każde, filtry – nie wiem czy w ogóle jakieś są …

Miałem nadzieję, że jak zobaczą aparat to zrobią coś w tym kierunku by zmniejszyć hałas – założą wspomniany w raporcie tłumik hałasu lub zbudują ekran akustyczny – nic. Że założą filtry pyłu – nic.

W listopadzie zeszłego roku zaprosił mnie Gość na rozmowę, w której stwierdził, że ma dość karmienia urzędników, których na niego nasyłam. Ja stwierdziłem, że mam dość pisania. Byłem gotów na jakiś kompromis. Zaproponował mi odstąpienie od blokowania jego prób załatwienia pozwoleń a w zamian za to nie będę musiał zamurowywać okien od południowej strony – bo ponoć mam za blisko dom postawiony. W tym miejscu powiem Wam, że wcześniej nasłał ma mnie PINB, który te odległości pomierzył i nie miał do nich zastrzeżeń. Zaproponowałem mu postawienie wysokiego komina – odmówił, obrócenia lakierni o 180 stopni, aby wyciągi (najgłośniejsza cześć lakierni) znajdowały się po jej drugiej stronie, co zmniejszyłoby trochę hałas – odmówił, zagwarantowania mi, że nie będzie pracował po 15-tej – odmówił twierdząc, że jak podpisze kontrakty na lakierowanie innych rzeczy to będzie zmuszony do dwuzmianowości, poprosiłem by pokazał mi filtry, gdzie są i czy ma je założone – odmówił … Powiedział też “jak kupi sobie urządzenie do lakierowania “z płaszczem wodnym”, które znacznie zwiększy wydajność pracy to komorę lakierniczą używać będę sporadycznie. Pocieszył mnie – znacznie zwiększyć wydajność to … znacznie zwiększyć emisję – czy nie? następne urządzenie, a potem może jeszcze jedno – w końcu zezwolenia na lakiernie już będzie miał jak odpuszcze temat.
Zaproponowałem Sąd Ugodowy – istnieje taka instytucja. Jestem w stanie pójść na kompromis, ale tylko tam.

Czy „Woda” i „Ogień” są w stanie się dogadać?

Później nasłał na mnie Straż Pożarną – też nie stwierdzili żadnych uchybień w odległościach od granic.

Czy Wy zgodzilibyście się na takie życie chowając głowę w piasek, zaciskając zęby bez słowa, opuścili gardę … żyli przy zamkniętych oknach od poniedziałku do soboty dziękując Bogu za to, że istnieje taki dzień jak niedziela ???
Zacząłem stawiać aparat w oknie. Zaczęły się telefony do mojego pracodawcy. Pierwsza wizyta u mojego Szafa – krótkie pytanie – ponoć była u ciebie dwukrotnie Policja w sprawie focenia sąsiada. Moja odpowiedź zgodnie z prawdą brzmiała „nie”. W tym dniu moi przełożeni dowiedzieli się ode mnie, w jakim „szambie” siedzę po przyjściu z pracy do domu od prawie trzech lat.
Kilka dni później odwiedziła mnie jednak policja w tej sprawie. Powiedzieli „tak nie można”, Gość może podać cię do sądu za nękanie, będziesz miał nieprzyjemności w pracy, też jesteś mundurowym. Zapytałem się grzecznie czy mogą przedstawić mi podstawę prawną, która mi zakazuje takiego postępowania … oczywiście ani podstawy, ani ogólnych zasad nie byli mi w stanie przedstawić. Pojechali.

Następnego dnia udałem się na komisariat policji i poprosiłem o rozmowę z panem z dochodzeniówki. Przedstawiłem mu sprawę z sąsiadem, z wizytą policji oraz podzieliłem się swoją wiedzą nie na temat konkretnych paragrafów, ale ogólnych zasad dotyczących fotografowania – zasad, o jakich dowiedziałam się w DFV – numer z lipca 2010r. Potwierdził upewniając się w prokuraturze i oddzwaniając do mnie w tej sprawie.

Ok. … następnego dnia znowu w oknie swojego domu z aparatem siedzę. Przyjechała policja – tym razem uświadomieni przez swojego kolegę z dochodzeniówki, o którym pisałem wcześniej rozmawiali ze mną jakoś bardziej „po ludzku” … wiedzieli już, że mogę to robić, uczulili tylko jeszcze raz na zakaz publikacji … ok. pomyślałem, że policję mam z głowy …

Zadzwoniłem do mojego szefa z informacją, że policja zjawiła się u mnie i że za pierwszym razem nie było wesoło, że odwiedziłem komisariat, że powinno być OK. …

Druga wizyta u szefa … nie była już taka luzacka. Dostałem do zrozumienia, że nie powinienem tego robić … bo Gość wydzwania „piętro wyżej”, a „piętro wyżej” pyta co jest grane, bo trzeba pisać, angażować ludzi, ściągać do roboty. Nie ukrywam, że do tej rozmowy miałem wrażenie, że lepiej czułem się w pracy niż w domu. Świadomość tego, że wracam do swojego domu, na swoją działkę otoczoną od strony lakierni prawie dwumetrowym murem, nad którym rozciągnięto drut kolczasty a za nim coś na styl „krematorium” …

Nie ukrywam, że współczucie dostrzegam w większości osób rozmawiających zemną, które przemieszczały się tą ulicą w czasie pracy lakierni, odwiedzających mnie w domu, którym pokazuję dokumenty jasno stwierdzające, że tego nie ma i tego i tego i tego … że tak naprawdę to to co ma „zawdzięcza” mnie (uregulowany KRS – z wpisem, że jego firma już może lakierować, odbiory: straży, sanepidu, PIP-u …

Zdrówko delikatnie zaczyna szwankować …

Obecnie spodziewam się wytoczenia sprawy cywilnej przez Gościa …
… o co? Dochodzą mnie słuchy, że o:

– znęcanie psychiczne,
– szpiegostwo przemysłowe,
– fotografowanie łazienki z malutkim okienkiem znajdującej się ja wiem … jakieś 30m dalej,
– stresowanie pracowników,

Kurcze co jeszcze może wymyśleć bzdetnego i niedorzecznego o co można by oskarżyć sąsiada stojącego w oknie z aparatem w ręku? Puśćcie wodzę wyobraźni … choć może lepiej nie ;-) Może dokopać się do tego wątku i napisać do mojego Szefa stek następnych bzdur, z których przyjdzie mi się tłumaczyć ;-)

Nie wiem, co będzie w pracy …

Czy myślałem, aby mu wytoczyć sprawę … TAK. Odwiedziłem kilku prawników, jedni skasowali 270zł mówiąc liczą się dowody, że sprawy takie mogą toczyć się latami, że wystarczy bzdet, by podważyć dowód, przedłużyć postępowanie … i byli też tacy, którzy udzielali rad „na koszt państwa” ludziom „z ulicy” – ci „adwokaci” doradzali mi walkę w sądach, szybką wygraną, gadali pięknie, choć nie potrafili znaleźć na zawołanie żadnego przepisu, artykułu, paragrafu, który by mógł poprzeć ich słowa … ech. Z rozmów ze znajomymi, którzy uczestniczyli w sprawach sądowych wywnioskowałem, że – większość adwokatów obiecuje góry, jeśli ich weźmiemy, wyciągają kasę tak długo jak się da, a jak już nie idzie to dogadują się między sobą próbując strony namówić do ugody.

Reasumując tą kwestię – Gość ma firmę, kilku pracowników i swojego radcę prawnego, wliczy sobie koszty sądowe w koszty firmy, lub nie da pracownikom trzynastki. Ja będąc zwykłym śmiertelnikiem będę biedolić się latami żyjąc od dziesiątego do dziesiątego, wydając kasę na adwokatów, których – nie oszukujmy się – nasz los w większości przypadków w ogóle nie obchodzi.

Taka anegdota na koniec: Syn mówi do ojca. Ojcze zobacz, jaki jestem dobry, prowadziłeś tą sprawę dwadzieścia lat, a ja świeżo prawo skończyłem i w pół roku ją wygrałem. A ojciec na to … i co z tego masz?, te marne kilka złotych? Ja za tą jedną sprawę wybudowałem sobie dom, w którym dorastałeś, domy letniskowe w górach i nad morzem, wykształciłem cię i zapewniłem sobie byt na całe życie. Nic się na tych studiach synu nie nauczyłeś …

ZAKOŃCZENIE

Czy mam schować głowę w piach? …

Pstrykam … co mi pozostało … może to bardziej mi się przyda niż skargi, może w końcu wstawi te filtry, tłumiki, …
Może książkę o tym kiedyś napiszę – tytuł już mam „Mein Kampf” … co prawda żyje nie w komorze ale obok niej i nie wykituje w kilka minut … będzie to śmierć poooooooooowoooooooooolnaaaaaaaaa ;-)

Dzięki za uwagę

No dobra, a teraz proszę …

otrzeć, łzy płaczące, wydmuchać nochale …

mam nadzieję, że nie przyśni Wam się lakiernia …

nikt nam nie obiecywał że życie będzie proste … co nie?

pozdrawiam

Member

Bardzo szczerze Ci współczuję. Wiesz…to o czym piszesz to jest ogólniejszy problem bo cały nasz kraj, cała Polska – nasza ojczyzna właśnie TAK funkcjonuje jak ten Twój sąsiad. Prawo prawem, przepisy przepisami a i tak wielcy i bogaci o politykach (wszystkich opcji politycznych bez wyjątku) nie wspominając robią co chcą mając w d… zwykłych ludzi. To jedno magiczne słowo, które pozwala zrozumieć to co się dzieje brzmi “ŁAPÓWKA”. Jest jeszcze inne słowo, które wiele tłumaczy: “ZNAJOMOŚCI” (zwane inaczej plecami). I jeszcze dodam nie wchodząc w szczegóły, że najwięcej mogą ci co związani są z taką mafią co się nazywa “służby specjalne”. Tym “służbom” obecnym nogi wyrastają z d…, która kiedyś się nazywała UB, SB i WSI.
Trzymaj się Kolego i się nie poddawaj!

Member

to ja Ci powiem (za darmo) – w k.c jest przepis o immisji i na jego podstawie możesz dochodzić swoich praw :)
ale droga może być długa do prawomocnego wyroku

Member

Mam u siebie podobną choć nie tak uciążliwą sytuację – facet po drugiej stronie ulicy na terenie dawnego skupu złomu założył skład opału mimo, iż plan zagospodarowania przestrzennego w tej dzielnicy przewiduje tu tylko zabudowę jednorodzinną . Walka trwa od września ub roku, facet tłumaczy się tzw prawami nabytymi – jawne oszustwo. Zaczyna też straszyć sądem. Na tym terenie zbudował wagę towarową bez zezwoleń a do kompletu ciekawostek tiry przyjeżdżające po węgiel często blokują drogę pojazdom miejscowej OSP

Member

Tak się przestrzega prawa w Polsce, niestety. A samowola na Krakowskim Przedmieściu?

Member

O co chodzi z Krakowskim Przedmieściem, nie jestem w temacie

Member

Taki napis widziałem w OBI, ale to obiekt użyteczności publicznej i jest to niezgodne z prawem.
Tu fajny tekst na Vagla.pl

Regulaminowy zakaz fotografowania w muzeach to klauzula abuzywna
http://prawo.vagla.pl/node/9027

Member

No ale Obi chyba jest prywatne i jesli włascicielowi sie podoba wpuszczanie klientów a nie wpuszczanie fotografów to jego swiete prawo (na logikę :P)

Member
Mystik wrote:
No ale Obi chyba jest prywatne i jesli włascicielowi sie podoba wpuszczanie klientów a nie wpuszczanie fotografów to jego swiete prawo (na logikę :P)

no z logiki masz zaliczenie, z prawa też ;-)

Fotoman24 wrote:
Taki napis widziałem w OBI, ale to obiekt użyteczności publicznej i jest to niezgodne z prawem.
Tu fajny tekst na Vagla.pl

Regulaminowy zakaz fotografowania w muzeach to klauzula abuzywna
http://prawo.vagla.pl/node/9027

o tym cały wątek był ! ;P

Member
Fotoman24 wrote:
Taki napis widziałem w OBI, ale to obiekt użyteczności publicznej i jest to niezgodne z prawem.
Tu fajny tekst na Vagla.pl

Regulaminowy zakaz fotografowania w muzeach to klauzula abuzywna
http://prawo.vagla.pl/node/9027

Ja rozumiem, że można mieć różny stosunek do asortymentu OBI, ale trudno to nazwać muzeum :-)))

Member

Hej

Sie doczekałem … gość wytoczył mi sprawę w sądzie …

Na rozprawie ugodowej oświadczył, że chce się jak najbardziej dogadać …
… pod warunkiem zapłacenia mu 1 000 000 zł … słownie: jeden milion złotych ;-).

Ponoć doprowadziłem do utraty jednego z głównych “chlebodawców” tej firmy … hmmmmmm
Po co się dogadywać i płacić jak można się nie dogadywać i nie zapłacić złotówki … ;-)

W związku z tym, iż ten “gość” i jego familia śledzą ten wątek – (wykorzystał część jednego z postów przeciwko mnie w sądzie), składam mu z wielkim „bananem” na ustach wyrazy najszczerszych kondolencji z powodu utracenia strategicznego kontrahenta i życzę utraty wszystkich innych z którymi jeszcze współpracuje … amen.

… może wtedy zacznę żyć normalnie …

Jednym z oskarżeń pod moim adresem jest oczywiście fotografowanie i kamerowanie jego podwórka …
Innym “pomówienia” dotyczące legalności działania firmy …

21 sierpnia druga rozprawa „właściwa” … ciekawe ile takich jeszcze przede mną …

O wyrok raczej jestem spokojny …

Sprawę tą traktuję raczej jako kolejną próbę zastraszenia mnie, niż jakieś realne zagrożenie mojego budżetu …

Czy ktoś w Was jest zainteresowany zakończeniem tej sprawy w sądzie?
Pozdrawiam

Member

pewnie, że tak!
Trzymam kciuki!

Member
ka_tula wrote:
pewnie, że tak!
Trzymam kciuki!

dołączam się :)

Member

i czekamy na ciąg dalszy tej historii rodem z horrorów.

Viewing 46 reply threads
  • You must be logged in to reply to this topic.